W ciągu pięciu lat życia małżeńskiego w Leszku nagromadziła się ogromna liczba roszczeń do jego żony.
Po pierwsze, jest bardzo nerwowa. Cały czas przeżywa, robi zamieszanie: że lodówka słabo zamknięta, że on spał całą noc przy uchylonych drzwiach. Albo jadł twarożek dla dzieci, a nie zostawiał go dla syna. Albo zapomniał zgasić światło, kiedy wyszedł na cały dzień. Potem wszedł do pokoju w butach ulicznych – widać, że zostawił po sobie ślad!
Nie, nie krzyczała, nawiasem mówiąc, tylko tak z wyrzutem patrzyła, jakby był jej coś winien. Wzdychała. Czasami nawet nic nie mówiła, ale jedno spojrzenie tak dziko wściekłe, że on chce dla niej tak źle… – Ale Leszek nie chciał niczego złego.
Co więcej, ciągle wbijała mu do głowy – mówiąc, że jak nie chce pracować, to chociaż niech coś zrobi w domu. Niech gotuje czy coś takiego. Pierogi codziennie, zwłaszcza dla małego dziecka to zły pomysł. Nawet jeśli są gotowane na przemian ze smażonymi. Po prostu nie dało się jej zadowolić!
Każdy inny już dawno by zwariował, ale Leszek, jak na razie, trzyma się. On powie, że potrzebuje nowego telefonu, bo stary ma już ponad rok, a ona zmruży oczy i powie: „Leszku, to za droga przyjemność.
Ale co najważniejsze, Leszek zdał sobie sprawę, że zaczyna się wstydzić swojej żony. Jej wygląd. Jej wiek. On sam oczywiście dbał o siebie: fitness, długie spacery po promenadzie, okresowe diety, staranna pielęgnacja włosów i skóry.
Mając trzydzieści dwa lata, wyglądał maksymalnie na dwadzieścia dwa: czyste czoło bez ani jednej zmarszczki, brak sińców pod oczami, smukła, wręcz szczupła sylwetka, idealna fryzura na gęstych, falujących włosach. Młody przystojny mężczyzna!
A ona? Co z tego, że jest o rok młodsza? Wygląda jak stara kobieta, do tego niemodnie ubrana. Włosy zawsze skręcone w koka lub kucyk, a jeszcze zawsze jest zła i niezadowolona.
Postanowił więc udać się do żony. Powiedział: Widzisz, jaki jestem młody? Potrzebuję dziewczyny w wieku maksymalnie 18 lat. Nie Ciebie. I tak. Przykro mi, ale Ty zajmij się dzieckiem. Mam swoje życie, z którym muszę się uporać. Poza tym dorastające dzieci zdradzają wiek rodziców.
Ku jego wielkiej radości, jego żona nie wpadła w złość, ale uśmiechnęła się i powiedziała:
– Dzięki Bogu. W żaden sposób nie jestem zaskoczona. Przykro mi tylko z powodu Twoich rodziców – znowu siedzieć na ich karku… Ale ja, tak, będzie mi o wiele lepiej bez Ciebie.
Leszek był tak urażony, że przestał się rozmawiać z byłą żoną. On oczywiście rozumiał, że powiedziała to wszystko ze złości, z pretensji – porzucona kobieta z dzieckiem powiedziałaby nawet inne rzeczy, ale jednak mogła się powstrzymać. W porządku. To już przeszłość.
I wyruszył na poszukiwanie nowej miłości. O dziwo, z jakiegoś powodu nie szło mu tak dobrze jak przypuszczał. Oczywiście dziewczyny chętnie go poznawały i nawet zaczęły się z nim umawiać, ale gdy dowiedziały się, że mieszka, choć w centrum, ale w dwupokojowym mieszkaniu z rodzicami, a także nie pracuje i nie planuje… Jakoś szybko straciły nim zainteresowanie. To było dziwne. Czy interesowały ich tylko pieniądze? Pewnie tak. Stracone pokolenie – myślał.
Leszek już prawie rozpaczał, już prawie się rozczarował i już prawie znienawidził wszystkie kobiety za ich materializm, kiedy poznał uroczą Oleńkę. Właśnie skończyła osiemnaście lat, była młodziutka i piękna: drobna, krucha brunetka o smukłych palcach i delikatnym rumieńcu z długimi, sięgającymi pasa włosami. Rozpoczęła pierwszy rok nauki w instytucie teatralnym, była naiwna i prosta.
Leszek zakochał się w niej po uszy, a Oleńka odwzajemniła jego uczucie. Nie przeszkadzała jej sytuacja materialna wybranka: „Z ukochanym w szałasie” – szepnęła żarliwie, a Leszek z zachwytu znalazł się w siódmym niebie. Wydawało mu się, że odnalazł swój ideał.
