Podczas naszego pierwszego spotkania, mój przyszły mąż opowiedział mi o swojej córce z poprzedniego małżeństwa. Córka była wychowywana przez swoją babcię, a on widywał ją kilka razy w miesiącu. Nie miałam z tym najmniejszego problemu. Nigdy wcześniej nie byłam zamężna, nie miałam też dzieci, ale wiedziałam, że jestem w stanie zbudować z nim rodzinę. Po naszym ślubie teściowa zaczęła nalegać, że córka męża potrzebuje pełnej rodziny, potrzebuje taty i mamy.
Problem polega na tym, że dziewczynka całkowicie ignoruje mnie i nie nawiązuje ze mną kontaktu od 5 lat. Co więcej, nie jestem zobowiązana ani nie chcę wychowywać cudzego dziecka. Teściowa jednak ma inne zdanie i nawet podnosiła na mnie głos, twierdząc, że powinnam opiekować się córką męża. Co najdziwniejsze, nie ma żadnych zarzutów do byłej synowej. Była żona męża dobrze się bawi, wchodzi w nowe związki, kilka razy do roku jeździ na wakacje, ale mimo to, nie płaci alimentów na córkę. Oczywiście, nie ma w jej życiu miejsca na dziecko. Teraz teściowa ma jedyną nadzieje we mnie, zwłaszcza że była żona męża niedawno wyszła za mąż ponownie i urodziła dziecko.
Teściowa nie chce mnie zrozumieć, niezależnie od tego, jak mocno próbuję jej to wytłumaczyć.
Według niej, jeśli nie podoba mi się ta sytuacja, powinniśmy się rozwieść. Nie rozumiem: dla niej normalne jest zachowanie matki dziecka, normalne jest to, że nawet mój mąż odmówił wzięcia na siebie wychowania córki, ale moja niechęć do wychowania obcego dziecka jest negowana. Dlaczego, jeśli wszyscy odmówili wykonania swoich obowiązków, ja powinnam to robić? Nawet biologiczna matka nie chce zajmować się swoją córką, a jeśli ja nie chcę, to powinnam się rozwieść. Ale wiecie co najbardziej mnie irytuje? To, że większość krewnych zgadza się z teściową. Czy tylko ja jestem rozsądna w tej sytuacji?




