Żarcik
Ania! Anka! Daj spisać!
Szept Leny przeszył ciszę w całej klasie, a pani Maria Wiktorowna oderwała wzrok od dziennika, który skrupulatnie wypełniała.
Tytus, uspokój się, dobrze? Sama napisz!
Ale pani, to takie trudne! Lena, jak to ona, nie mogła zamknąć buzi bez riposty.
A kto powiedział, że będzie łatwo? A poza tym, Lena, Ania ma inny zestaw. Więc proszenie jej i tak nie ma sensu.
Jak to? Przecież siedzi pierwsza w ławce!
No właśnie tak! uśmiechnęła się pani Maria, parodiując Lenę. Dałam jej osobne zadania.
No nie! To niesprawiedliwe! Lena na moment wbiła wzrok w zeszyt, ale zaraz zaczęła rozglądać się za innymi sposobami ratunku.
Nikt nawet nie dostrzegł, jak Ania skulona przy swojej ławce, bała się obrócić czy nawet podnieść wzrok znad zeszytu.
Wszyscy nauczyciele wiedzieli, że Ania to taka klasa ostatnia deska ratunku. Dziewczyna z głową na karku! Nic dziwnego, że korzystali z niej wszyscy, którym na nauce nie zależało. A spróbuj odmówić od razu obraza.
Ania nigdy nie była złośliwa. Pozwalała spisywać, choć po radzie mamy robiła to tak, by nie narobić sobie kłopotów z nauczycielami.
Aniu, wiem, że jesteś dobrą dziewczyną, ale musisz dbać też o swoje interesy. Jeśli chcesz dostać się tam, gdzie planujesz, potrzebujesz porządnego świadectwa. Nie warto tego zaprzepaścić przez cudzą głupotę.
Mądre słowa mamy, choć Ania słuchając często tylko wzdychała. Gdyby tylko mama wiedziała, jak trudno być prymuską w klasie, gdzie nikomu jeszcze nie zależy…
Do tej szkoły Ania trafiła po rozwodzie rodziców. Decyzji przewinęło się wiele, ale istotne też było to, że Ani pojawił się przyrodni brat w nowej rodzinie ojca, gdy jej rodzice jeszcze byli razem.
Nikt nie próbował Ani niczego tłumaczyć. Dorośli rozwiązywali swoje sprawy, a Ania siedziała ze szkicownikiem i kredkami, zapełniając kartki czernią. Starannie, nie pozostawiając nawet prześwitu bieli.
Pierwsza zareagowała babcia.
Co robicie temu dziecku? Doprowadziliście ją do łez!
Babcia, teściowa mamy Ani, zawsze stawała po stronie synowej.
Wzięła po ojcu. On też był taki… uganiał się ile żył. Taki charakter, niestety… I podobny do niego jak dwie krople wody, z tym, że mój mąż zawsze wracał do mnie bez dzieci.
I wy mu to wybaczałyście?
A co miałam zrobić, Olu? Kochałam… I wiedziałam, że kocha mnie. Inaczej by nie wracał, raz za razem.
Trudno było wybaczyć?
Nawet bardzo. Właściwie nigdy do końca nie wybaczyłam, ale życie szło dalej. Czy było warto? Nie wiem. Może to dziwnie zabrzmi, ale powinnaś dziękować losowi, że twój mąż miał dziecko z inną, bo ciebie znam, Olo. Byłabyś jak ja wybaczyłabyś i przyjęła z powrotem. Prawda?
Nie wiem… Bardzo boli…
Wiem. Ale najbardziej żal mi Ani. Ona teraz jest między młotem a kowadłem. Dziecka żałujcie! Syn nie słucha, ale ty zawsze byłaś mądrą kobietą. Zrób wszystko, żeby Ania nie cierpiała. To nie jej wina…
Ma pani rację… To my zawiniliśmy…
Mama Ani zrobiła coś, czego nikt się po niej nie spodziewał. Usiadła z sześciolatką i wyjaśniła jej wszystko tak, jak potrafiła.
Aniu, już nie będziemy z tatą razem mieszkać.
Dlaczego?
Rozwodzimy się. Teraz będziemy z tobą same, a z tatą widywać się będziesz w weekendy lub, kiedy będzie mógł. Aniu, nie płacz! Spójrz na mnie! Tato zostanie twoim tatą, nie zniknie! Obiecuję!
A ty? Ania rozcierając łzy, myślała, że dorośli są tacy głupi. Zawsze robią po swojemu…
Ja zostaję z tobą…
Dopiero wtedy Ola zrozumiała, czego naprawdę bała się jej córka, zamalowując kredkami świat na czarno.
