Nie mieliśmy komputera, więc wychowawca jednego z moich dzieci zaprosił mnie do szkoły na rozmowę

Zrozumcie, nie posiadamy komputera. Starszy syn korzysta ze smartfona, środkowy ma stary telefon z przyciskami, który jest źródłem drwin, a najmłodsza córka jest dopiero w pierwszej klasie. Jak sobie radzić w takich okolicznościach?

Wtedy cała szkoła w naszej miejscowości przeszła na wyłącznie nauczanie online. Na początku nie było o tym nawet mowy, jednak kiedy dzieci zaczęły częściej chorować, różne klasy były tymczasowo zamykane, a uczniowie przekierowywani do nauki zdalnej.

Jestem rozwiedziona, samotnie wychowuję troje dzieci, pracuję. Jestem sympatyczną i opiekuńczą osobą, a dzieci są dobrze wychowane, uprzejme i czyste. Niestety, wtedy to nie wystarczało. Wzywali mnie do szkoły najpierw ze względu na środkowe dziecko, innym razem z powodu najmłodszego, a później również najstarszego.

– Dlaczego ich nie ma podczas lekcji? Semestr dobiega końca! Pani córka jest w pierwszej klasie, co Pani zrobi, gdy ona zostanie w tyle?

– Ile razy mam tłumaczyć, że nie mamy komputera?

Brak komputera w dzisiejszych czasach? Proszę kupić.

– Proszę mi powiedzieć skąd wziąć pieniądze.

Nikt mi już nie odpowiedział. Mogłabym wziąć nadgodziny albo znaleźć jakąś dorywczą pracę i kupić najtańszy używany komputer… Ale z kim wtedy zostawiałabym na wieczór dzieci?

A jeśli ich lekcje będą się pokrywały, miałabym kupić trzy komputery? Wiem, że nauczyciele nie mieli i nie mają łatwo, ich niskie płace, ciągła odpowiedzialność, ale czy nie potrafią zrozumieć, że są ludzie, którzy żyją jeszcze skromniej i nie są w stanie spełniać tych wszystkich wymagań?

Od nas oczekuje się, że dzieciom kupimy każdego roku nowe przybory, nowe podręczniki, będziemy wysyłali je na wycieczki, dołożymy się na Radę Rodziców i inne wydatki, ale nikt nie pyta skąd wziąć na to wszystko pieniądze. A wtedy jeszcze to nauczanie zdalne! Niektóre szkoły dostały laptopy i rozdawały uczniom, wiem to od mojej znajomej. Ale u nas nic takiego nie było. Masz dziecko? Kup mu laptopa…

– Niech Pan nam załatwi komputer, wtedy dzieci będą brały udział w lekcjach. Dopóki nie będzie, dzieci będą uczyły się same – powiedziałam wychowawcy.

– A jak się uczą? – zapytał mnie

– Według swoich możliwości.

Dobrze, na koniec semestru, przeprowadzę egzamin, choćby przez telefon, pocztę czy nawet gołębia.

Mój najstarszy syn uczył się w domu sam bardzo dużo. Byłam dumna, bo widziałam jak się przykłada i tęskni za szkołą. A na koniec nauczyciele dali mu ze wszystkiego trójki na semestr z góry. Nawet go nie przepytali, nie zadzwonili, żeby sprawdzić poziom wiedzy. Serce mi się kroiło, jak widziałam, że jest mu smutno.

Oceń artykuł
TwojaCena
Nie mieliśmy komputera, więc wychowawca jednego z moich dzieci zaprosił mnie do szkoły na rozmowę