Zdrada ukryta pod maską przyjaźni

Zdrada pod maską przyjaźni

Zima tego roku postanowiła zaprezentować się w całym swoim polskim majestacie. Śniegu napadało po brzeg podwórka i ulice Warszawy zamieniły się w bajkowe krajobrazy, a puszyste płatki wirowały bez końca, osiadając na starych dachach i chodnikach. Mróz szczypał policzki, a powietrze było przezroczyste jak kryształ.

W mieszkaniu Magdaleny i Bartosza panowała zupełnie inna aura ciepło i błogi spokój. Za szerokim oknem bielił się świat, ale wewnątrz, chronionym szczelnymi szybami, panowało przytulne milczenie. Lampka na komodzie dawała rozległą poświatę, odganiając wieczorne chłody.

Małżeństwo rozsiadło się na lekko zużytej kanapie, przykrywając się kocem w renifery. W telewizorze leciała polska komedia familijna ot, do pośmiania się razem. Magdalena śledziła akcję, co jakiś czas uśmiechając się do własnych myśli, a Bartosz, z głową opartą o zagłówek, raz po raz zerkał na wirujące za oknem śnieżynki. Widok miał w sobie coś hipnotyzującego i nierealnego.

Ten czar przerwał nagły brzdęk telefon Bartosza zawibrował w kieszeni. Nie podnosił go od razu, jakby nie chciał profanować tej chwili. Jednak dzwonek rozległ się ponownie. Z westchnieniem wyjął smartfona i rzucił okiem na ekran.

Znowu Dominik powiedział spoglądając na Magdę. To już trzeci raz dziś wieczorem.

Magdalena nawet nie oderwała wzroku od telewizora, tylko lekko uniosła brwi.

Pewnie znowu zaprasza na działkę. Kupił ostatnio pod Pruszkowem domek i nie może przeboleć, że nikt nie chce wpaść na świętowanie. Przecież on w życiu nie zrozumie słowa nie.

Bartosz przesunął palcem po ekranie.

Siema, Dominik odezwał się, udając entuzjazm.

Bartosz! Kiedy w końcu przyjedziesz? Rozpalam już saunę, stół zastawiony, wszyscy na ciebie czekają! No, zabierz Magdę i wpadajcie. Gwarantuję będzie szał!

Bartosz zawahał się, spojrzał na żonę. Magdalena niemal niewidocznie pokręciła głową. Nie musiała nic mówić nadmierne towarzystwo, głośna muzyka, wieczna krzątanina zupełnie nie pasowały do ich planów. Marzyli tylko o tych kilku spokojnych godzinach we własnym świecie.

W głowie Bartosza pojawiła się błyskotliwa myśl, po którą natychmiast sięgnął.

Dominik, słuchaj Magda wyjechała do mamy na dwa dni. Sam nie chcę jechać, wiesz jak jest. Może ktoś znów coś głupiego powie Nie ma co się potem tłumaczyć żonie. Innym razem, obiecuję.

Po krótkiej pauzie Dominik spytał:

Jak to wyjechała? Kiedy wraca?

Jutro wieczorem westchnął Bartosz. Wszystko na wariata. Mieliśmy iść do kina, na sanki, może na lodowisko. Ale nie wyszło. Może innym razem.

Dominik chwilę się zawahał, a potem odezwał z dziwną satysfakcją:

No okej. Ale daj znać, jak wróci. Tęsknię za waszym towarzystwem!

Jasne. Jak będzie okazja, to przyjedziemy. Może przyszły weekend?

Po rozłączeniu Bartosz odłożył komórkę na stolik i odetchnął z ulgą.

Uff, ledwo się wykręciłem mruknął do żony. Czemu on nigdy nie zrozumie, że wolę oglądać ciebie niż kolejnych podpitych kumpli? Wolę nasz świat.

Objął ją mocniej, czując jak napięcie powoli ustępuje. Za oknem wciąż wirowały śnieżynki, a ekran telewizora drżał od szeptu starego polskiego filmu.

Magdalena wtuliła się w niego, zamykając oczy. Cisza, miękki blask lampki, cichy tyk zegara zawieszonego nad kuchnią to wystarczało, by czuć się jak pod bezpiecznym, grubym pledem.

Też wolę tak wyszeptała Obejrzyjmy film do końca i połóżmy się spać. Nic więcej do szczęścia nie trzeba.

Bartosz się uśmiechnął, przyciągając ją jeszcze bliżej. Już widział w wyobraźni, jak zgasi światło i zasną razem w ciepłym łóżku, słuchając zamieci przewijającej się gdzieś nad dachami Mokotowa. Ale nagle znowu zadzwonił telefon. Ten sam numer.