Dużo czasu zajęło mamie, by wyjaśnić Ani, co się dzieje i pozbyć się tego strachu. Nie było łatwo, ale z czasem udało się wszystko poukładać. Odwiedzała tatę może i rzadziej niż chciała, ale wystarczyło, by zrozumiała, że nie ją zostawił, tylko mamę. Tata nie szczędził jej czasu, jeździła nad Bałtyk z jego rodziną, bawiła się z bratem, nawet polubiła nową żonę taty. Irena była serdeczna, lubiła dzieci i nie robiła problemów. Nie było więc czego dzielić.
Mimo to, to co się wydarzyło, zostawiło ślad w Ani. Często myślała, czy tata odszedł, bo nie była wystarczająca. Bo czy z Irką żył spokojnie, wychowywał syna i chciał więcej dzieci, a ją, Anię, zostawił… Może była niewłaściwa?
Mama i babcia powtarzały, że to nieprawda, że bardzo ją kochają, ale ten robaczek wątpliwości wpełzał do jej głowy zwłaszcza wtedy, gdy życie wymagało odwagi i pewności siebie.
Z początku nie rzucało się to w oczy. No, kolana się trzęsły, gdy w pierwszej klasie poproszono ją, by wyrecytowała wierszyk.
Przez tydzień ćwiczyła z mamą. Przed lustrem, z uczuciem, była pewna, że sobie poradzi z łatwym zadaniem. W przedszkolu dawała sobie radę z najtrudniejszymi rolami.
Tym razem nie poszło. Chwyciła mikrofon, spojrzała na bliskich i… zapomniała wszystkie słowa. Po policzkach popłynęły łzy.
Wicedyrektorka ukucnęła obok Ani, delikatnie wytarła słone łzy i szepnęła:
Może później powiesz?
Nie pozostało jej nic, jak pokiwać głową.
Na szczęście pani Maria nie zapomniała o Ani. Po lekcjach poczekała na ją pod szkołą.
O, jesteś! Opowiesz mi ten wierszyk? Chciałabym usłyszeć!
Niewielka rzecz dla dorosłego, ale ogromna dla Ani. Wyprostowała się, puściła rękę mamy i wydeklamowała wszystko idealnie. Wszyscy dorośli bili brawo.
Brawo! Wiedziałam, że potrafisz!
Ale nie udało mi się… w oczach Ani znów pojawiły się łzy.
Udało! Policz sobie, ilu nas było i wszyscy ci bili brawa! Nieważne, czy tu czy pod szkołą! Jesteś świetna, Aniu! Tak mówi ci wicedyrektorka! Rozumiesz?
Chyba tak…
Ten moment zapamiętała na długo. I bardzo się ucieszyła, gdy kilka lat później pani Maria została jej wychowawczynią.
Maria rzeczywiście czuwała nad Anią.
Wasza dziewczynka jest bardzo delikatna! Dobra, zdolna, ale taka wrażliwa… Trzeba ją chronić. Myślałaś o przeniesieniu jej do szkoły z klasą matematyczną? Tutaj… No cóż, większości zależy głównie na przetrwaniu, nie na nauce. Ania nie chce się wyróżniać, a przez to tłumi siebie głęboko. Aż szkodę sobie robi, uwierz mi.
Ola rozumiała, ale nie mogła nic zrobić. Polecana szkoła była w innej dzielnicy Gdańska, za daleko nikt nie mógł jej tam codziennie dowozić, a babcia była chora, ojciec spodziewał się drugiego dziecka, a sama Ola pracowała na dwa etaty, by odłożyć na większe mieszkanie. W tej małej kawalerce było im już za ciasno.
Aniu, wytrzymaj jeszcze chwilę. Poukładam wszystko i pomyślimy o nowej szkole, dobrze? zamykała oczy i tuliła córkę do siebie na starym tapczanie.
Nie martw się, mamo! Dam radę…
Jak w szkole?
Ujdzie… Ania mówiła radośnie, ale w środku czuła, że nie jest dobrze.
Nie ujdzie, tylko opowiadaj! mama zaczynała ją łaskotać. Całą prawdę mi tu gadaj!
Zaczynały się śmiechy i wygłupy, a potem otwierała się i mówiła jak jest.
Nikt w klasie nie dokuczał jej wprost, ale za plecami słyszała:
Znów Anka się popisuje! Miałyśmy szansę na piątkę, ale z takim jej odpowiedziami to już po nas!
