Żona i teść
Kiedy Otylia zaproponowała, żeby poznać moich rodziców, od razu wiedziałem, że robi to bardziej z obowiązku niż z potrzeby. W końcu nie zamierzała z nimi mieszkać, a z moim ojcem, który uchodził w mieście za człowieka zamożnego, raczej nie chciała mieć więcej wspólnego niż trzeba.
Ale jak się już postanowiło wziąć ślub, trzeba grać do końca.
Otylia ubrała się schludnie, rzucając dyskretne spojrzenia w lustro zwykła, miła dziewczyna, nic więcej. Chciała dobrze wypaść przed moimi rodzicami.
Spotkanie z teściami to zawsze wyzwanie pełne ukrytych pułapek, zwłaszcza gdy są to ludzie inteligentni i doświadczni. To niezła próba charakteru.
Tuż przed drzwiami rodzinnego domu próbowałem ją uspokoić:
Nie stresuj się, Otylko. Tata jest powściągliwy, ale z czasem się przekonuje. Nic strasznego ci nie powie, a mama jest duszą towarzystwa. Zobaczysz, polubisz ją zapewniałem, czując jej drobne drżenie dłoni.
Uśmiechnęła się tylko lekko, poprawiając kosmyk włosów za ucho. Powściągliwy ojciec i otwarta mama wybuchowa mieszanka, pomyślała pewnie. Westchnąłem cicho.
Dom nie zrobił na niej wrażenia. Widziała już rezydencje bardziej wystawne niż nasza willa na przedmieściach Warszawy.
Zostaliśmy od razu przywitani.
Otylia zachowywała spokój. Czego się bać? Zwyczajni ludzie. Maria, moja mama, od lat nie pracowała, zajmowała się domem, a ostatnio z koleżankami coraz częściej jeździła na wycieczki po Europie. Ojciec, Kazimierz, choć nie był najpogodniejszy, przynajmniej nie rozprawiał bez przerwy. Ale jego imię wydało jej się znajome.
Minęliśmy próg i wtedy Otylia stanęła jak wryta. Nie weszła do środka. Jej twarz pobladła po chwili zrozumiałem: Otylia już znała mojego ojca. Spotykali się Trzy lata temu. Rzadko, za to z wzajemną korzyścią raz w barze, innym razem w hotelu, jeszcze innym w ekskluzywnych restauracjach. Oczywiście, moja mama nawet nie podejrzewała, a i ja żyłem w całkowitej nieświadomości.
To się porobiło.
Ojciec też ją rozpoznał. W jego wzroku przemknął błysk czy był to strach, zdziwienie, czy może mrukliwa groźba, nie sposób było odgadnąć. Zachował kamienną twarz.
Z radością przedstawiłem Otylię rodzicom:
Mamo, tato, poznajcie Otylię. To moja narzeczona. Chciałem wam ją przedstawić wcześniej, ale bardzo się wstydziła.
Kazimierz podał jej dłoń.
Uścisk był mocny, aż zbyt twardy.
Bardzo mi miło, Otylio rzucił tonem, w którym wychwyciłem cień czegoś, czego nie potrafiłem przyłapać na słowie. Może ostrzeżenia.
Otylia uśmiechnęła się, ściskając jego dłoń. Musiała wyczuć napięcie, adrenalina musiała ją zalewać, gdyż na sekundę zamarła.
Jednak nic się nie wydarzyło.
Kazimierz podsunął jej krzesło, na jego twarzy pojawił się nawet wymuszony uśmiech.
Chyba planuje zostawić wszystko na później, pomyślała pewnie Otylia.
Wtedy przyszło jej olśnienie ojciec nigdy nie powie o ich dawnym kontakcie, bo sam wystawiłby się przed żoną.
Po tej myśli odetchnęła. Kolacja przebiegała już dość swobodnie. Mama snuła anegdoty z mojego dzieciństwa, a Kazimierz wypytywał Otylię o pracę. Wiedział o niej więcej, niż się mogłoby wydawać. W jego wypowiedziach pobrzmiewała ironia, którą rozumieliśmy tylko my dwoje. Kilka razy nawet żartował, a ku swojemu zaskoczeniu, Otylia roześmiała się. Jego aluzje docierały tylko do jej uszu.
Na przykład, gdy taksując ją spojrzeniem, powiedział:
Pani, Otylio, przypomina mi dawną koleżankę. Też potrafiła się odnaleźć w każdym towarzystwie.
Otylia bez mrugnięcia okiem odpowiedziała:
Każdy ma swoje talenty, panie Kazimierzu.
