To, co wymyśliła moja babcia zżera mnie od środka, nie mogę przestać o tym myśleć. Bezczelnie zakazała mi przychodzić do niej na obiad, który był tradycją w nasze rodzinie. I to z jakiego powodu!
Dla babci od strony taty zawsze byłam ukochaną wnuczką. Jednak odkąd pamiętam babcia nienawidziła mojej mamy. Choć nienawidziła to pewnie za małe słowo. Na każdym kroku ją obwiniała za wszystko. Później zaczęła wmawiać jej, że jest beznadziejną matką, że źle mi gotuje, że słabo sprząta w domu. A ona ciężko pracowała, żeby przychylić mi nieba. Mama często próbowała jej wytłumaczyć, że nie da się wszystkiego robić idealnie, ale babcia wiedziała swoje: jak kobieta nie potrafi udźwignąć każdego obowiązku, to znaczy, że jest beznadziejną gospodynią.
Jak byłam dzieckiem, nie zauważałam prawdziwego charakteru babci. A charakterek to ona miała… Dopiero później, gdy dorosłam, to zaczęłam trzeźwiej patrzeć na to wszystko. Jak wzięłam ślub i wybudowaliśmy się z mężem nieopodal, bo zaledwie pięć minut drogi od niej, to przeżywałam podobne piekło, co mama. Babcia też potrafiła przyjść bez zapowiedzi w najmniej oczekiwanym momencie i wytykać mi, że mam brudny zlew. A jak nie mieć brudnego zlewu, jak w domu jest małe dziecko?
Przeczytaj także: Przez 25 lat ani razu nie wypuściłam męża z domu bez kanapki! A on teraz poszedł do innej!
Ona oczywiście wciąż powtarzała, że mówi mi to wszystko dla mojego dobra. Mawiała, że w tej rodzinie tylko ja się w nią wdałam, więc nie mogę jej zawieść.
Tak czy inaczej, starałam się dbać o dobre kontakty. Taki miała charakter i nikt na to nic nie poradzi. Mówiła prosto z mostu, co myśli, taka jej natura.
Mieliśmy taką tradycję, że co dwa tygodnie przychodziliśmy do babci i dziadka na niedzielny obiad. Ja, mąż i nasz mały synek, przychodzili często też moi rodzice i siostra babci z mężem. Zwykle to babcia zawsze gotowała i piekła, czuła się jak ryba w wodzie, więc nikt jej nie odbierał tego przywileju.
Nie raz chcieliśmy z mężem zostać w domu, obejrzeć sobie telewizję, ale dla babci te obiady to była świętość. Nie dałaby nam żyć, gdyby dowiedziała się, że nie chciało nam się ruszyć z kanapy.
Ostatnio na obiedzie odmówiłam jedzenia i wzięłam sobie na talerzyk tylko ciasto. Jak tylko babcia to zobaczyła, to myślałam, że wydłubie mi oczy! Postanowiłam zostać wegetarianką i przestałam jeść mięso, na razie oczywiście na próbę, zobaczymy jak będzie później. Ale dla babci to nie do pomyślenia.
Zaczęła oczywiście swoje wywody i całe popołudnie słuchałam, jak to młodym ludziom teraz „przewraca się w głowach”.
A kilka dni temu, przed niedzielnym obiadem, zadzwoniła do mnie i tak od słowa do słowa wyszło, że ona nie ma siły gotować dla mnie osobnych posiłków. Mówię jej, że to nie problem. Sama przyniosę coś od siebie z domu, nie musi się trudzić. A ona na to, że jeszcze tak nie było, by gość sam przynosił swoje jedzenie. I w takim razie dopóki nie skończę z tymi głupotami, mam nie pojawiać się u niej na obiedzie. To już jest przesada!
Jak można tak powiedzieć drugiemu człowiekowi? I to jeszcze wnuczce, którą rzekomo kocha?! Oczywiście mój mąż i synek nadal mają się pojawiać, ale beze mnie. Mąż pyta czy ma iść, a ja nawet nie wiem, co mu doradzić. W takim jestem szoku…