Na razie nikt nie odważył się powiedzieć tego w oczy. Aż do pewnego dnia wszystko się zmieniło.
Anka, masz mi dać spisać, bo nie zdążę! Lena warknęła, że Ania podała jej notes.
Pani Maria coś klikała na telefonie i nie widziała tej sceny.
Wojtek, jej sąsiad z ławki, przesunął zeszyt, żeby łatwiej było Ani sprawdzić Lenie zadanie.
Dzięki! szepnęła tylko, wskazując palcem błąd, reszta była jasna. Oni rozumieli się bez słów.
Kartka z notatkami powędrowała do Leny. Do końca lekcji było już spokojnie.
Po dzwonku rozpętało się piekło:
Ty jesteś normalna? Siedzi jak figura! Koniec semestru, a ona nic! Kumpela od siedmiu boleści! Lena waliła pięścią w jej ławkę.
Lena, przesadzasz… odpowiedziała spokojnie, choć w środku się gotowała.
Dlaczego zawsze komuś musi coś dawać?!
Dlaczego ja mam zawsze wszystkim służyć? to babcia mawiała, gdy była zła (do licha! zabawny zwrot babci, bo nie pozwalała wnuczce używać mocniejszych słów).
Jesteś dziewczyną, nie portowym dokerem! Mów jak należy!
Babciu, ale ty też przeklinasz!
Ja to już stara baba! Mi można, a tobie nie! Młodej damie nie przystoi…
Ale chłopaki też przeklinają!
To zupełnie inna sprawa! Dziewczynę zdobi skromność. No i nie zaprzyjaźni się nikt z dziewczyną, która mówi jak chłop wywody babci strasznie mnie bawiły.
Tu i teraz chętnie użyłaby ostrzejszych słów, ale wiedziała, że to zupełnie nie na miejscu.
Lena, daj jej spokój! Wojtek pakował podręcznik do plecaka. Sama jesteś sobie winna…
Bo przyjaciele tak nie robią! Lena jeszcze raz przywaliła w ławkę.
Lena, dość! Ania już nie wytrzymała. Masz ode mnie, czego chciałaś! Czego jeszcze oczekujesz?
Złapała plecak, odsunęła Lenę i wybiegła, nie chcąc się rozpłakać przy całej klasie. Lena burknęła cicho pod nosem:
Wszystko jasne, Iwanowska! Jeszcze pożałujesz
Od tego dnia Lena nie odzywała się do Ani. I tydzień minął i kolejny. Klasa czekała, co wymyśli była przyjaciółka. Lena słynęła z tego, że potrafiła zrobić komuś piekło.
Ania zgadywała, kiedy Lena odda, ale ta postanowiła zaskoczyć.
Anka, przestań się dąsać! Dwa tygodnie już! Pogódźmy się! zagadała jak gdyby nigdy nic. Anka poczuła ulgę.
I, ach, jak się pomyliła Bo Lena nie umiała odpuszczać uraz.
Gdy w plecaku Ania znalazła dziwną karteczkę, wcale nie połączyła tego z Leną.
Ania! Bardzo mi się podobasz! Wojtek
Pismo niemal identyczne z ręką Wojtka. Ani przez myśl jej nie przyszło, że autorem mógł być ktoś inny.
Lena przez tydzień pomagała pani Halinie nosić zeszyty do pokoju nauczycielskiego i znalazła dziewczynę z równoległej klasy z podobnym pismem. Przy pomocy kilku koleżanek zdobyła list.
I teraz się popłaczesz, Aniu. Nie tylko ja mam się z tobą użerać! złośliwie wsadziła kartkę do plecaka Ani.
W szatni przy sali gimnastycznej nikogo nie było. Ania próbowała ćwiczyć serwisy do siatkówki, a Leny kumpelki ją zajmowały.
Ania, mocniej! Jeszcze raz!
Ani drgnęła, gdy znalazła karteczkę.
Co to? Ty cicha myszko! Dziewczyny, patrzcie! Wojtek zakochany w Ani! Lena wybiegła z nią na środek i zaczęła nią wymachiwać.
Lena, oddaj!
Oj tam! Chodź, wpadniemy do chłopaków i im pokażemy!
Ania zbladła. Nikomu (nawet przyjaciółce) nie mówiła, że Wojtek jej się podoba. Wiedziała tylko mama i jej pamiętnik.
Źle, mamo?
Co? Że ci się ktoś podoba? Jasne, że nie. To cudowne uczucie.
