– Zostaniemy u Ciebie przez jakiś czas, bo nie mamy pieniędzy na wynajęcie mieszkania! – Powiedział mi mój przyjaciel.

Jestem kobietą niezwykle aktywną. Choć mam już 65 lat, wciąż udaje mi się zwiedzać nowe miejsca i poznawać fascynujących ludzi. Wspomnienia młodości przywołuję z radością, ale i nutą melancholii. W tamtych czasach mogłam wyjechać na urlop dokądkolwiek zapragnęłam! Nad Bałtyk, pod namiot z przyjaciółmi i koleżankami, w rejs po Wiślewszystko to było możliwe, nawet jeśli w portfelu miałam tylko kilka złotych.

Dziś to już przeszłość.

Zawsze uwielbiałam spotkania z ludźmi. Poznawałam ich na plaży w Sopocie, w teatrze w Warszawie. Z wieloma znajomymi utrzymywałam kontakt przez długie lata.

Nie potrafiłam zrozumieć, kto mógł nam wysłać taką wiadomość. Oczywiście, ja i mój mąż nigdzie się nie wybieraliśmy. Ale o czwartej nad ranem usłyszeliśmy gwałtowne pukanie do drzwi. Otworzyłam i zamarłam ze zdziwienia. W progu stanęła Iwona, dwie nastolatki, babcia i mężczyzna. Mieli ze sobą olbrzymie torby i walizki. Ja i mój mąż byliśmy kompletnie osłupieni, ale w końcu wpuściliśmy tych nieoczekiwanych gości.

Iwona spojrzała mi w oczy i zapytała z pretensją:

Dlaczego nie wyszliście dla nas? Przecież wysłałam wam telegram! Poza tym, taksówka kosztuje przecież pieniądze! Przepraszam, ale nie wiedzieliśmy, kto go wysłał! Miałam twój adres. Oto jestem. Myślałam, że będziemy tylko pisać do siebie listy, nic więcej!

Iwona tłumaczyła, że jedna z dziewcząt właśnie skończyła liceum i postanowiła pójść na uniwersytet. Cała rodzina przyjechała, aby ją wspierać.

Zamieszkamy u ciebie! Nie mamy pieniędzy na wynajem, a wy mieszkacie tak blisko centrum!

Byłam w szoku. Przecież nawet nie byliśmy rodziną. Dlaczego miałabym pozwolić im zamieszkać u nas? Codziennie musiałam gotować dla wszystkich, choć przynieśli ze sobą trochę jedzenia, sami nie zrobili nic. Siedzieli i czekali, aż ich obsłużę.

Nie wytrzymałam, więc po trzech dniach poprosiłam Iwonę i jej krewnych, żeby się wyprowadzili. Nie obchodziło mnie, dokąd pójdą. Rozpętała się straszna awantura. Iwona zaczęła tłuc talerze i krzyczeć jak opętana.

Byłam zdruzgotana jej zachowaniem. W końcu opuścili mieszkanie. Zdołali ukraść mój szlafrok, kilka ręczników, a jakimś cudem zabrali też cały garnek bigosu. Nie mam pojęcia, jak go wynieśli. Garnek po prostu zniknął!

Oceń artykuł
TwojaCena
– Zostaniemy u Ciebie przez jakiś czas, bo nie mamy pieniędzy na wynajęcie mieszkania! – Powiedział mi mój przyjaciel.