Zazdrość na krawędzi
Tak, to dokładnie to, czego mi trzeba! On nigdy się nie zorientuje, że to nie narzeczona stoi przed nim…
Aniela stała przed lustrem, starannie przyglądając się swojemu odbiciu. Powoli uniosła dłoń, poprawiła niesforny kosmyk włosów, zakładając go za ucho. Serce biło jej szybciej to, co widziała, przeszło jej najśmielsze oczekiwania. Makijaż, fryzura, wyraz twarzy każdy szczegół odwzorowany z zadziwiającą dokładnością. Aniela nieświadomie zatrzymała oddech. Jeśli do tego dołożyć ulubioną sukienkę siostry, nawet matka miałaby kłopot z ich rozróżnieniem.
Ta myśl sprawiła, że uśmiechnęła się pod nosem, ale zaraz wróciła do rzeczywistości, zerkając szybko na zegarek stojący na regale. Wskazówki powoli zbliżały się do wyznaczonej godziny za dwadzieścia minut miał pojawić się Szymon. Anielę ogarnęło lekkie zdenerwowanie. Wszystko musiało pójść idealnie bez najmniejszego fałszywego tonu, bez żadnego niepotrzebnego gestu. Gdyby Szymon choćby przez chwilę coś podejrzewał, jej skrzętnie szykowany plan runąłby jak domek z kart. A wtedy znowu to Irena, jej siostra, byłaby górą, jak już nie raz się zdarzyło.
Wzięła głęboki oddech, starając się opanować lekkie drżenie dłoni, po czym skierowała się ku drzwiom. Ledwo zabrzmiał dzwonek, Aniela już stała gotowa odegrać swoją rolę. Otworzyła energicznie, a widząc Szymona, natychmiast przyjęła pozę, którą tak długo ćwiczyła. Jej twarz rozświetlił ciepły, niemal niewinny uśmiech, a w oczach pojawiły się znajome wesołe iskierki.
Szymku, cześć! powiedziała miękkim, przyciszonym głosem, jakby każde słowo było starannie przemyślane.
Nie czekając na odpowiedź, wspięła się szybko na palce i musnęła go w policzek, tak jak to zawsze robiła jej siostra. Żadnych przesadnych gestów, wszystko zgodnie z zapamiętaną sceną.
Chodź, napijesz się kawy? zaproponowała, odsuwając się i zapraszając go ruchem ręki do środka. W jej głosie rozbrzmiewała naturalna troska, jakby to był zwykły, rutynowy wieczór, a nie część skrupulatnie przygotowanej intrygi.
Chłopak zmarszczył na moment brwi wyglądało, jakby próbował zrozumieć, co jest grane. Ale po chwili na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech jakby coś nagle pojął. Czego chce siostra jego narzeczonej? Po co tak usilnie naśladuje Irenę? Postanowił jednak grać dalej, więc tylko skinął głową i poszedł za Anielą do mieszkania.
W tym czasie Aniela krzątała się w kuchni. Policzki zaczynały ją boleć od nieustannego, nienaturalnego uśmiechu, który próbowała utrzymać. Działania były lekko nerwowe wyciągała filiżanki, talerzyki, łyżeczki, zerkając od czasu do czasu na butelkę dobrego wina, którą ukryła na półce. Ta czekała na właściwy moment, by zaproponować Szymonowi odrobinę relaksu.
Aniela wiedziała, jak to zazwyczaj wygląda: Szymon praktycznie nie pił, źle znosił alkohol, ale w dobrym towarzystwie czasem pozwalał sobie na lampkę. O to jej chodziło żeby choć trochę się rozluźnił, zapomniał o ostrożności. Wtedy miała szansę przeprowadzić swój plan do końca.
Gdy ona zajęta była parzeniem kawy, Szymon usiadł przy stole, skrzyżował ręce na piersi i obserwował ją uważnie ciekawy, ale i nieco rozbawiony. W końcu nie wytrzymał:
Aniela, po co ci to wszystko? No i… gdzie jest Irena? Jeśli to jakiś żart, to dosyć kiepski.
Dziewczyna na chwilę zastygła, wybierając słowa. Przez jej oczy przemknęło zmieszanie, ale szybko odzyskała równowagę i odpowiedziała z wymuszonym uśmiechem, dbając o spokojny ton:
Jak się domyśliłeś? I nie, to nie żart. To raczej eksperyment. Irena o niczym nie wie.
Szymon uniósł lekko brwi, obracając w dłoniach filiżankę. Ciekawe, co Aniela wymyśliła, ale wolał nie zdradzać zainteresowania niech sama powie, o co chodzi.