A to nie za wcześnie?
Miłości nie można przeliczyć na lata. Najpierw jest zauroczenie, potem Może przyjdzie prawdziwa miłość.
Ania traktowała swoją fascynację jak sekret, noszony z ostrożnością, żeby się nie wygadać mimowolnie.
Lena wszystko zrozumiała po szybkim ruchu, jakim Ania schowała karteczkę, oraz po tym, jak spojrzała na drzwi. W rzeczywistości Wojtek całą lekcję grał z nią w siatkówkę i nie mógł jej podrzucić żadnej kartki
Chłopcy wybiegli z szatni, pękając ze śmiechu, a Ania stała w kącie, blada.
Co tu się dzieje?
Pani Maria pojawiła się jak z pod ziemi była znana z takich niespodzianek. Wszyscy wiedzieli, że jak trzeba, to wychowawczyni całą klasę ustawi do pionu i nauczka będzie niezapomniana.
Pani Mario, mamy nowość! Lena pomachała karteczką. Tili-tili-bom! Ślub będzie!
Lena, co ty wygadujesz? wychowawczyni zmarszczyła brwi. Co to tam masz?
Liścik! Nasz Wojtek napisał do Ani, że mu się podoba!
Lekki chichot cicho przeszedł po klasie.
Cisza! podniosła głos pani Maria. Aniu?
Nagle przypomniała jej się ta wrześniowa akademia z pierwszej klasy. Znów poczuła, że cudza obecność ją wzmacnia.
Nie masz się czego bać! Wiem, że dasz radę! słyszała słowa nauczycielki sprzed lat.
Odeszła od ściany, stanęła naprzeciw Marii, która patrzyła tak troskliwie, jak zwykle mama.
Lena zabrała moją karteczkę. Nie chciałam jej nikomu pokazywać.
Rozumiem. Wojtek? nauczycielka odwróciła się do chłopaków.
Tak, to ja napisałem Wojtek przepchnął się przez grupę, podszedł do Leny i wyrwał jej kartkę.
Nieładnie czytać cudze listy, Leno!
To nieprawda! Lena była bliska płaczu, rozumiejąc, że jej plan spełzł na niczym.
Nie będzie drwin, kpin ani linczu. Ania zachowa godność.
Ale Lena nie wiedziała, że Ania nosiła głowę prosto właśnie dlatego, że się bała.
Coś się jednak zmieniło. Anka poczuła lekkość, jakby chciała zaraz wzlecieć. No przecież nie rosną jej skrzydła! Dorośli nie latają!
A jednak czuła, że zaraz będzie mogła oderwać się od podłogi szkolnego korytarza i z radością zapomnieć o wszystkich swoich lękach.
Lena? Maria zmarszczyła się.
Co?! To miał być tylko żarcik! Lena niemal płakała.
Oddaj! Wojtek wyjął karteczkę, złożył i oddał Ani. To dla ciebie. I nie pokazuj już nikomu, zgoda? Pani Mario, będzie dziś wypracowanie z polskiego? Pani Halina zapowiadała. Jestem nieprzygotowany!
I dobrze, że szczerze mówisz. Będzie! Temat inny zgodny z bieżącymi wydarzeniami. A teraz marsz na lekcję! Dzwonek już był, biegać!
Klasa wysypała się z szatni, nikt nie zwracał uwagi na purpurową Lenę, uśmiechniętych Anię i Wojtka ani białą, złożoną kartkę w dłoni Ani.
Tę karteczkę przyklei potem do pamiętnika i będzie trzymać jak skarb aż do dnia własnego ślubu, gdy wręczy pożółkły zeszyt Wojtkowi.
Masz, mężu!
Co to, żono?
Nasz początek
I naprawdę mi na tyle ufasz, by wszystko przeczytać?
Ty już wszystko wiesz!
Nie, nie wszystko.
Co pozostało tajemnicą? zapyta Ania, wtulona w Wojtka, nie zważając na gości wykrzykujących Gorzko, gorzko!
Pamiętasz jak opowiadałaś mi o zakochaniu? O progu i drzwiach?
Tak!
Przekroczyłaś już ten próg?
Oczy Ani zaświecą, a jej szept Wojtek usłyszy wyraźnie mimo hałasu i muzyki:
Oczywiście! Zamknęłam za sobą drzwi. Już nie jestem w tobie tylko zakochana…
Jak to? zdziwi się Wojtek.
No właśnie bo cię kocham! Wiesz?
Teraz już wiem! Gorzko, Aniu?
Gorzko!




