Zaciekli wrogowie

Zaciekli wrogowie

Bartek właśnie położył się, żeby się zdrzemnąć, kiedy przez otwarte okno wpadł zawzięty szczek jego psa. A trzeba wiedzieć, że jego Kajtek to zwykle spokojny olbrzym, ale dziś od rana coś go podkusiło szczeka jak szalony! I to nie byle jak, po prostu jakby się kto do niego zbliżył z zamiarem podboju całego podwórka.

Bartek kilka razy już wybiegł z domu, ale, jak się okazało, nic podejrzanego nie dostrzegł.

No, pewnie przechodziły jakieś psy z sąsiedztwa i Kajtek się na nich wyżywał. Taki już z niego stróż nie lubi obcych na swoim terenie.

Nic dziwnego, że kiedy Bartek wychodził, akurat nikogo nie było w pobliżu. Od jego szczekania nawet najtwardszy sąsiad dostaje zawału! Nerwowe czworonogi w okolicy dostają skrzydeł uciekają, gdzie pieprz rośnie.

One nie wiedziały, że misiu bo tak czasem nazywał Kajtka Bartek siedzi w swoim kojcu. Bartek zawsze go tam zamykał za dnia, żeby nie narobił szkód.

Ale gdy noc zapadała Kajtek zostawał wypuszczony na wolności. Wtedy, jak się mówi kto się odważy, sam sobie winien.

Raz, tak się złożyło, trzech nieudanych złodziejaszków próbowało wejść do jego ogródka. Dwa zgubiły spodnie zahaczyły o ogrodzenie, trzeci but urwał pod płotem. Najodważniejszy wlazł na drzewo i bał się zejść. Musiał przyjechać strażak z gminy, żeby go ściągnąć. Kajtek zrobił im wtedy niezłą akcję do końca życia będą pamiętać.

I nigdy, ale to nigdy, Kajtek nie szczekał bez powodu. A dziś, jakby zwariował.

Kajtek, już dość tego szczekania! zawołał Bartek, wstając z łóżka i podchodząc do okna.

Pies na chwilę ucichł, ale po kilku sekundach znów zaczął szczekać ze zdwojoną siłą.

Bartek musiał wyjść na podwórko, żeby zobaczyć, co tak wyprowadziło z równowagi jego ogromnego polskiego owczarka.

Jak Bartek przewidywał, na podwórku nie było nikogo obcego. Kajtek ucichł od razu, kiedy zobaczył swojego pana.

No quoi ty tu śpiewasz jak słowik, co? zaśmiał się Bartek, patrząc na kojec.

Kajtek machnął radośnie tyłem, patrząc na Bartka z delikatnym wyrzutem w oczach. Wiedział, że nie dał mu odpocząć, ale nie bez powodu. Zaraz znowu rzucił spojrzenie w stronę furtki i rozszczekał się na całego.

Bartek odruchowo odwrócił głowę i zdążył zauważyć jak coś szarego, drobnego przemyka w tempie błyskawicy. Szybko podbiegł do furtki, wyszedł na drogę i zobaczył zwykłego kota.

I ten kot miał taki wyraz twarzy bezczelny, pewny siebie, jakby wiedział, że jest królem świata.

A ty czego tu szukasz, kolego? zaśmiał się Bartek. Powiem ci po ludzku: lepiej tu nie biegaj, bo Kajtek on kotów nie znosi. Jak cię złapie, to

Kot skrzywił się z pogardą, a Bartek miał wrażenie, że nawet się uśmiechnął. Złapie mnie? można było wyczytać z jego spojrzenia On ledwo wyjdzie z kojca, a ja już będę po drugiej stronie płotu. Twój pies jest za gruby, mniej karm!

Bartekowi zrobiło się trochę przykro, jak ten podwórkowy kot tak sprytnie wyśmiał Kajtka.

Dalej, spadaj stąd! machnął ręką na kota, po czym wrócił na podwórko i zamknął furtkę.