Zmarszczył brwi, niechętnie podniósł słuchawkę.

Dominik, przecież mówiłem

Bartosz! w głosie przyjaciela nie było już radosnego entuzjazmu, tylko ej gigancie napięcie Jestem teraz w klubie Kryształ na Grochowie i tu jest Magdalena. Z jakimś typem. Piją, przytula się do niego. Próbowałem porozmawiać, a ona mnie zignorowała! Powiedziała ci, że jedzie do mamy, a tymczasem przepraszam, ale powinieneś wiedzieć. Chcesz ją do telefonu?

Bartosz zamarł. Spojrzał na żonę, potem na telefon, nie wierząc własnym uszom.

Co? Jesteś pewien? Chyba ci się pomyliło. Magdalena siedzi przy mnie!

Jestem pewien. Pijana, śmieje się, nawet mnie nie zauważyła. Chcesz porozmawiać?

Przez głośnik przebiła się cisza przełamana klubowym basem, śmiechami, szczękiem kieliszków. Potem czyjś kobiecy głos niepokojąco podobny:

Halo? Kto tam? głos zamazany, jakby z tamtego świata, otępiały.

Bartosz przełknął ślinę, spoglądając na kompletnie zdezorientowaną Magdalenę obok siebie.

Magdalena? To ja, Bartosz. Co się dzieje?

W odpowiedzi prychnięcie, śmiech i chrapliwy, rozwlekły głos:

Bartosz, daj mi spokój! Mam dość twojego nudnego świata. Zostaw mnie, chcę się bawić. Odwal się!

Magdalena zerwała się z kanapy, pobladła, chwyciła się za serce.

Co to za bzdury? On musi mnie z kimś pomylić! Skąd ta dziewczyna zna moje imię? Jaki to żart?

Gdzie jesteś?

Nie twoja sprawa padło z drwiącą tonacją w słuchawce. Moja sprawa!

Dominik włączył się znowu:

Widzisz, Bartosz? Mówiłem!

Bartosz odciął się, serce waliło mu jak młot.

Stop. Rozjaśni się wszystko jutro. Nie dzwoń do mnie więcej dziś.

Rozłączył się i cisnął komórką o koc. Magdalena patrzyła na niego jak na przywidzenie, a jej głos był ledwie słyszalny:

Przecież siedzę tutaj, to niemożliwe! Kto ten cyrk wymyślił?

Bartosz potrząsnął głową, przeczesując rozwichrzone włosy.

Nie mam pojęcia. Ale głos identyczny. To nie może być przypadek.

A Dominik mówił, jakby był tego pewien. Wyobraź sobie, co by było, gdybym naprawdę była poza domem

Bartosz przytulił ją z powagą.

I tak bym nie uwierzył. Kocham cię i wiem, jaka jesteś. To albo pomyłka, albo ktoś brzydko się bawi. Jutro pójdę nawet do klubu i sprawdzę monitoring.

Magdalena wtopiła się w jego objęcia. Powoli wracało ciepło, przygnębiające myśli rozpływały się w aromacie mięty i cynamonowych ciasteczek.

*************************

Następnego dnia po południu Magdalena siedziała przy kuchennym stole z kubkiem herbaty w ręku i laptopem włączonym do pracy, gdy zadzwonił telefon. Dominik. Wahała się przez chwilę, jednak odebrała.

Cześć zaczęła Dominik miękko, jakby deptał po rozbitym szkle Rozmawiałaś z Bartoszem? Po wczorajszym?

Magdalena zacisnęła dłoń na telefonie.

Rozmawiałam. Pokłóciliśmy się. Ma pretensje, myśli, że go oszukałam. Jestem załamana.

Przez słuchawkę dobiegł wyraźny, zadowolony oddech.

Widzisz Zawsze mówiłem, że Bartosz cię nie szanuje. Nigdy nie zauważył, jaka jesteś naprawdę.

Magdalena poczuła, jak narasta w niej wrzątek, lecz się powstrzymała.

O czym ty mówisz?

Dominik zniżył głos do szeptu:

O tym, że zasługujesz na lepszego faceta. Magda Kocham cię. I chcę być przy tobie. Jeśli zdecydujesz się odejść od Bartosza zawsze możesz na mnie liczyć.

Magdalena zastygła. Po głowie krążyło jej jedno pytanie: od jak dawna się tak czaił? Czy to wszystko było ustawione?

Spostrzegła swój lodowaty ton, zanim powiedziała:

Dominik, to jest niestosowne i bardzo niefortunne. Kocham Bartosza. Wczoraj cały wieczór byłam w domu!

