Chodzę do sklepu z telefonem w ręku i odpalonym kalkulatorem. Dla niektórych może to wyglądać jak obsesja, ale dla mnie to po prostu zdrowy rozsądek. Liczę każdą rzecz, co do grosza. W końcu to moje ciężko zarobione pieniądze.
Ostatnio zrobiłam dokładnie to samo w znanym wszystkim sklepie. I co się dzieje, kiedy dochodzę do kasy? A no dzieje się magia – i to nie taka, w którą chce się wierzyć. Kasjerka kasuje wszystkie produkty… i nagle kwota do zapłaty jest większa niż ta na moim ekranie.
– Niemożliwe – mówi ekspedientka po dłuższym namyśle ze zirytowanym głosem.
– A możliwe, mam wszystko wyliczone, proszę zobaczyć – i pokazuję jej telefon.
– Musiała pani coś pomylić.
– Na pewno nie, proszę skasować jeszcze raz od nowa.
Może jakby mi się zdarzyło coś takiego raz, to nic bym nie mówiła, ale odkąd sama podliczam zakupy, to to nie jest jednorazowy wypadek, ciągle mnie to spotyka. Niby drobne pieniądze, ale każda złotówka dla mnie ma wartość.
Niektórzy patrzą na mnie jak na wariatkę.
– Przecież to tylko trzy złote, niech pani da spokój! – słyszę za plecami.
Ale czy to naprawdę tylko kilka złotych? Wyobraźcie sobie, ile ludzi dziennie przewija się przez ten sklep. Ile oni takich „drobnych” błędów robią? Dla nich to biznes, a dla nas…
A jak ostatnio byłam w takim małym sklepie mięsnym u nas na osiedlu, to dopiero historia. Stoję, patrzę, liczę. Pokazuję kobiecie za ladą, że coś tu nie gra. A ona na to, że przecież wszystko jest w porządku. W tle słyszę pomruki niezadowolenia. Ludzie w kolejce zaczynają się denerwować, bo ja trzymam ich w miejscu. A ja co? Chcę tylko zapłacić tyle, ile naprawdę kosztują moje zakupy.
Nie mogę pojąć, jak można być tak obojętnym na własne finanse. Pracujemy na to, prawda? Dniem i nocą, ciężko się trudzimy, żeby zarobić na życie. A potem przychodzimy do sklepu i po prostu dajemy się oszukiwać? To nie jest tylko kwestia pieniędzy, to kwestia zasad. Dlaczego mamy akceptować coś, co jest po prostu oszustwem? To samo z winnym grosikiem. Ile to już razy słyszałam to słynne hasło: Czy mogę być winna grosika? Wiecie co teraz odpowiadam? Że nie, że mają mi widać dwa albo pięć groszy, a ja im dam resztę.
Przeczytaj także: Kiedy goście się rozeszli zebrałam wszystkie prezenty i wyrzuciłam do śmieci. Zasłużyli sobie na to
I co najlepsze, kiedy się o to upominasz, to ty jesteś tym złym. Ty stajesz się problemem, bo nie zgadzasz się na małe „nieścisłości”. A przecież to nie o to chodzi. Chodzi o uczciwość, o to, żebyśmy byli traktowani z szacunkiem.
Więc tak, może jestem tą „wariatką” z kalkulatorem, może jestem tą, który przeszkadza ludziom w kolejce. Ale wiecie co? Wolę być taka, niż kimś, kto po prostu akceptuje, że jest oszukiwany. Bo w końcu, to nie tylko o te kilka złotych chodzi. To o coś więcej. Wam radzę tak samo. Brać kalkulator i sprawdzać czy zgadza się z tym, co słyszycie przy kasie. Albo sprawdzajcie paragony.