Ja patrzyłem na Otylię jak oczarowany, nie dostrzegając żadnych ukrytych treści. Kochałem ją naprawdę. Dziś wiem, że właśnie to było najsmutniejsze. Dla mnie.
Później rozmowa zeszła na podróże. Wtedy ojciec spojrzał na nią uważnie:
Sam wolę odludne miejsca. Cisza i spokój, można pomyśleć, poczytać. A pani, Otylio, raczej woli ludzi, gwar?
Tak, lubię ludzi odpowiedziała od razu. Choć czasem za dużo uszu to pewne ryzyko.
Ułamek sekundy ale zauważyłem, że coś przemknęło po twarzy mamy. Zapewne odgoniła nieprzyjemne myśli.
Kazimierz doskonale wiedział, czemu Otylia nie przepada za ciszą. I ja już miałem swoje przypuszczenia.
Wieczorem ojciec pożegnał się, ściskając mnie:
Synu, dbaj o nią. To wyjątkowa kobieta.
Brzmiało to zarówno jak komplement, jak i złośliwość. Ale tylko ja wiedziałem, co miał na myśli.
***
W nocy Otylia nie mogła zasnąć. Przewracała się z boku na bok, rozważając, co dalej zrobić w tej patowej sytuacji. Wiedziała, że ojciec też nie śpi oboje czuli, że kwestia czasu, kiedy dojdzie do rozmowy, której nikt z nas nie chce.
Cicho wyszła z pokoju. W dresie i marynarce, którą zwykła nosić tylko w domu, zamknęła drzwi i ruszyła na taras. Stąpała tak, by nie hałasować, ale wystarczająco, aby ktoś nielubiący spać ją usłyszał. Liczyła, że to właśnie Kazimierz.
Nie musiała długo czekać.
Masz problemy z zaśnięciem? zapytał, stając za jej plecami.
Jakoś sen nie przychodzi odpowiedziała szeptem.
Poczuła woń jego perfum.
Ojciec spojrzał jej głęboko w oczy.
Powiedz, czego chcesz od mojego syna, Otylio? Znam cię. Wiem, ilu już takich jak ja miałaś w życiu. Wiem, że zawsze interesowały cię tylko pieniądze. Nawiasem mówiąc, od początku nie kryłaś swojej ceny. Po co ci Michał?
Skoro nie chce pogadać o przeszłości, Otylia nie zamierzała udawać miłej.
Kocham go, Kazimierzu zaśpiewała ironicznie. Czemu nie mogę?
Nie przekonała go.
Miłość? Ty? Nie żartuj. Wiem doskonale, kim jesteś. Powiem Michałowi wszystko. O twojej pracy, o tym, kim naprawdę jesteś. Co myślisz? Ożeni się wtedy z tobą?
Otylia podeszła bliżej, prawie dotykając go ramieniem.
Mów, Kazimierzu wycedziła ale wtedy żona też się wszystkiego dowie.
Chyba nie straszysz mnie szantażem?
Nie szantażem równością. Chcesz opowiadać, jak się poznaliśmy twoja sprawa. Ale nie licz na to, że przemilczę swoją wersję. Każdy się dowie, w tym twoja żona, z kim się spotykałeś poza domem. Maria zawsze ceniła wierność.
Kiedyś gdy świętował z Otylią kolejną rocznicę zdrady zaplątany w jej długie włosy, wyznawał, jak żona jest dobra, a on zwykłym draniem. Gdy Maria się dowie wyprowadzi się, zabierze połowę majątku, a Michał też nie wybaczy. Kazimierz wiedział, że Otylia nie blefuje.
Dobrze wycedził Będę milczeć. Ty też milcz. Zapominamy o przeszłości.
Otylia lekko się uśmiechnęła.
Rano pojechaliśmy do siebie. Pożegnałem się serdecznie, a ojciec patrzył na Otylię z wściekłością, zaś mama przytulała ją, nazywając córeczką. Kazimierz aż się skulił. Zżerało go, że nie może ostrzec mnie przed Otylią, bo by się pogrążył. Gdyby Maria się dowiedziała, nie tylko straciłby żonę, ale i połowę majątku.
Bywało, że zostawaliśmy u moich rodziców na dłużej. Dwa tygodnie wakacji.
Kazimierz unikał Otylii, tłumacząc się pracą i spotkaniami biznesowymi. Ale pewnego dnia, pod nieobecność wszystkich, postanowił przeszperać jej torebkę, łudząc się, że znajdzie coś, co przechyli szalę na jego stronę.
Przejrzał kosmetyczkę, terminarz, notes. Aż w końcu natrafił na test ciążowy dwa wyraźne paski.
