Zdecydowałem się zabrać teściową do naszego domu, ponieważ była bardzo chora.

Od dziecka byłam tym typem osoby, co nawet największemu wrogowi poda chusteczkę, gdy ten zacznie pociągać nosem. Nigdy nie przypuszczałam, że kiedykolwiek przyjdzie mi pomagać teściowej przynajmniej nie tej teściowej, z którą można by śmiało robić quizy Kto ci bardziej podpadł?. Przecież według całej polskiej tradycji teściowa, zwłaszcza ta z Krakowa, powinna być trochę groźna, trochę narzekająca, a już na pewno nie miła. Ale moja pani Jadwiga to kobieta przesympatyczna dobra, uprzejma, nawet zaproszenia na imieniny wysyła SMS-em, żeby nie fatygować się osobiście.

Niefart chciał, że pani Jadwiga poważnie się rozchorowała, trafiła do szpitala i czekała ją mozolna rehabilitacja. Bez dłuższego zastanawiania się, zgarnęłam ją do mieszkania nie konsultując się z moim małżonkiem, panem Bartoszem, bo przecież rozum podpowiadał: im więcej opieki, tym lepiej. Myślałam, że Bartosz będzie wdzięczny, że jego mama czeka na wywar z kurczaka, a nie na gorącą herbatę od pielęgniarki.

Tymczasem cały powrót z Jadwigą był jak walka z widmem depresji, bo teściowa wyglądała, jakby chciała coś powiedzieć, ale zabrakło jej odwagi. Gdy już dotarłyśmy, rozłożyłam jej łóżko, zwinęłam ciepły koc, poszłam robić rosół, bo przecież w Polsce to obowiązkowy punkt programu dla rekonwalescenta. Chciałam zrobić dobrze i Matce Bartka, i samemu Bartkowi. Niestety, gdy Bartosz wrócił do domu, cała moja misja legła w gruzach.

Spojrzał na mamę wygodnie leżącą pod kołdrą i zapytał, co pasożyt robi w naszym domu! Chciał ją wyeksmitować, a ja ledwo go powstrzymałam. Gdyby nie moje refleksy, Bartosz sam wyniósłby własną matkę z mieszkania jakby nie była jego rodzicielką, tylko gościem, który zajmuje mu poduszkę. Małżeństwo jakoś trwa, ale jestem, nie ukrywam, totalnie załamana jego podejściem. W tej rodzinie wychodzi na to, że tylko rosół trzyma nas razem.

Oceń artykuł
TwojaCena
Zdecydowałem się zabrać teściową do naszego domu, ponieważ była bardzo chora.