Znak, że siedziałem za długo przy stole! Gospodarze zaczęli sprzątać w trakcie imprezy

Gdy ludzie są ze sobą blisko, jak stare dobre małżeństwo, wcześniej czy później pojawiają się nieporozumienia. Im więcej osób, tym więcej sporów i cichych pretensji.

Kiedyś koleżanka opowiedziała mi, jak świętowali Sylwestra w gronie przyjaciół. Zazwyczaj trzy rodziny spędzały razem ten czas, zawsze u kogoś w domu, ale ostatnio jedna z rodzin odmówiła wolała odwiedzić rodziców.

Pozostałe dwie rodziny umówiły się więc, że część wieczoru spędzą u jednej, a potem przeniosą się do drugich. Wszystko było bardzo wspólne: składki na jedzenie i napoje, każdy przynosił coś swojego, kto mógł ten gotował.

I tak, spotkali się w Krakowie, dzieci hasające między stołem a salonem, dorośli jedząc makowiec i śmiejąc się przy swojskim kompotcie. Gdy zegary wybiły północ, właściciele mieszkania w osobliwie sennej atmosferze zaczęli sprzątać stół znikał spod talerzy, sałatki znikały w lodówce, a całość wieczoru ogarnęła cisza. Najpierw nie rozumieli co się dzieje, dopiero, gdy pani domu Małgorzata Nowak wyjęła odkurzacz i zaczęła powoli krążyć po dywanie, błyskotliwie sycąc swój dom zapachem czystości, stało się jasne. To był znak z krainy snu czas wracać, żeby nie przeszkadzać duchom domowym.

Zabawne, że gdy później odwiedzili drugą rodzinę w Poznaniu, nikt nie śpieszył się do domu. Świętowanie ciągnęło się do białego rana łososie, ogórki kiszone, śpiewy, herbatniki i lemoniada. Czas płynął wolniej, rozciągał się niczym długa szalik z wełny prababci.

Może odkurzacz pomógł Marcinowi Nowakowi poczuć się lepiej, a może po prostu jest dobrze wychowany i wie, że czasem dom zaczyna śnić i trzeba mu to uszanować.

Oceń artykuł
TwojaCena
Znak, że siedziałem za długo przy stole! Gospodarze zaczęli sprzątać w trakcie imprezy