Za trzy miesiące wychodzę za mąż za Krzysztofa.
Moja rodzina zawsze organizowała skromne wesela ślub, jedzenie, muzyka, tańce i tyle.
Ale w domu Krzysztofa istnieje osobliwy zwyczaj: na weselu panna młoda musi wznieść toast, w którym dziękuje rodzicom pana młodego i wręcza im symboliczny prezent za to, że przyjęli ją do rodziny.
Tylko panna młoda.
Pan młody nie.
Gdy jego mama mi o tym opowiedziała, pomyślałam, że to jakiś żart.
Wyjaśniła mi jednak, że tak jest od pokoleń: panna młoda dziękuje rodzicom pana młodego za otwarcie drzwi do rodziny.
Brzmiało to jak egzamin na członka rodziny.
Powiedziałam, że wolałabym, żebyśmy oboje wznieśli toast i podziękowali obu rodzinom.
Uśmiechnęła się półgębkiem i powiedziała, że to już nowoczesna fanaberia.
Na początku Krzysztof nie traktował tego poważnie.
Ale podczas następnej kolacji rodzinnej jego ojciec powiedział, że u nich ceni się tradycje.
Mama dodała, że nie chcą synowej, która wszystko ustawia od nowa.
Słowo chcą sprawiło, że poczułam się dziwnie… jakbym kandydowała do pracy.
Po powrocie do domu rozmawiałam z Krzysztofem.
Powiedziałam, że mogę podziękować, ale nie podoba mi się, że tylko ja mam się kłaniać, a on nie.
On odpowiedział, że to taki gest.
Zapytałam, czemu gest nie może być wzajemny.
Nie wiedział, co powiedzieć.
Powiedział tylko, że nie chce problemów z rodzicami.
Więc zaproponowałam inne rozwiązanie.
Żebyśmy razem wznieśli toast obu rodzinom i wręczyli prezent wszystkim rodzicom.
Dla mnie to nawet lepsze.
Gdy to zaproponowaliśmy, jego mama spoważniała.
Stwierdziła, że tradycja się rozmyje.
Ojciec dodał, że jeśli zacznę w ten sposób, potem będę chciała decydować o wszystkim.
Wtedy coś do mnie dotarło.
Nie chodziło o toast.
Chodziło o terytorium.
By sytuacja nie eskalowała, zaproponowałam, że możemy to zrobić prywatnie przed ślubem.
Ale mama Krzysztofa się nie zgodziła.
Stwierdziła, że musi być przed wszystkimi gośćmi, aby wszyscy widzieli szacunek.
I wtedy poczułam w sobie bunt.
Szanuję ludzi.
Ale nie wykonuję upokarzających gestów.
Krzysztof prosił, bym to zrobiła dla świętego spokoju, bo tak jest w wiosce jego ojca.
A ja powiedziałam coś, czego nigdy się nie spodziewałam przed ślubem:
Jeśli dla spokoju muszę zawsze ja ustępować to nie jest spokój.
To jest kontrola.
Teraz Krzysztof jest między mną a swoją rodziną.
Moja mama radzi, żeby nie zaczynać małżeństwa od konfliktu z teściami.
Najlepsza przyjaciółka mówi, że jeśli ustąpię teraz, potem będę ustępować w coraz gorszych sprawach.
A przyszli teściowie już opowiadają, że jestem konfliktowa i nieokazuję szacunku.
Dla mnie sprawa jest jasna.
Mogę podziękować, oczywiście.
Ale nie mogę zgadzać się na zasady, które obowiązują tylko mnie, bo jestem panną młodą.
I szczerze mówiąc
nie wiem, czy się mylę, odmawiając ślepego podążania za tą tradycją tak, jak oni chcą.
Press «Like» and get the best posts on Facebook ↓



