Zawsze będę przy Tobie, mamo. Historia, w którą można uwierzyć.
Babcia Zofia nie mogła się doczekać wieczora. Jej sąsiadka, pani Irena samotna kobieta przed pięćdziesiątką powiedziała jej coś, co aż kręciło w głowie.
Na potwierdzenie zaprosiła ją nawet wieczorem w odwiedziny, obiecując, że pokaże jej coś niezwykłego.
A zaczęło się od zwykłej rozmowy. Irena rano szła do sklepu i zajrzała do babci Zofii:
Kupić coś pani, pani Zosiu? Do spożywczaka idę, mam ochotę upiec placek, a przy okazji coś jeszcze dokupię.
Patrzę na ciebie, Irenko, i myślę: dobra z ciebie kobieta, serdeczna, pomocna. Pamiętam cię jeszcze jako dziewczynkę. Szkoda, że ci się nie poukładało, cały czas sama, bez rodziny. Ale widzę, że nie narzekasz, nie marudzisz. Nie to, co niektóre.
A na co miałabym narzekać, pani Zosiu? Mam ukochanego mężczyznę, choć jeszcze nie możemy być razem. Czemu? Zaraz opowiem. Tobie mogę, innym bym nie powiedziała. I mam jeszcze coś, czym chcę się z panią podzielić.
Bo wiem, że pani nikomu nie powie, a nawet jeśli, to i tak nikt nie uwierzy roześmiała się Irena. To co mam kupić? Po powrocie zajrzę chwilkę, napijemy się herbatki i opowiem, jak to u mnie jest. Może nawet pani się ucieszy i już nie będzie mnie żałować.
Babcia Zofia właściwie niczego nie potrzebowała. Ale poprosiła o chleb i kilka cukierków do herbaty.
Aż ją ściskało z ciekawości, co też sąsiadka ma takiego do powiedzenia.
Irena wróciła z zakupami, a babcia Zofia zaparzyła aromatyczną herbatę i usiadła do słuchania.
Pani Zosiu, pamięta pani, co się ze mną dwadzieścia lat temu zdarzyło? Miałam już prawie trzydzieści lat. Był taki mężczyzna, planowaliśmy ślub. Może za bardzo nie kochałam, ale myślałam, że dobry człowiek, a rodzina to najważniejsze. Jak bez rodziny żyć?
Wprowadziliśmy się do siebie, zaszłam w ciążę. W ósmym miesiącu urodziła się córka. Przeżyła jedynie dwa dni. Potem odeszła.
Byłam załamana, nie wiedziałam, jak żyć dalej. Z tamtym mężem rozstaliśmy się nic nas już nie łączyło. Minęły jakieś dwa miesiące.
Z czasem zaczęłam dochodzić do siebie, mniej płakałam.
I wtedy…
Irena przenikliwie spojrzała na babcię Zofię:
Nie wiem, jak to opowiedzieć. W pokoju miałam przygotowane łóżeczko dla córki.
Mówią, że to zły znak kupować wszystko przed narodzinami, ale ja nie wierzyłam w przesądy. Wszystko przygotowałam, pościeliłam, zabawki kupiłam.
Aż tu pewnej nocy budzi mnie… dziecięcy płacz. Myślę zwiduje mi się z żalu. Ale nie znów płacz. Podchodzę do łóżeczka, a tam… leży mojego dziecka!
Wzięłam ją na ręce szczęście aż zaparło mi dech. Spojrzała na mnie, zamknęła oczka i zasnęła spokojnie.
I tak już było. Każdej nocy córka przychodziła do mnie.
Kupiłam nawet butelkę i mleko modyfikowane, ale prawie nic nie jadła. Gdy płakała, brałam ją na ręce wtedy się uśmiechała, zamykała oczka i zasypiała.
Ale jak to możliwe? babcia Zofia słuchała oczarowana, zawieszając łyżeczką w powietrzu.
Właśnie, też nie wierzyłam! Irena zarumieniła się z emocji.
I co dalej? spytała nieśmiało babcia Zofia, wkładając cukierek do ust.
I tak już jest, Irena uśmiechnęła się radośnie. Moja dziewczynka żyje po tamtej stronie. Ma tam swoją mamę i tatę. Ale o mnie nie zapomina. Przychodzi nocą, prawie codziennie.
A pewnej nocy powiedziała mi nawet:
Ja zawsze będę przy Tobie, mamo. Jesteśmy związane niewidzialną nicią i nikt jej nie przerwie!
Czasem myślę, że to tylko sen. Ale ona czasem przynosi mi prezenty z tamtego świata. One jednak szybko znikają, jak śnieg wiosną.
Naprawdę? babcia Zofia aż wychyliła kolejny łyk herbaty, bo nie wierzyła własnym uszom.
Dlatego chciałabym, żeby pani do mnie przyszła. Chcę, by pani zobaczyła na własne oczy czy to naprawdę się dzieje.
Bo ja niby wierzę w to, co widzę, ale…
Wieczorem babcia Zofia odwiedziła Irenę. Posiedziały w ciemności, rozmawiały szeptem.
W mieszkaniu nikogo tylko Irena i babcia Zofia. Już przysypiały, aż nagle rozbłysło miękkie światło. Powietrze zadrżało i w pokoju pojawiła się… piękna dziewczyna.
Cześć, mamusiu! Miałam dzisiaj taki cudowny dzień, chciałam się z tobą podzielić! To dla ciebie, położyła na stole kwiaty.
Dzień dobry, zauważyła babcię Zofię, zupełnie zapomniałam, mama mówiła, że chce pani mnie zobaczyć. Jestem Wiesława…
Po chwili dziewczyna pożegnała się i rozpłynęła w powietrzu.
Babcia Zofia siedziała jak zamurowana, oszołomiona. Długo nie mogła się odezwać.
Co za historia, Irena Widocznie rzeczywiście zdarzają się takie cuda.
Twoja córka to ślicznotka, do ciebie podobna.
Jestem szczęśliwa, Irena. Ty naprawdę jesteś szczęśliwą kobietą! Może masz nawet więcej niż inni.
Kto by pomyślał, że świat taki jest. Nigdy bym nie uwierzyła, gdybym nie zobaczyła sama. To niesamowite!
Dziękuję ci.
Jakbyś mi oczy otworzyła. Świat jest większy niż sądziłam życie trwa wszędzie, już nie boję się śmierci.
Szczęścia ci życzę, Irenko!
Kwiaty na stole bledły, bladły, a potem całkiem zniknęły.
A Irena, odprowadzając sąsiadkę, uśmiechała się do swoich myśli. Jutro będzie nowy, piękny dzień. Spotka się z Arkadiuszem, którego bardzo kocha. I on ją kocha, Irena to czuje.
Jak to możliwe?
Cóż, takie rzeczy trudno opowiedzieć.
I kiedyś na pewno ich sobie przedstawi.
Tych najukochańszych i najbliższych Wiesławę i Arkadiusza.




