Zostałam mamą, gdy mój syn miał zaledwie dwa tygodnie.

Słuchaj, dwa lata temu zaczęłam pakować walizki swoją i mojego dziecka. Zainstalowałam fotelik dziecięcy w samochodzie, a do tego spakowałam malutki grzejnik na wszelki wypadek. Pojechałam wtedy do sądu w Warszawie, odebrać dokumenty potwierdzające przyznanie mi opieki.

Kilka godzin później byłam już w drodze do pokoju mojego synka – tego dnia mieliśmy się spotkać na nowo. Przez cały tydzień codziennie jeździłam te 60 kilometrów w jedną stronę tylko po to, żeby go zobaczyć i potem wrócić do domu. To były naprawdę długie dni.

Był wtedy taki maleńki. Kładłam małą Olę na brzuszku i marzyłam, jakby była jeszcze częścią mnie. Jakby była moją własną córeczką. Wydaje mi się, że ona myślała tak samo. W takich chwilach była spokojna, taka wyciszona.

Osoby, które adoptują dzieci, mówią na ten dzień Dzień Bociana. To wtedy do rodziny dołącza długo wyczekiwany maluch i nagle cały świat staje się radośniejszy. Rodzicom życie nabiera sensu, a dziecko wreszcie ma rodzinę. Ma nadzieję na zwyczajne, dobre życie.

Muszę przyznać, że mi zajęło kilka miesięcy, żeby naprawdę poczuć, że Ola jest moją córką, żeby ją całkowicie zaakceptować. Ale z synem… to było po prostu natychmiastowe. Bardzo szybko znalazł miejsce w moim sercu. Tak samo w naszym domu. Wciąż nie rozumiem, jak jego biologiczna mama podjęła taką decyzję, żeby z niego zrezygnować. Nawet raz na niego nie spojrzała. Może gdyby się odważyła, wszystko potoczyłoby się inaczej. Nie dało się go nie pokochać. Może po prostu miał być mój. Był mi przeznaczony.

Dla mnie jest dzieckiem-cudem, naprawdę. Tyle w nim charyzmy. Oby zawsze był szczęśliwy. Mój mały Michaś. Jestem naprawdę dumna, że mogę być twoją mamą.

Oceń artykuł
TwojaCena
Zostałam mamą, gdy mój syn miał zaledwie dwa tygodnie.