Z szanowanej nauczycielki matematyki stałam się służką dla starców. Mąż sponiewierał moją karierę!

Nie pisałam się na taką „karierę”. Z wybitnej nauczycielki matematyki upadłam tak nisko. A teraz mąż chce mi pomóc, ale stawia warunki! I to jakie!

 

Mieszkam w Niemczech od półtora roku. Na początku myślałam, że to nie potrwa długo, ale później znalazłam pracę, trochę przywykłam i tak żyję, a dni i miesiące mijają.

Odeszłam z domu, bo dowiedziałam się, że mój mąż ma inną kobietę. Chociaż kobietę, to za dużo powiedziane. Mój mąż poznał nastolatkę!

Pobraliśmy się młodo, miałam 18 lat, a Franciszek 20. Kochaliśmy się bardzo, ale oboje pochodziliśmy z biednych rodzin, więc mieliśmy problemy z mieszkaniem.

Na początku mieszkaliśmy w wynajętym mieszkaniu i tam urodził się nasz syn. Potem wspólnie kupiliśmy dwupokojowe, trochę większe od poprzedniego. Oboje byliśmy matematykami, tyle że ja uczyłam w szkole podstawowej, a mój mąż pracował na uniwersytecie. Kochaliśmy swoją pracę, chociaż często denerwowałam się, bo mąż więcej czasu spędzał tam ze studentami niż w naszym domu.

Myślałam, że życie w końcu się uspokoi, wychowaliśmy już syna, zadbaliśmy o to, by miał z czym pójść w dorosłe życie, pozostało nam tylko żyć szczęśliwie… Ale mój mąż znalazł sobie inną.

Sam mi o tym powiedział, bo chciał ode mnie rozwodu, żeby do niej pójść. Okazało się, że zawróciła mu w głowie młodziutka studentka.

 

Przeczytaj także: Zaprosiłam całą trójkę dzieci do siebie w niedzielę. Posiedzieli godzinę i nawet nie chcieli zaczekać na obiad

 

Byłam tak zdesperowana, że ​​spakowałam swoje rzeczy i po kilku dniach nie było mnie w domu. Rzuciłam wszystko – pracę, karierę, zostawiłam moich uczniów…

Wyjechałam do Niemiec, bo tu mieszkają moi dalecy krewni. Zresztą, znam dobrze język niemiecki, mogę powiedzieć, że władam nim komunikatywnie. Ale trudno było mi dostać dobrą pracę, zaczęłam opiekować się starszymi emerytami w ich domu. Płacili mi dobrze, ale dzień w dzień tęskniłam i nadal tęsknię za moim dawnym życiem. Tyle lat uczyłam dzieci, a teraz zmieniałam pampersy i podawałam leki. To nie jest dla mnie.

Przez półtora roku o moim mężu nie było żadnej wiadomości. A w moje czterdzieste piąte urodziny najpierw do mnie zadzwonił, złożył życzenia i zaczął prosić, żebym wróciła.

Z tą kobietą nic nie wyszło Franciszkowi – romans minął, a kiedy zaczęło się prawdziwe życie, zdał sobie sprawę, że się pomylił. Wiedziałam, że prędzej czy później przejrzy na oczy.

Nie mieliśmy czasu na rozwód, bo szybko wyjechałam wtedy za granicę i oficjalnie nadal jesteśmy mężem i żoną. Zaczął narzekać, że bardzo tęskni za czasami, kiedy byłam blisko, mówi, że jestem najlepsza i nikt nigdy nie będzie się ze mną równał. Obiecał mi, ze jak do niego wrócę, on wszystko załatwi i zacznę znów uczyć w szkole.

Nie bardzo wierzę w to jego nagłe opamiętanie, ale muszę wracać do domu, bo syn ma dziecko, proszą mnie, żebym poszła na chrzciny wnuka.

Teraz muszę podjąć decyzję – osiąść tu w pracy i na zawsze zakończyć ten etap mojego życia, czy jednak nie skreślać tylu lat małżeństwa i wybaczyć tę chwilę zapomnienia?

Bez męża i jego znajomości pewnie już do emerytury będę tutaj zajmowała się starymi ludźmi. Kusi mnie to, że mogłabym odzyskać dawne życie, ale z drugiej strony syn mówi, żebym sprawiła sobie taki prezent na urodziny i zaczęła wszystko od nowa. Tyle lat razem przeżyliśmy i może warto dać temu jeszcze jedną szansę…

 

Oceń artykuł
TwojaCena
Z szanowanej nauczycielki matematyki stałam się służką dla starców. Mąż sponiewierał moją karierę!