Dzieci sprzedały mieszkanie i rozpoczęły budowę. Za dwa lata wszystko było gotowe, a tu przypadkiem dowiaduję się, że w domu będą mieszkali też teściowie. Tyle naszych pieniędzy pójdzie w cudzą nieruchomość!
Przyjechałam jako gość do teściów naszej córki i po prostu nie wiem co myśleć – brak słów. Teściowie przedstawili nam wszystko w zupełnie inny sposób, niż nasza Ania z zięciem.
Kiedy córka wyszła za mąż, daliśmy jej jednopokojowe mieszkanie, które pozostawiła nam babcia. Mieszkanie nie było po remoncie i w niezbyt dobrej okolicy, ale i tak lepsze to niż nic.
Córka i zięć od razu powiedzieli, że nie będą tam mieszkać, bo muszą dużo zainwestować. Postanowili sprzedać to mieszkanie i zbudować dom. Pomysł podchwycili rodzice zięcia, od razu powiedzieli, że mają na wsi odziedziczoną ładną działkę i będzie można na niej budować.
Dzieciom spodobał się ten pomysł i zaczęli działać – nasza córka sprzedała mieszkanie po babci, my wzięliśmy kredyt, drudzy teściowie także.
Za dwa lata wszystko było gotowe, zaczęliśmy organizować parapetówki. Młodzi raz zaprosili swoich przyjaciół, innym razem przyjechała matka chrzestna naszej Ani. I tu przypadkiem przy stole dowiaduję się, że w tym domu będą mieszkali też ci drudzy teściowie.
Z zaskoczenia nawet nie wiedziałam, co powiedzieć. Okazuje się, że zainwestowaliśmy nasze pieniądze w ich wygodnickie życie na wsi.
Przeczytaj także: Zaprosiłam całą trójkę dzieci do siebie w niedzielę. Posiedzieli godzinę i nawet nie chcieli zaczekać na obiad
Rodzice naszego zięcia od samego początku mieszkają w mieście w małym mieszkaniu. Odkąd pamiętam zawsze mówili, że chcieliby mieć swój choćby mały domek blisko natury i przyrody. Myślałam, że to są ich tylko marzenia. Kto by nie chciał. My tez od tylu lat gnieździmy się w mieszkaniu w bloku, wszędzie sąsiedzi, człowiek nie ma spokoju, nie może wyjść nawet na ławkę, by pooddychać świeżym powietrzem.
Ale coś takiego?!
Pytam córkę, czy wiedziała, a ona odpowiada, że tak, a najważniejsze, że nie widzi w tym nic złego.
Jestem pewna, że przekonał ją zięć. Bo inaczej, jak ona może tak mówić?
Czy córka nie rozumie, że w takich warunkach nie będzie tam jak na swoim? Obok będzie kręciła jej się teściowa, a jak jeszcze przyjdzie na świat dziecko, to już w ogóle zero spokoju. Ja już zdążyłam dobrze poznać tę kobietę, ten jej temperament każdego uciszy i stłamsi. Nie chcę, żeby córka musiała żyć z nią pod jednym dachem.
Sama po tygodniu pojechałam do rodziców zięcia i powiedziałam, że nie chcę, żeby wtrącali się w życie młodych. Mają mieszkać sami, tak jak przystało młodemu małżeństwu.
A oni na to, że mam się nie wtrącać i niczego nie psuć. Nie na darmo dali im działkę i swoje oszczędności, żeby nic z tego nie mieć. I za to, połowa domu ma być notarialnie zapisana na nich.
Jak to usłyszałam, złapałam się za głowę. To my daliśmy tyle i niczego nie oczekujemy w zamian. I mieszkanie po babci i kredyt… A oni sypnęli trochę kawałkiem ziemi i takie oczekiwania?!
– Dzieci się zgadzają, będzie nam się żyło dobrze. Co Ci nie odpowiada? Może zazdrosna jesteś, że córeczka woli mieszkać z teściową niż z własną matką? – zaczęła głupio pytać, śmiejąc się pod nosem.
Jestem przekonana, że nie można tego tak zostawić i należy natychmiast coś z tym zrobić.
Ale jak mam się zachować w tej sytuacji? Przecież nie zabronię córce niczego, a darowanych pieniędzy nie odbiorę…



