Mój mąż nie stosował przemocy fizycznej, ale psychicznie znęcał się nad każdym z osobna. Wciąż nas krytykował i wyśmiewał. Nie potrafiłam wtedy odejść, takie były czasy, że wstydziłam się, co powiedzą ludzie.
Mój syn przez całe dzieciństwo obserwował, jak zachowuje się ojciec. Tłumaczyłam mu, że tak nie można, trzeba szanować każdego człowieka i ma pamiętać o tym, gdy będzie dorosły. Myślałam, że udało mi się wychować go dobrze. Nie sprawiał problemów, zawsze był grzeczny w szkole i w domu. Stronił od bójek, trzymał się raczej na uboczu, obserwowałam też to, jak odnosi się do koleżanek… Nie mogę powiedzieć nic złego, naprawdę dziękowałam Bogu, że mój syn nie będzie taki, jak ojciec.
Kiedy miał osiemnaście lat, wyprowadził się z domu. Ja też odważyłam się położyć kres poniżaniu przez męża, spakowałam walizki i zaczęłam nowe życie. Pomogła mi koleżanka, znalazła pracę w szkolnej stołówce i dała mi na pierwsze miesiące lokum.
Dziś mój syn jest już dwa lata po ślubie. Nie odwiedzam ich często, niech nacieszą się sobą. Oczywiście, gdy tylko czegoś potrzebują, pomagam, ale sama z siebie nie przyjeżdżam z niespodziewanymi wizytami.
Ostatnio z okazji urodzin synowej zostałam zaproszona na obiad. To bardzo dobra i skromna dziewczyna. Jest zawsze grzeczna i pomocna, czasem do niej dzwonię, jak mam problem z komputerem, a ona wszystko powoli mi tłumaczy.
Siedziałam przy stole w salonie, a synowa kończyła gotować w kuchni obiad. Wtedy usłyszałam jak mój syn beszta ją za podjadanie. Dziewczyna tłumaczyła się, że chciała tylko spróbować, czy nie potrzeba doprawić, a on nie dał jej nawet skończyć. Powiedział takie słowa: Nie chcę mieć w domu spasłej żony, więc pilnuj się.
A przecież to szczupła, zdrowa kobieta. Daleko jej do otyłości, o czym on w ogóle mówił?!
Przy stole nie było lepiej, bo wywiązał się temat pieniędzy. Syn chwalił się awansem, cały czas podkreślał, że dzięki temu wyremontował mieszkanie. Synowa nieśmiało powiedziała, że też ma w tym swój wkład, a on zaśmiał jej się w twarz. Jak odchodził od stołu, to tylko rzucił, że pieniądze, które ona przynosi do domu, jemu nie wystarczyłyby nawet na tydzień.
Nawet nie wyobrażacie sobie, jak jest mi wstyd. Obwiniam się, że to moja wina, mogłam odejść z dzieckiem od męża wcześniej. Może gdyby nie oglądał zachowania swojego ojca, teraz szanowałby żonę.