Jesteście zupełnie inne, mimo że bliźniaczki mruknął, przechylając głowę. Jak można was pomylić?
Nie czekając na odpowiedź, wyciągnął telefon z kieszeni i szybko napisał Irenie krótką wiadomość z pytaniem, gdzie jest. Ekran na chwilę oświetlił jego twarz, po czym zgasł.
To o co chodzi z tym eksperymentem? powtórzył, chowając telefon.
Aniela zerknęła na swoją herbatę, upiła łyk, żeby zebrać się na odwagę, a potem odezwała się z nieoczekiwanym ożywieniem:
Wiesz, ciągle nas mylą. Ty mówisz, że różnimy się od siebie, ale nawet mama czasem nie wie, która jest która, gdy ubierzemy się identycznie. Wystarczy jednakowy strój, podobna fryzura i już jesteśmy jak dwie krople wody.
Zamilkła na chwilę, przypominając sobie jakieś niemiłe chwile z przeszłości, po czym mówiła dalej:
Czasem to… przykre. Zwłaszcza jeśli chodzi o kogoś bliskiego. Różnie bywało. Kiedyś mój chłopak zaprosił mnie na randkę, a w końcu zaczepił Irenę, bo akurat stała bliżej. Albo odwrotnie Irena chciała pogadać z twoim kumplem, a on pomylił ją ze mną i opowiadał rzeczy, których nie powinna słyszeć.
A nie wystarczyłoby po prostu zmienić fryzurę? zapytał Szymon, przechylając się lekko. Pamiętał rozmowy z narzeczoną Irena często wspominała, że Aniela była temu przeciwna. Zdawało się, że lubi te zamiany, a siostra się po prostu dostosowuje.
Aniela skrzywiła uroczo nos, jakby coś ją rozdrażniło:
To by było zbyt proste. Obiecałyśmy sobie, że do końca studiów nie zmienimy wyglądu. Takie nasze niepisane zasady. Choć czasem to przydatne nauczyciele też nas mylą.
Zaśmiała się krótko, z satysfakcją w głosie.
Rozumiem mruknął Szymon. W tym momencie telefon wydał dźwięk przychodzącej wiadomości. Przeczytał i kiwnął głową. Irena pisze, że czeka w naszej kawiarni. Wygląda na to, że nawet nie wie, gdzie jestem.
Spojrzał na Anielę, a w jego spojrzeniu pojawiło się coś na kształt współczucia.
Nie martw się, nie powiem jej o twoim eksperymencie. Widzę, że ci zależy na siostrze. Nie chcę, żeby przez moją gadatliwość była między wami afera.
Aniela wyraźnie się rozluźniła i uśmiechnęła wdzięcznie.
Dziękuję, Szymku. Naprawdę dużo dla mnie znaczysz.
Na razie, trzymaj się powiedział, wstając od stołu. Lepiej już pójdę, zanim Irena się niecierpliwi.
Drzwi domknęły się cicho i Aniela została sama. Cisza w mieszkaniu nagle stała się nie do zniesienia jakby świat zamarł, zostawiając ją tylko z własnym rozczarowaniem. Opadła powoli na krzesło, kurczowo trzymając się blatu, żeby nie pozwolić sobie na łzy. Dlaczego się nie udało? Czemu on nie dał się nabrać? Czemu cały plan, nad którym tyle pracowała, rozsypał się w kilka chwil?
W głowie kłębiły się wspomnienia chwili, kiedy Szymon pierwszy raz pojawił się w jej życiu. Jego uśmiech, lekkość kontaktu z ludźmi, pewność siebie oczarowały ją od razu. Przy nim Aniela od razu się denerwowała, długo układała wypowiedzi, marzyła o rozmowach i wspólnych spacerach Ale za każdym razem coś ją powstrzymywało strach, że zostanie odtrącona, obawa o relację z siostrą.
A Irena? Ona była od niej o wiele śmielsza. Pewnego dnia po prostu przyprowadziła Szymona do domu, jakby to była najzwyklejsza rzecz pod słońcem. Poznajcie, to Szymon powiedziała z uśmiechem, a rodzice nie kryli radości, że córka ma porządnego chłopaka.
Aniela pamiętała tamten wieczór w każdym szczególe. Stała w drzwiach salonu, patrząc, jak Szymon rozmawia z rodziną, żartuje z ojcem, grzecznie odpowiada mamie. W środku burza, na twarzy spokojny uśmiech. Tak trudno było udawać spokój, gdy serce wariowało!