Myślałem, że katastrofa to ślub mojego syna z A to dopiero katastrofa wyszeptał i odłożył test. Nie miał jednak czasu zamknąć torebki.
Otylia weszła do pokoju, przyłapując go na gorącym uczynku.
Niezbyt elegancko zaglądać do cudzych rzeczy zauważyła z uśmiechem.
Kazimierz nie udawał.
Jesteś w ciąży z Michałem?
Podniosła torebkę, spojrzała na niego uważnie.
Chyba właśnie popsuł pan niespodziankę, panie Kazimierzu.
Kazimierz był wściekły. Teraz Otylia na pewno się nie wycofa. Dziedzic w drodze. Jeśli wyjawi prawdę, pogrążą się wszyscy. Milczenie stawało się coraz trudniejsze.
***
Minęło dziewięć miesięcy… potem jeszcze pół roku.
Michał i Otylia wychowywali małą Zosię.
Kazimierz unikał wizyt. Wnuczki nie traktował jak własnej, raził go widok Otylii i jej obojętność wobec Michała; przeszłość raz po raz stawała mu przed oczami.
I znowu.
Maria wybierała się z wizytą do nas.
Kazik, jedziesz ze mną?
Nie, boli mnie głowa.
Znowu? To już poważne.
Po prostu jestem zmęczony. Jedź sama.
Jak zawsze miał gotową wymówkę migrena, przeziębienie, utykanie na nogi. Nawet połknął aspirynę, by wypaść przekonująco. Nie mógł znieść obecności Otylii, ale i wyjawić wszystkiego też nie mógł.
Wieczór mijał leniwie, dręczyły mnie myśli.
Leżałem.
Czytałem.
W końcu zorientowałem się, że Maria się nie pojawia była już jedenasta, nie odbierała telefonu. Zadzwoniłem do Michała.
Synu, wszystko w porządku? Mama już wyszła?
Tato, nie jesteś dzisiaj najlepszym rozmówcą usłyszałem i mój syn odłożył słuchawkę…
Szykowałem się już do wyjścia, kiedy na podjeździe stanął samochód Otylii. Momentalnie zrobiło mi się gorąco.
Skąd się tu wzięłaś? Co się stało? zapytałem, chwytając ją za ramiona.
Otylia wydawała się spokojna. Wlała sobie wina, usiadła wygodnie.
Skończyło się wszystko.
Jak to skończyło?
Nasz układ. Michał znalazł na stronie jednej kawiarni nasze stare zdjęcia sprzed czterech lat. Z imprezy w Oazie, pamiętasz? Chciał tam coś zamówić na rocznicę, zobaczył galerię i tam byliśmy. Fotograf zamieścił wszystkie fotki. Michał wściekły, Maria chce się rozwodzić, a ja, jak chciał pan Kazimierz, chyba też będę musiała rozstać się z pana synem.
Patrzyłem w ścianę. Przed oczami przewinęły mi się dawne sceny ta impreza, te zdjęcia Przecież prosiłem, by nie robić zdjęć!
Usiadłem bezsilnie.
Po co tu przyjechałaś?
Potrzebowałam się gdzieś zaszyć odpowiedziała, uśmiechając się chłodno. W domu teraz istny burdel. Zosia została z nianią. Wina się napijesz?
Podała mi kieliszek.
Siedzieliśmy na tarasie, nic nie mówiąc. Tylko świerszcze grały swoją melodię.
To wszystko twoja wina powiedziałem cicho.
Otylia nie podniosła wzroku.
Może i tak.
Jesteś nie do zniesienia.
Może tak być.
Nawet ci nie żal Michała.
Żal, ale siebie jeszcze bardziej.
Kochałaś tylko siebie.
Nie zaprzeczę.
Chwyciłem ją za podbródek, spojrzałem prosto w oczy.
Nigdy cię nie kochałem wyszeptałem.
Nie dziwię się odpowiedziała spokojnie.
***
Rano Maria przyjechała, chcąc pogodzić się z mężem, nawet jeśli miało ją to kosztować resztki nerwów. Zastała mnie i Otylię razem, jeszcze śpiących.
Kto tam? podniosła się Otylia.
To ja powiedziała Maria z rezygnacją, patrząc, jak wali się jej świat.
Otylia uśmiechnęła się do niej pogodnie. Ja wstałem, ale nawet nie ruszyłem za żoną.
***
Patrząc na ten rozpad, doszedłem do smutnego, polskiego wniosku żadna tajemnica nie przetrwa, jeśli jej otoczka podszyta jest zdradą i chciwością. W życiu najważniejsze są prawda i wierność, bo bez nich nawet najpiękniejsze chwile kiedyś rozsypią się jak domek z kart.