I co myślisz? Posłuchał kot człowieka? Nie, jasne, że nie. Przeciwnie zaczął pojawiać się codziennie.

Chodził sobie po podwórku, przysiadał przy kojcu, pokazywał wszystkim, że tu rządzi i ma to w nosie. Kajtek mógł tylko szczekać na niego.

Bartek początkowo wybiegał, żeby przepędzić bezczelnego kota, ale wystarczyło, że wrócił do domu a kot jakby czekał na moment, znów się pojawiał.

Nie mógł Bartek nic na niego poradzić.

Po tej minikapitulacji kot zawsze czuł się jak car całego podwórka.

Raz nawet skradł kawał mięsa z psiej miski! A miska przecież stała w kojcu. Kajtek leżał zrezygnowany w kącie, a szary kot wykorzystał okazję.

Potem jeszcze demonstracyjnie wciągał ten kawałek, patrząc Kajtkowi prosto w oczy.

Bartek widział to na własne oczy. Zalała go fala oburzenia.

Tak to sobie wymyśliłeś mruknął Bartek pod nosem. No nic, zrobię ci z życia piekło! Pożałujesz, że zadzierasz z moim psem.

Bartek zdecydował, że na jakiś czas zostawi otwartą furtkę od kojca Kajtek będzie mógł w razie czego sam ją otworzyć i polecieć za kotem.

No i wtedy Może wreszcie zrobi porządek pomyślał Bartek.

Już miał dość tego kota. Kajtek zmęczony, sam Bartek zmęczony zero spokoju.

Ale tego dnia, kiedy Bartek i Kajtek czekali na nieproszonego gościa, szary kot się nie pojawił.

Może wyczuł coś, a może miał inne plany trudno powiedzieć. Bartek był trochę rozczarowany taki plan wymyślił, a tu lipa. Nie pojawił się ani w następnych dniach, ani przez cały tydzień.

Kajtek patrzył zdziwiony na swojego pana, a Bartek tylko wzruszał ramionami.

Może to i dobrze, że kot już nie przychodzi? uśmiechnął się Bartek. Teraz spokojnie, cicho

Ale, szczerze mówiąc, Bartek nieco kokietował.

Bo tak naprawdę Tęsknił za tym złośliwym kotem. Tak, brzmi to głupio ale tak właśnie było.

Kajtek też się przyzwyczaił do szczekania na swojego wroga. Do ciągłego oburzenia nad tym, co wyczyniał szary kot.

A teraz? Nuda.

Po kilku dniach Kajtek zaczął prosić pana, żeby sprawdził, czy gdzieś nie ma kota.

Jak prosić? Spojrzeniem. Podchodził, patrzył Bartkowi w oczy ten wszystko rozumiał.

Myślisz, że coś się stało naszemu szaremu rozbójnikowi? zamyślił się Bartek. W sumie, z takim charakterem łatwo wpaść w tarapaty. No dobrze, Kajtek, chodźmy na drogę, zobaczymy, czy jest gdzieś nasz szary.

Bartek otworzył furtkę, wyszedł na drogę, stanął przy swoim samochodzie i rozglądał się na boki.

Kajtek wyszedł za nim, kręcił wielką głową i mocno wciągał powietrze, chcąc wyczuć znajomy, drażniący go zapach kota.

Nie było łatwo zapach obornika z sąsiedniego podwórka zagłuszał wszystko.

Bartek przeszedł ulicą w jedną, potem w drugą stronę. Wrócił pod furtkę, już miał wołać Kajtka z powrotem.

No bo na serio ile można stać na ulicy, czekając na kota, który przez ostatnie dwa tygodnie dodawał im animuszu.

I właśnie gdy zamykał furtkę, nagle znieruchomiał. Coś dziwnego działo się niedaleko. Wyraźnie słychać było przerażający koci wrzask, a w oddali szczekanie.

Po minucie na drogę wpadł kot. Ten sam szary. Biegł całą swoją kocią energią po zakurzonej drodze gruntowej, utykając na jedną łapę. Za nim pędził pies.

