Na początku ja i moja teściowa miałyśmy wspaniałe relacje. Opowiadałam wszystkim, jak bardzo mam szczęście. Przyzwoita, energiczna, aktywna i nowoczesna kobieta. Dużo czytała, oglądała filmy, poważne programy. Byłam z Grzegorzem w małżeństwie przez ponad sześć lat. Żyliśmy dobrze, w zgodzie. Postanowiliśmy nie spieszyć się z dziećmi. Cieszyliśmy się naszą wolnością, kupiliśmy mieszkanie, zwiedziliśmy świat. Pięć miesięcy temu, przyszedł na świat nasz pierworodny syn Antek. Teściowa była w siódmym niebie ze szczęścia. Byłam pewna, że dalej wszystko będzie dobrze, ale po porodzie teściową jakby wymieniono.
Przed porodem przygotowałam rzeczy dla dziecka. Wszystko uprałam, wyprasowałam, posortowałam w szafie. Ale kiedy byłam w szpitalu, teściowa przyniosła mnóstwo starych łachmanów. Zaszyła pieluchy z gazy. Niektóre rzeczy schowała tak, że nie mogłam ich znaleźć. Teściowa nagle zaczęła narzucać swoje zdanie, wyrywała dziecko z rąk, udzielając rad nieprzerwanie.
Wydawało mi się, jakby nie ufała mi z dzieckiem. Gdy tylko mały zaczął płakać, była już tam – pierwsza wyjmowała go z łóżeczka. To mi się nie podobało, ale starałam się zachować spokój. W końcu to matka mojego męża, prawdopodobnie chciała jak najlepiej.
Kiedyś, po wizycie teściowej, mieliśmy z mężem ciężką noc – dziecko płakało przez kilka godzin i nie mogło się uspokoić. Powiedziałam mężowi, że to przez perfumy teściowej. Obiecał porozmawiać z matką, ale nie zrobił tego. Musiałam interweniować ja.
Następnego razu powiedziałam teściowej, że jeśli jeszcze raz przyjdzie tak mocno pachnąca, nie wpuszczę jej do dziecka. Teściowa wstała, zebrała swoje rzeczy i wyszła! Była obrażona. Grzegorz też był zły: nie można tak traktować matki. Ale ja odpowiedziałam, że następnym razem będzie sam uspokajać dziecko w środku nocy, a ja będę spała! Grzegorz zamilkł.
Mimo wszystko, teściowa była poważnie obrażona. Wszystko to stało się, gdy synek nie miał nawet miesiąca. Teraz ma pięć miesięcy, ale babcia nigdy więcej nie przyszła w odwiedziny.




