Często pomoc przychodzi tam, gdzie się jej nie spodziewamy, więc nawet w najtrudniejszych sytuacjach życiowych nie trzeba się poddawać. Mnie spotkało nieszczęście: mój mąż miał wypadek samochodowy i przeżył, ale teraz jest przykuty do wózka inwalidzkiego. Mimo że otrzymujemy razem rentę, jest ona wciąż zbyt mała, więc niezależnie czy to lato, czy mroźna zima, szukam dodatkowych prac, by dorobić dla nas na leki i rachunki. I tak ostatnio zerwałam wczesne warzywa z ogródka i poszłam na targ, aby je sprzedać. Nieśmiało zapytałam jedną kobietę, gdzie mogę sprzedawać, ale zostałam obrzucona pogardliwym spojrzeniem. Szczerze mówiąc, ledwo znalazłam miejsce, bo nikt nie chciał, żebym stała obok niego i podbierała klientów.
Znalazłam jeden wolny stragan, rozłożyłam swoje warzywa i domowe jajka i zaczęłam sprzedawać. Stojąca obok kobieta, która od kilku lat sprzedawała na targu, zaczęła krytykować moje produkty na cały donośny głos. A pomimo tego, ludzie podchodzili i kupowali. Wkrótce młoda dziewczyna wykupiła wszystkie pojemniki z jajkami, a następnego dnia również przyszła i zaczęła mnie pytać, dlaczego tak schorowana i starsza kobieta jak ja, stoję i sprzedaję w chłodzie. Młoda dziewczyna powiedziała, że zna wszystkich handlarzy, ale mnie widzi po raz pierwszy, na co odpowiedziałam, że nie mam wyboru, znikąd nie mam pomocy, a życie obecnie jest tak drogie…
Pytała też dlaczego mąż mi nie pomoże, dziwiąc się, że nie wstydzi się, że jego żona sprzedaje na ulicy, podczas gdy on siedzi na kanapie. Odpowiedziałam zgodnie z prawdą, że mój mąż jest inwalidą. Później nie widziałyśmy się ponad tydzień, a ja trochę myślałam o niej i nawet przez chwilę przeszła mi myśl, że dzisiejsza młodzież jest zbyt dociekliwa i za dużo chce wiedzieć.
Nie sądziłam, że spotkam ją ponownie. A ona przyszła do mnie po tygodniu i opowiedziała, że poruszona całą historią, zorganizowała zbiórkę pieniędzy w Internecie dla mnie i mojego męża. I powiedzcie mi, że nie ma już dobrych ludzi na tym świecie. Oczywiście, że są, nawet tacy młodzi. Kupiliśmy za te pieniądze zapas leków, wymieniliśmy dla męża materac i odłożyliśmy resztę na czarną godzinę. Dobry los zesłał mi tę dziewczynę, nie wiem jak radziłabym sobie dalej, gdyby nie hojność jej i dobrych ludzi, których wzruszyło moje życie.




