Mam syna, który od urodzenia choruje na autyzm. Robimy duże postępy, ale nigdy nie będzie jak inni chłopcy w jego wieku. A ostatnio terapia zaczęła iść coraz gorzej, a on ze szkoły wracał przygnębiony, zły, potrafił nawet rzucać rzeczami w ścianę. Wiecie, z dzieckiem z takim schorzeniem nigdy nie jest idealnie, zawsze może trafić się gorszy dzień, najmniejsza rzecz może wyprowadzić z równowagi…
Ale te sytuacji zdarzały się coraz częściej, a rano robił wszystko, byleby tylko nie pójść na zajęcia.
Spróbować rozmawiać z Kamilem? – myślałam.
Bez sensu, przez jego autyzm i tak by mi nic nie powiedział. Postanowiłam więc schować do jego plecaka dyktafon.
No i się zaczęło… Okazało się, że nad Kamilkiem znęcają się w szkole. A zgadnijcie kto? Właśnie, nauczyciele, którzy powinni mu pomagać. Miałam wtedy ochotę krzyczeć i płakać. Jak mogli tak robić mojemu synowi?
Jedna z nauczycielek powiedziała do Kamilka:
– Dlaczego nic nie napisałeś? Właśnie dlatego siedzisz osobno, nikt nie chce kolegować się z nieukami.
Inna nauczycielka dodała:
– Ciekawe co z nim zrobią w tej państwowej szkole? Matka chce go wysłać do liceum w Krakowie. Tam nie przetrwa chwili!
Gdy to usłyszałam, aż mi się nóż w kieszeni otworzył. Opublikowałam to nagranie w mediach społecznościowych i zgłosiłam sprawę do kuratorium. Obie nauczycielki zostały zwolnione ze szkoły.
Dyrektor szkoły była wściekła. Narzekała, że odmówiłam spotkania z nią. W oficjalnym komunikacie szkoły pisali, że nie przekazałam nagrania, zanim je opublikowałam i mogło zostać zmanipulowane.
Zdaniem szkoły, nie można oceniać całej placówki przez pryzmat dwóch nauczycieli. Ale ja już podjęłam decyzję, wyślę syna do innej szkoły. Tak czy inaczej, jestem przerażona. My, rodzice, posyłamy swoje dzieci i liczymy, że w szkole nic nie będzie im grozić – a tam przeżywają istne piekło.
Czuwajcie, proszę, nad swoimi pociechami, sprawdzajcie czy idąc do szkoły, mają tam dobre warunki. Nie można tak naprawdę ufać nikomu, nawet pedagogom, a przekonałam się o tym na własnej skórze.