Po słuchawce rozległa się długa pauza.

Słuchaj, Magda jego głos już nie był pewny z Bartoszem jest coraz gorzej. Mówiłem Chciałem tylko, żebyś była szczęśliwa

Magdalena już nie tłumiła gniewu.

Wczoraj nawet nie ruszyłam się z domu. Kłamałeś. Zrobiłeś teatrzyk, żeby nas rozdzielić. Znalazłeś dziewczynę z podobnym głosem i poprosiłeś, żeby zadzwoniła, udając mnie. W imię czego?

Znów cisza. A potem, przez chrapliwy oddech:

Tak, wymyśliłem to. Bo cię kocham. I widzę, jaka jesteś z nim nieszczęśliwa Chciałem, żebyś dostrzegła, że zasługujesz na więcej.

Magdalena tylko się gorzko uśmiechnęła.

Wielkie dzięki. Nigdy ci tego nie wybaczę. Oszukałeś mnie i Bartosza. Skończyło się.

Rozłączyła się. Trzęsły się jej dłonie, ale odetchnęła głęboko i spojrzała za okno dalej spokojnie sypał śnieg, jakby nic się nie stało.

W tym momencie Bartosz wszedł do kuchni. Od razu zauważył powagę w jej oczach.

I jak?

Wszystko jasne. Dominik wszystko zaplanował. Oświadczył mi miłość i próbował nas poróżnić. Koniec tej znajomości.

Bartosz usiadł przy niej, objął ją delikatnie.

Czyli nigdy nie był prawdziwym przyjacielem. Lepiej, że to wyszło teraz. Wiedziałem, że coś z nim nie tak. Ale teraz możemy chyba nareszcie spokojnie żyć.

Magda odetchnęła. Spojrzała na niego i powoli w jej oczach zapłonęła iskierka humoru.

Teraz już mamy pewny powód nie chodzić na te imprezy na działce. Jak zaproszą, to powiemy prawdę: no niestety, na takich spotkaniach jest osoba, której nie chcemy oglądać.

Bartosz roześmiał się szczerze i bez skrępowania, jakby ciężar zniknął z powietrza.

I dobrze! Zostajemy w domu, popijamy herbatę i oglądamy stare polskie filmy. I niech tak już zostanie.

Uśmiechnięta Magda otuliła się kocem. Bartosz przyciągnął ją bliżej, a za oknem dalej sypały śnieżynki, światłami lampy migocząc na szybie. Nic z zewnątrz nie miało tutaj dostępu byli tylko oni, ich świat, ich spokój.

**************************

Dominik siedział w kuchni na warszawskim Żoliborzu i gryzł pilnie paznokcie, patrząc w pusty kubek po herbacie. Znieruchomiał, nasłuchując ciszy, jakby każde tyknięcie zegara wbijało mu się w uszy. Od nowa słyszał w głowie chłodny werdykt: Nie dzwoń tu więcej. Nigdy.

Ale zamiast wstydu, zamienił wszystko w gorycz i gniew. Zaciskał pięści tak mocno, że prawie wbijał paznokcie w dłonie.

Czemu nic nie wyszło?! rzucił do samotnego stołu, wstając nagle i przewracając niedojedzone ciastko.

W głowie odpływał we wspomnienia poprzedniego wieczoru. Przypomniał sobie spotkanie z Martyną poznaną przypadkiem w pobliskiej kawiarni, jej znajomą twarz, zaskakująco podobną do Magdaleny. Gdy zgodziła się na tę teatralną grę, wszystko wydawało się proste i skuteczne: Zrób przedstawienie, zadzwonisz z klubu i odegrasz Magdę.

Teraz jednak pozostała tylko przegrana, zimna pustka i świadomość, że stracił wszystko: i przyjaźń, i nadzieję.

To nie ja zawiniłem! To oni są ślepi! powtarzał sobie bez końca, przechadzając się po zimnej kuchni.

Zatrzymał się przy oknie, patrząc na polski śnieg i puste drzewa.

Czemu oni mają miłość, a ja nic? To Bartosz go nie docenia To ja zasługiwałem!

Wzrok osunął mu się na stary, wymiętoszony notatnik, gdzie rozpisywał przebieg rozmowy. Ze złością podarł go na kawałki i wyrzucił do kubła.

Na dworze śnieg przykrywał świat nową warstwą bieli, a Dominik czuł w środku tylko narastającą urazę:

To wszystko powinno być moje To ja miałem wygrać W tej Warszawie, na tym świecie.

Oceń artykuł
TwojaCena
Zdrada ukryta pod maską przyjaźni