I nie jakiś tam kundel, tylko prawdziwy arystokrata doberman, przyjezdny z miasta.

Bartek wiedział, czyj to pies. Co roku latem, czasem zimą, przyjeżdża rodzina z miasta ze swoim dobermanem. Tajemniczy kot próbował wywołać awanturę z nowoczesnym psem, tak jak robił z Kajtkiem, ale tym razem nie poszło mu tak łatwo.

Doberman najpewniej go ugryzł. Na szarym futrze kotka Bartek zauważył brązowe plamy.

I tak Bartek patrzył, jak kot ucieka w jego stronę zapomniał na chwilę o Kajtku.

Kajtek, nie czekając na pozwolenie, czego nigdy wcześniej nie robił, rzucił się w pogoń.

Kajtek! Dokąd lecisz?! wystraszył się Bartek, wyobrażając sobie, co stanie się z kotem. Złapało go od miasta, a teraz jeszcze jego pies go dokończy. Kajtek, stop!

Ale pies go nie słuchał. Rozpędził się i ruszył prosto na kota.

Kot zauważył to, stanął na środku drogi, przerażony.

Chyba zrozumiał, że jego beztroskie życie i zdrowie stoją na włosku dosłownie, na kocią sierść.

A potem? Sami wiecie. No wiadomo.

Kajtek zatrzymał się przy zszokowanym kotku, obwąchał go, a potem

potem jak lew czy niedźwiedź rzucił się na dobermana zaczął go gonić do końca ulicy. Na szczęście doberman miał refleks jak sprinter, zawrócił dosłownie w sekundę.

Gdyby nie to, na ulicy nie było psa, który mógłby stawić czoła Kajtkowi.

Kot wykorzystał zamieszanie i zniknął z pola widzenia. Bartek patrzył za swoim psem, nie zauważył, jak szary urwis zwiał. Wieczorem, gdy wyszedł nakarmić Kajtka, aż upuścił miskę kot był z powrotem. Żywy, zdrów, a w oczach wdzięczność. Położył łeb na psiej łapie i mruczał cicho. Kajtek spojrzał na pana tak, że Bartek wybuchnął śmiechem.

Wybacz, panie, ale go uratowałem, więc teraz muszę się nim opiekować już zawsze można było wyczytać w spojrzeniu Kajtka.

I to bynajmniej nie żart.

Kajtek rzeczywiście chciał być osobistym ochroniarzem szarego kota.

Pozwolił mu nawet jeść z psiej miski niespotykana wielkoduszność dla takiego twardziela! Ale jakoś szary kot znalazł drogę do psiego serca. Już nie wrogowie, tylko najlepsi kumple.

I jeśli myślisz, że historia na tym się kończy, to jesteś w błędzie.

Bartek zabrał kota do miasta, żeby weterynarz zobaczył jego ranę na łapie. Rana była poważna sama się nie zagoi. Weterynarz musiał zaszyć kota. Po takiej operacji szary kot został już u Bartka.

Bartek dbał o niego, Kajtek nie spuszczał go z oka, a jeszcze niedawno obaj chcieli go pogonić do granic powiatu. Tak bywa w życiu.

Kilka dni później pod furtką pojawiła się piękna młoda kobieta.

Kajtek chciał szczekać na nieznajomą, ale zrozumiał, że tylko ją wystraszy, więc tylko nieśmiało poszczekiwał. Bartek usłyszał, wybiegł z domu i

D-d-dzień dobry przywitał się z nieznajomą. Do mnie pani przyszła?

Kobieta pytała, czy Bartek nie widział szarego kota w okolicy.

Może wszedł na podwórko? Wie pan, mój kot jest bardzo bezczelny. Próbowałam zamykać go w domu, ale mój Tymek ciągle ucieka i włóczy się gdzie popadnie. W mieście tylko w mieszkaniu siedział, teraz przyjechałam do mamy po udarze kot jakby zwariował, nie może się naszaleć. Zawsze wracał na noc, myłam go, karmiłam, a ostatnio w ogóle go nie widzę nie wiem co myśleć.

