Po śmierci dziadka odziedziczyłam dwupokojowe mieszkanie w samym centrum Krakowa. W tym czasie mój mąż i ja mieszkaliśmy już w naszym nowo wybudowanym domu pod miastem. Nie planowaliśmy powrotu do centrum. Było nam dobrze na większej przestrzeni. Mieszkanie przez rok stałe puste. Po tym czasie, doszliśmy do wniosku, że szkoda je tak marnować i czas je w końcu wynająć. Najemców znaleźliśmy bardzo szybko – już po chwili od wystawienia ogłoszenia, rozdzwonił się telefon.
Para, której zaufaliśmy sprawiała wrażenie spokojnych i kulturalnych ludzi, ale po kilku dniach sąsiedzi zaczęli do nas dzwonić ze skargami. Mówili, że w mieszkaniu panuje nieustanny hałas, nikt nie przestrzega ciszy nocnej, trwa niekończąca się impreza. Mąż natychmiast zadzwonił do nich z ostrzeżeniem: „Jeszcze raz usłyszymy, że skargi sąsiadów, to będziemy zmuszeni poprosić was o wyprowadzkę”. Wydawało się, że zrozumieli ale już po kilku dniach sytuacja się powtórzyła. Postanowiliśmy pożegnać tych lokatorów i zaczęliśmy szukać nowych.
Agnieszka i Rafał od razu przypadli nam do gustu. Byli cisi, spokojni, choć jeszcze dość młodzi. Oboje studiowali na uniwersytecie i jednocześnie pracowali. Zrobili na nas tak dobre wrażenie, że postanowiliśmy dać im kredyt zaufania i rozłożyliśmy im kaucję na raty. Biedni studenci nie mieli żadnych oszczędności. Umowę skonstruowaliśmy jednak w taki sposób aby obie strony czuły się bezpieczne w nieprzewidzianych okolicznościach.
Agnieszka i Rafał byli lokatorami idealnymi. Zawsze przelewali nam pieniądze na czas, nigdy nie musieliśmy im o tym przypominać. Nie było więcej skarg od sąsiadów. Byliśmy z mężem bardzo szczęśliwi. Rok później Rafał zadzwonił do nas z dziwną propozycją:
– Czy możemy przeprowadzić mały remont w waszym mieszkaniu? Chcemy, między innymi, odmalować ściany, wymienić fronty w kuchni, położyć nowe panele…
– Remont to dobry pomysł i na pewno przydałoby się odświeżyć mieszkanie ale na chwilę obecną mamy inne wydatki, brak nam środków by go zrealizować. Musicie trochę poczekać – odpowiedział mój mąż.
– Poniesiemy wszystkie koszty. Zostały mi niepotrzebne materiały w pracy, które mógłbym wykorzystać. – zapewnił Rafał.
– Jeśli to nie jest dla Was problem, to macie naszą zgodę. – przyklasnęliśmy.
Remont udało się przeprowadzić bardzo sprawnie, ale już po trzech miesiącach para poinformowała nas o wyprowadzce. Nie mogliśmy zrozumieć, co się stało. Podejrzewaliśmy, że chcą tylko na nas zarobić i wkrótce żądają zwrotu pieniędzy. Kiedy weszliśmy do mieszkania, byliśmy mile zaskoczeni. Widać było gołym okiem, że Rafał nie oszukiwał i wszystkie naprawy wykonał wzorowo. Żadnej fuszerki. Do tego, w mieszkaniu królowały czystość i porządek. Zapytaliśmy z mężem:
– Powiedzcie, ile pieniędzy mamy wam oddać za ten cały trud?
– Przestań, nie potrzebujemy pieniędzy. Zrobiliśmy to dla siebie, ponieważ planowaliśmy tu mieszkać jeszcze długi czas, ale nasi rodzice zrobili nam prezent i kupili mieszkanie w ramach prezentu ślubnego.
Ze łzami w oczach pożegnaliśmy Agnieszkę i Rafała! Wszystkim życzymy takich najemców!