Nie obyło się oczywiście bez nieprzyjemnych momentów. Na przykład rodzice oburzali się, że ich syn chce im wsadzić żonę na szyję, ale on szybko przypominał, że właściwie nie pije i nie ćpa nielegalnych substancji, ale można to naprawić. Rodzice bardzo się tego bali, więc to zawsze działało. Teraz też działa.
Druga sprawa to fakt, że w Urzędzie Stanu Cywilnego, gdzie razem z Oleńką czekali na swoją kolej do złożenia wniosku, nieopatrznie zostawił paszport bez opieki i ciekawska dziewczyna zaczęła go przeglądać.
– Masz trzydzieści cztery lata? – nagle krzyknęła. – Myślałam, że trochę ponad dwadzieścia.
– Ale mnie nie pytałaś – pokręcił głową Leszek.
– A co to jest? Masz dziecko?
– Słuchaj, nie zaczynaj… To nie jest to, co myślisz… – Ale Oleńka już pobiegła do wyjścia.
– Poczekaj – zdołał ją zatrzymać w holu. – Chwileczkę, proszę! Tak, powinienem był Ci powiedzieć, ale… po prostu nie zwracałem uwagi. To nie jest moje dziecko.
– Jak to?
– No… moja dobra znajoma, przyjaźnimy się od dawna. Zaszła w ciążę z głupoty, nie wiedziała od kogo, a rodzice są surowi. Przyszła błagać, na kolanach, prosić o pomoc! Musiałem zawrzeć fałszywe małżeństwo i zarejestrować dziecko na swoje nazwisko. Nie mogłem zostawić człowieka na pastwę losu.
– Wow! – Oleńka podziwiała. – Jesteś taki szlachetny. Czy ona nie wystąpi o alimenty na dziecko?
– Nie, oczywiście – mruknął Leszek. – A jeśli tak, to od razu zrobię test i od razu wszystko będzie jasne.
On naprawdę nie płacił alimentów, bo płacili za niego rodzice, którzy nie mogli zostawić jedynego wnuka samemu sobie.
– Kocham cię! – Oleńka przytuliła się do niego mocno…
Drugie małżeństwo szybko rozczarowało Leszka. Oleńka była zupełnie nieprzygotowana do roli żony. Jedyne, co umiała robić dobrze, to dbać o siebie i dobierać stroje. Poza tym studia zabierały jej dużo czasu, zdarzało się, że wracała do domu po północy.
Odmówiła również udziału w sprzątaniu mieszkania:
– Ja tu nie jestem panią domu – powiedziała. – Poza tym, jesteś w domu przez cały dzień. Dlaczego nie umyjesz podłogi?
Leszek najpierw namawiał, potem się rozgniewał, raz nawet zamachnął się, ale wątła Oleńka nagle i boleśnie kopnęła go w goleń i powiedziała ostro: Nawet o tym nie myśl!
Leszek czuł, że jest w jakiejś pułapce i już myślał, jak się z niej wydostać. Naprawdę nie chciał słyszeć złośliwych: A ostrzegałam Cię – od matki i – Ile można ćpać? – od swojego ojca. Ale sytuacja nagle się rozwiązała.
Wracając ze spaceru, Leszek zastał Oleńkę zbierającą rzeczy.
– Wychodzę – poinformowała go.
– Co masz na myśli?
– To znaczy, od Ciebie. Dzięki za schronienie mnie przez te półtora roku, ale to już koniec. Znalazłam odpowiedniego mężczyznę i odchodzę.
– Ty? Znalazłaś go? Kiedy? Przez cały ten czas??? – Leszek oburzył się, nie mógł nawet jasno wyartykułować tej myśli.
Oleńka roześmiała się wesoło:
– Naprawdę myślałeś, że jestem z Tobą, bo Cię kocham? Tak po prostu – tylko dlatego, że jesteś taki przystojny? W tym przypadku jesteś po prostu idiotą. Kto Cię potrzebuje dla „ładnych oczu”? Moja starsza siostra wyszła za mąż i wraz z mężem zamieszkała u moich rodziców. Już od dawna chciałam się wyrwać z domu, a potem pojawiłeś się Ty. Nie musiałam iść do akademików, prawda? Dostałam darmowy pokój, nie musiałam wydawać pieniędzy na jedzenie, a Twoi rodzice kupili mi ubrania – dostała SMS-a na swój telefon. – No, to tyle. Taksówka przyjechała, ja już jadę. Sama wniosę pozew o rozwód, nie zawracaj sobie głowy. Pa…
Leszek odprowadził ją spojrzeniem. Czuł się jak kompletny idiota.




