Nigdy nie pomyślałbym, że moja żona kiedykolwiek zechce ode mnie odejść. Moim zdaniem zawsze byłem dobrym mężem i przyjacielem, szczerze ją kochałem, zawsze i wszędzie ją wspierałem. W zamian prosiłem tylko o miłość, której mi jednak nie dała. Poznaliśmy się jeszcze na pierwszym roku studiów, gdzie staliśmy się dobrymi przyjaciółmi. Pewnego dnia była wyraźnie przygnębiona, co od razu zauważyłem, choć nie chciała o tym mówić.
Dopiero od jej przyjaciółki dowiedziałem się, że od dawna była we mnie zakochana i niedawno zobaczyła mnie z inną dziewczyną, co ją zasmuciło. Tylko że nie wiedziała, że ta inna dziewczyna to moja siostra, z którą byłem na zakupach. Wkrótce zaczęliśmy się spotykać. Spodobałem się jej rodzicom, a ona mojej rodzinie, więc ślub był tylko kwestią czasu.
Żyliśmy razem szczęśliwie, kochaliśmy się mocno i często to okazywaliśmy. Ale z czasem jej stosunek do mnie zaczął się zmieniać. Stała się bardziej chłodna, a pewnego dnia powiedziała, że jedzie odwiedzić mamę. Nie widziałem w tym nic dziwnego, robiła to przecież często. Według jej słów miała wrócić wkrótce, ale zatrzymała się na tydzień. Po tym czasie osobiście odwiedziłem teściową, która z żalem poinformowała mnie, że moja żona wyjechała do innego miasta i teraz mieszka z innym mężczyzną. To mnie całkowicie zniszczyło. Przecież mogła po prostu powiedzieć, że nie chce być ze mną.