Przecież to nie tak powinno być! To ona pierwsza poczuła, że ma na niego ochotę! To jej świat kręcił się wokół wyobrażenia ich wspólnej przyszłości A Irena w jednej chwili zabrała jej tę szansę, nie myśląc, że siostra też może czegoś chcieć.
Aniela westchnęła głęboko, próbując choć trochę się opanować. Wiedziała, że nie może pozwolić, by te myśli opanowały ją całkowicie. Musi wziąć się w garść. Ale jak, skoro serce wciąż bolało z żalu i rozczarowania?
Siostra od zawsze przyciągała mężczyzn. Irena była jak promień słońca otwarta, wesoła, zawsze z uśmiechem i lekkością. Kochała spotkania z przyjaciółmi, nieustannie była w centrum wydarzeń. Co ciekawe mimo tego zawsze świetnie radziła sobie na studiach, zdawała egzaminy niemal bez nauki.
Aniela patrzyła na nią z nutą goryczy. Ona sama wolała ciszę, książkę, rozmowę w wąskim gronie bliskich ludzi. Gdy Irena zapraszała na kolejną imprezę, zwykle jej odmawiała. Nie mam czasu na takie głupoty mówiła z dumą, uznając, że lepiej poświęcić wieczór nauce czy lekturze.
Z perspektywy wiedziała już, że mogła choć raz pójść za siostrą, spróbować inaczej. Może wtedy Szymon zwróciłby uwagę na nią poważną i rozsądną… Zakochał się jednak w Irenie, spontanicznej i czarującej…
W głębi duszy Aniela czuła, że to nie tylko kwestia temperamentów. Irena po prostu umiała być w centrum uwagi naturalnie, bez wysiłku. Nie burzyła się, nie kombinowała cały świat ją kochał, a ona po prostu była sobą. Aniela zbyt dużo analizowała, bała się, wszystko przeżywała na swój sposób. I zawsze zostawała na drugim planie.
To jej nie dawało spokoju. Przekonywała samą siebie, że jej droga jest właściwa i pewnego dnia ktoś ją doceni. Ale w ciche wieczory, gdy patrzyła w okno, myślała, jak to by było, gdyby była choć trochę podobna do siostry…
Aż pewnego dnia, przy obiedzie, Irena oznajmiła z promiennym uśmiechem, że bierze ślub. Aniela poczuła, że wszystko w niej zatrzymało się na chwilę. Uśmiechnęła się, pogratulowała, nawet uścisnęła siostrę ale w głowie miała tylko jedno: To nie może być prawda!. Cały wieczór udawała zadowoloną, żartowała, rozmawiała lecz w środku czuła się pusta.
Kolejne dni przechodziła jak w transie, nie śpiąc, szukając wyjścia z sytuacji. I w końcu wymyśliła plan doskonały.
Jeśli Szymon przekona się, że jestem jak ona jeśli się zauroczy a potem Irena nas zobaczy, wszystko się posypie. Szymon nie będzie chciał żadnej z nas. I tak jest sprawiedliwie.
Przygotowała wino, wiedziała, jakie Szymon pija tylko odrobinę, nie więcej. Przećwiczyła wszystkie gesty, miny, nawet oświetlenie w pokoju. Przed lustrem powtarzała siostrzane uśmiechy, ruchy, sposób poprawienia włosów.
Dzień akcji nadszedł. Była tak zdenerwowana, że dłonie lepiły się jej ze zdenerwowania, gardło wyschło. Ale miała pójść do końca. Plan był świetny do chwili, gdy Szymon, nawet nie przekroczywszy dobrze progu, od razu się zorientował, że coś jest nie tak.
Cała intryga legła w gruzach. On uprzejmie, choć stanowczo ją przejrzał, pożegnał się i poszedł do prawdziwej narzeczonej.
Teraz Aniela siedziała w swoim pokoju, patrząc przed siebie. Plan, który wydawał się doskonały, rozwiał się jak kurz. Sytuacja się nie zmieniała, a ślub coraz bliżej.
Muszę coś wymyślić, i to szybko powtarzała sobie nerwowo, zaciskając palce w obrus. Zanim będzie za późno. W głowie krążyły różne pomysły, lecz żaden nie wydawał się pewny. Rozumiała, że kolejna próba musi być jeszcze bardziej przemyślana, bo drugiego podejścia może nie być…
*******************
Kilka tygodni później Irena, rozpromieniona, zebrała rodzinę i oznajmiła spodziewa się dziecka. Była przepełniona radością, głos zdradzał wzruszenie, gdy mówiła, jak długo o tym marzyła. Rodzice byli szczęśliwi, składali gratulacje, planowali już przyszłość.