Wie pani, chyba wiem, gdzie znajduje się pani Tymek uśmiechnął się Bartek. Zapraszam na podwórko, proszę się nie bać Kajtka, nic pani nie zrobi. Proszę wejść.

Do pana psa?! A po co?

Sama pani zobaczy.

Kobieta wahała się, ale Bartek miał szczery, dobry wzrok więc zdecydowała się zaufać. A gdy podeszła do Kajtka i zobaczyła, kto się przy nim ukrył, aż zabrakło jej tchu.

Tymek! Jak ty się tu znalazłeś?! Co ci się stało? wystraszyła się, widząc zabandażowaną łapę i bok kota. Popatrzyła na Bartka: czy pana pies go pogryzł?

O nie, absolutnie, Bartek zmieszał się. My, można powiedzieć, uratowaliśmy pani kota.

Od kogo uratowaliście?

Jeśli pani się nie śpieszy, mogę opowiedzieć całą historię. Zobaczy pani, jakie przygody miał.

Bartek wszystko opowiedział pani Oli (szybko się przedstawili), a ona długo się śmiała.

No nie, to trzeba mieć pecha Mój Tymek narozrabiał wam codziennie, a wy go uratowaliście.

Taki już ze mnie i Kajtka dobry duch Bartek uśmiechnął się. Ale teraz kotek wraca do zdrowia. I fizycznie, i psychicznie. Nareszcie jest grzeczny. Nie denerwuje ani mnie, ani Kajtka.

On zawsze był grzeczny To pewnie wiejski klimat tak na niego działa. Może obraził się, że rzadziej się nim zajmuję. Muszę opiekować się moją mamą, uczymy się chodzić na nowo. To trudny proces.

Zapraszam w odwiedziny, Bartek powiedział niepewnie. Razem z kotem.

Pomyślę, odpowiedziała zalotnie Ola.

A pół roku później cała wieś świętowała wesele Bartka i Oli. Tymek i Kajtek też byli, rzecz jasna. Nawet ten doberman, który kiedyś pogryzł kota, pojawił się.

Spojrzał na szarego kota, początkowo krzywo, ale kiedy spotkał wzrok Kajtka, udawał, że się pomylił. I taka właśnie historiaKajtek z Tymkiem zajęli honorowe miejsce przy stole, obaj w ozdobnych szarfach i z miskami pełnymi frykasów. Wśród śmiechu gości i zabawy, Bartek spojrzał na Olę w jej oczach tliła się wdzięczność, jakiej dawno nie widział. Kajtek pilnował kota, jakby był jego królewską własnością, a Tymek po raz pierwszy nie próbował uciekać ani rozrabiać. Wieczorem, gdy świętowanie ucichło, Bartek z Olą siedzieli przed domem, w blasku księżyca, a obok nich para zaciekłych wrogów spała spokojnie, wtulona w siebie bez reszty.

Bartek uśmiechnął się do Oli, po czym spojrzał na Kajtka i Tymka: Wiesz, życie czasem robi z nas nieprzewidywalnych sprzymierzeńców. Gdyby nie kot, nie byłoby tej historii. I ciebie, i mnie. Ola przytaknęła, ściskając Bartka za rękę.

Kajtek zerknął spod półprzymkniętych powiek i westchnął zadowolony. Tymek miauknął cicho, jakby chciał powiedzieć: To właśnie tu jest mój dom.

Od tej pory nie było już wrogów były tylko przyjaciele, którzy potrafili przemienić swoje codzienne utarczki w wielkie przygody. I wieś już zawsze pamiętała, że czasami najzacieklejszy wróg może stać się najwierniejszym towarzyszem a z nim przychodzą największe szczęścia.

Oceń artykuł
TwojaCena
Zaciekli wrogowie