Wyszłam za mąż po raz pierwszy w wieku 50 lat. Myślałam, że znalazłam swoje szczęście, ale nie tak to sobie wyobrażałam.

Jestem jedną z tych kobiet, które późno wyszły za mąż. Niestety, nawet mój późny związek dobiegł końca.

Wszyscy nazywali mnie „kujonką”, bo bardzo lubiłam się uczyć. Skończyłam studia magisterskie i zostałam bibliotekarką. Jestem typem domatorki. Zawsze wolałam zostać w domu i poczytać książkę niż chodzić po imprezach.

Dwa lata temu przyjaciółka przedstawiła mnie mojemu przyszłemu mężowi. Miał 58 lat, był wdowcem, nie na siłę, ale szukał żony. Byłam 9 lat od niego młodsza. Sergiusz od razu przypadł mi do gustu. Był dobrze wychowanym, wykształconym człowiekiem, który interesował się poezją i literaturą. Zaczęliśmy się spotykać, a po kilku miesiącach poprosił mnie o rękę. Zgodziłam się, ponieważ od dawna chciałam mieć rodzinę. Zrobiliśmy mały remont mojego mieszkania i zamieszkaliśmy w nim razem, bo w mieszkaniu Sergiusza mieszkała jego córka z rodziną.

Szczerze mówiąc, nawet nie wiedziałam, co mnie czeka. Zawsze mieszkałam sama, a teraz wiele się zmieniło i to mnie denerwowało. Plamy na obrusie, ściągnięta narzuta na kanapie, porozrzucane skarpetki i wiele innych rzeczy, których nie zdołam wymienić… Drażniło mnie dosłownie wszystko. On czuł się jakby był w sanatorium, nie poczuwał się do żadnych obowiązków, a ja ciągle chodziłam i poprawiałam rzeczy po nim. Moja cierpliwość się skończyła, gdy Sergiusz zamiast naprawić kran, czekał, aż popsuje się jeszcze bardziej. Dopiero gdy zalało mieszkanie wezwał hydraulika.

Tego dnia zrozumiałam, że nie chcę dłużej tego znosić i cierpieć, bo jesteśmy dorośli, ale mamy inne przyzwyczajenia i oczekiwania. Wkrótce odbyliśmy rozmowę; jak się okazało jemu wszystko odpowiadało, bo zawsze żył na gotowym. Najpierw żona, a później córka, robiły wszystko za niego.

Jestem osobą spokojną, nie lubię kłótni, ale nie udało nam się dojść do pokojowego rozwiązania. Córka Sergiusza zaplanowała już swoje życie w mieszkaniu ojca, myśląc, że już zawsze będzie mieszkał ze mną. Przychodziła i często kłóciła się ze mną, sugerując, że jej ojcu należy się połowa mojego mieszkania. Latała po różnych adwokatach i radcach prawnych, żeby dowiedzieć się, na co może liczyć jej ojciec podczas rozwodu. Była bardzo niezadowolona, gdy każdy z nich mówił to samo, czyli że mieszkanie jest moim majątkiem przedmałżeńskim i jej ojciec nie ma do niego żadnych praw. Może jedynie zabrać rzeczy, które do niego wniósł. Dopiero po 3 miesiącach, gdy upewnili się, że nic im się nie należy, mąż zgodził się na rozwód, żądając oczywiście zwrotu prezentów, które od niego dostałam. Nic mnie nie kosztowało zwrócenie kosza na śmieci i zegarka. Oddałam mu także pieniądze za zakup farby do mieszkania, którą kupił podczas remontu. To niewielka cena za odzyskanie spokoju.

Ta historia dała mi do myślenia.
Czy po 50-ce można zbudować szczęśliwe życie rodzinne?

Oceń artykuł
TwojaCena
Wyszłam za mąż po raz pierwszy w wieku 50 lat. Myślałam, że znalazłam swoje szczęście, ale nie tak to sobie wyobrażałam.