A Aniela siedziała cicho z zimną herbatą w dłoniach. Starała się zachować neutralny wyraz twarzy, uśmiechała się grzecznie, kiwała na zachwyty rodziny. Jednak w środku bolało ją niemal fizycznie. Każda wypowiedź siostry, każde spojrzenie rodziców było jak zadra.
Wyobrażała sobie, jak to wszystko będzie wyglądało. Wspólne kolacje rodzinne, Szymon jako mąż obecny na każdym spotkaniu. Wspólne święta, on trzymający Irenę za dłoń, zachwycający się jej ciążą, cieszący się każdym etapem. Aniela odtwarzała te sceny w myślach, wiedząc, że nie będzie w stanie znieść widoku ich szczęścia.
Umysł podsuwał jedno wyjście coś trzeba zrobić. Szybko. Zanim sprawy staną się nieodwracalne.
Wtedy w jej głowie pojawił się nowy plan. Wyłonił się nagle, ale wydawał się alarmująco klarowny. Co może skrzywdzić parę bardziej niż strata długo wyczekiwanego dziecka? To okrutne ale zdesperowana nie widziała innej drogi.
Złapała spojrzenie Ireny uśmiechniętej, szczęśliwej, pełnej nadziei. Serce Anieli na moment się zatrzymało, lecz zaraz odsunęła wszelkie emocje. W głowie układała już szczegóły miała kontakt z pewnym lekarzem, który za odpowiednią kwotę (paręset złotych) wypisałby właściwy lek. Nic nielegalnego, po prostu substancja wywołująca komplikacje…
Cicho się zaśmiała dźwięk był prawie niesłyszalny, ale przypominał gorzkością rozpaczliwą determinację. Irena spojrzała na nią i odwzajemniła uśmiech, przekonana, że siostra cieszy się razem z nią.
Wasze szczęście nie potrwa długo myślała Aniela, patrząc na przyszłych rodziców. W oczach miała zimną determinację człowieka, który już podjął decyzję…
********************
Sok chcesz? Aniela zapytała zwyczajnym tonem, ćwicząc lekki, codzienny uśmiech. Kupiłam twój ulubiony pomarańczowy.
O, dziękuję! Irena natychmiast się rozpromieniła i ujęła siostrę za rękę. Jesteś kochana!
Aniela zadrżała, czując, że coś mięknie w jej wnętrzu. Szybko się jednak opanowała.
Zaraz przyniosę, rzuciła, pilnując tonu głosu.
Wyszła do kuchni, wyciągnęła karton soku, przelała do szklanki. Jej dłoń powędrowała do kieszeni, gdzie miała małą tabletkę. Ściskała ją, ale nagle stanęła w miejscu.
Co ona wyprawia? Spojrzała na szklankę, potem na tabletkę. Przed oczami miała obrazy: Irena roześmiana, szczęśliwa, opowiadająca o ciąży; rodzice cieszący się nowiną; Szymon wspierający żonę…
Naprawdę byłaby zdolna zrobić coś takiego? To już nie byłoby zwykłe zranienie, tylko prawdziwa zbrodnia.
Nie! To nie ona. To jakaś ciemność, która w ostatnich tygodniach rozrosła się w jej wnętrzu. Nie mogła i nie chciała się temu poddać.
Otworzyła dłoń i tableta cicho spadła na blat. Aniela odetchnęła, próbując opanować drżenie rąk.
Anielka? Coś się stało? głos Ireny zabrzmiał zza progu. Starsza siostra patrzyła na nią z troską. Bardzo jesteś blada. Zadzwonić po lekarza?
Aniela podniosła wzrok na siostrę zobaczyła czułość, miłość, szczęście. Tę prostą bliskość, która liczy się najbardziej.
Nie, po prostu na moment zakręciło mi się w głowie Aniela wydusiła z siebie uśmiech, starając się brzmieć zwyczajnie. Już lepiej. Przyniosłam ci sok, a sobie zrobię herbatę, posiedzimy razem.
Odwróciła się do zlewu, udając się za parzeniem naparu. Ręce wciąż lekko drżały, ale próbowała się uspokoić. Każdy ruch był cięższy niż zwykle jakby z trudem przebijała się przez gęstą mgłę.
W myślach wracała do chwili, gdy prawie się zdecydowała. Jak blisko była popełnienia czegoś nieodwracalnego! Jak łatwo ulec złym myślom, jeśli pozwala się im rozrastać.
Wsypała herbatę do kubka, zalała wrzątkiem. Zapach herbaty nieco ją otrzeźwił znajomy, domowy aromat. Spojrzała na siostrę, która już piła sok i opowiadała o weekendowych planach. Irena wyglądała na naprawdę szczęśliwą, bezpieczną… To bolało tym mocniej.
Jak mogłam? myślała Aniela, kurcząc dłonie na kubku. Jak mogłam nawet przez chwilę rozważać taki krok? Przecież to moja siostra. Najbliższa mi osoba.
Zrozumiała, że to, co się w niej działo, narastało przez lata mnożona zazdrość, urazy, poczucie niesprawiedliwości. Teraz prawie popchnęły ją w przepaść.
Zadrżała i przyznała sama przed sobą, że za bardzo się zapędziła. Jej myśli wymagają pomocy nie tylko rozmowy z samą sobą, ale może i z kimś, kto spojrzy z boku.
O czym tak myślisz? Irena spojrzała na nią z uśmiechem. Dziś jesteś jakaś zamyślona.
Ach, tak tylko… trochę mam pracy, muszę się z kimś skonsultować, jak wszystko ułożyć odpowiedziała półprawdą. Irena zadowoliła się wyjaśnieniem i snuła dalej plany.
W środku Anielę ogarniała nowa determinacja nie pozwoli, by ciemność zapanowała nad jej życiem! Już nigdy. Bo stawka jest za wysoka i dla relacji z siostrą, i dla własnego spokoju sumienia.
Pierwszym krokiem miało być przyznanie: potrzebuje pomocy. Nie wstydzić się, nie uciekać, ale uczciwie przed sobą i przed kimś bliskim powiedzieć: Jest mi trudno. Chcę to zmienić.
************************
Irena urodziła śliczną dziewczynkę, która od razu stała się oczkiem w głowie całej rodziny. Malutka przyszła na świat cicho, podczas czerwcowej nocy, a już rano dumny dziadek i babcia mogli oglądać ją przez szybę szpitalnego okna. Maleństwo spało spokojnie w cieplutkim beciku, a każdy, kto je widział, nie mógł powstrzymać uśmiechu.
Pierwsze dni w domu były pasmem wzruszających chwil. Irena i Szymon na zmianę wstawali do łóżeczka, uczyli się przewijać, karmić, usypiać córeczkę. Rodzice przynosili prezenty, babcia dziergała sweterki, a dziadek z dumą opowiadał sąsiadom, że ma wnuczkę.
Największą czułość do maleństwa poczuła ciocia Aniela. Po tym, jak w niej samym dokonała się wewnętrzna przemiana, spędzała z siostrzenicą coraz więcej czasu. Z początku przychodziła pomagać: potrzymać, gdy siostra chciała odpocząć, ugotować obiad, zrobić zakupy. Z czasem zostawała dłużej obserwowała malutkie paluszki, zachwycała się brwiami, nadąsaną minką czy pierwszym uśmiechem.
Nauczyła się sprawnie brać malutką na ręce, kołysać ją i nucić wymyślone przez siebie kołysanki. Kupowała dla niej ubranka raz różowy pajacyk z haftowanymi kwiatuszkami, raz niebieski komplet z misiami i z zachwytem patrzyła, jak maleństwo pięknie wygląda.
Z czasem Aniela stała się dla dziewczynki nie tylko ciocią, ale prawdziwą przyjaciółką. Organizowała herbatki z zabawkową zastawą, pokazywała kolorowe książeczki, uczyła pierwszych słów. Gdy mała zaczęła chodzić, Aniela cierpliwie trzymała ją za rączkę, cieszyła się każdym nowym krokiem.
Irena widziała tę więź i była wdzięczna siostrze. Pewnego wieczoru, kiedy malutka spała, a Aniela sprzątała zabawki, Irena podeszła i szepnęła:
Dziękuję ci. Wiem, jak ją kochasz. Dla niej to ogromnie ważne, mieć taką ciocię.
Aniela uśmiechnęła się, lekko speszona. Sama nie spodziewała się, że opieka nad siostrzenicą sprawi jej tyle radości. W tych drobnych codziennych chwilach znalazła to, czego tak długo jej brakowało: poczucie bliskości, ciepła i prawdziwej miłości.
Patrząc na szczęśliwą siostrzenicę, Aniela zrozumiała czasem los daje nam nieoczekiwane prezenty. A troszcząc się o innych, można odnaleźć własną równowagę i spokój.
Z tej lekcji pozostała mi jedna prawda: najbardziej wartościowe uczucia rodzą się tam, gdzie pozwalamy sobie na otwartość i prawdziwą bliskość z drugim człowiekiem.




