Wynoś się z mojego mieszkania! – powiedziała mama — Wynoś się — powiedziała matka zupełnie spokojni…

Wyjdź z mojego mieszkania! powiedziała mama

Wyjdź powiedziała mama ze spokojem, który aż mnie zaskoczył.
Nie mogłam się nie uśmiechnąć, opierając się wygodniej o oparcie krzesła. Byłam pewna, że mama mówi do moje koleżanki.
Wyjdź z mojego mieszkania! Aneta odwróciła się do mnie.
Kasia, widziałaś post? koleżanka dosłownie wpadła do kuchni, nawet nie zdejmując płaszcza. Basia urodziła! 3400 gramów, 52 centymetry.

Wykapany ojciec, taki sam zadarty nos. Obiegłam już wszystkie sklepy, nakupiłam ubranek na zapas. Czemu jesteś taka smutna?

Gratuluję, Aneta. Bardzo się cieszę Kasia podniosła się, żeby zrobić herbatę. Siadaj, ściągnij płaszcz, odpocznij.

A gdzie tam, nie mam czasu siadać Aneta przysiadła jedynie na brzegu krzesła. Tyle spraw do ogarnięcia. Basia taka dzielna, wszystko załatwi sama, ciężko pracuje.

Jej mąż to złoto, mieszkanie na kredyt kupili, właśnie wykańczają. Jestem dumna z mojej dziewczyny. Dobrze ją wychowałam!

Kasia bez słowa postawiła filiżankę przed przyjaciółką. Dobrze? Gdyby tylko Aneta wiedziała

***

Dokładnie dwa lata temu Basia, córka Anety, przyszła do mnie bez zapowiedzi, z całymi zapuchniętymi oczami, trzęsącymi się dłońmi.

Ciociu Kasiu, tylko nie mów mamie. Błagam! Ona tego nie wytrzyma! płakała Basia, ściskając w rękach mokrą chusteczkę.

Basia, uspokój się. Powiedz mi wszystko. Co się stało? wtedy naprawdę się przestraszyłam.

Ja w pracy Basia pociągnęła nosem. Ktoś koleżance zginął portfel z pieniędzmi. Dwa i pół tysiąca złotych.

A z kamer wynika, że byłam w biurze, kiedy nikogo nie było. Ja nie wzięłam tych pieniędzy, ciociu Kasiu. Przysięgam!

Ale powiedzieli: albo oddaję do jutra wszystkie pieniądze, albo idą na policję.

Mają świadka, który niby widział, jak chowam portfel.

To podstęp, ciociu Kasiu! Ale kto mi uwierzy?

Dwa i pół tysiąca? zmarszczyłam brwi. A nie mogłaś do taty pójść?

Byłam! Basia rozpłakała się na nowo. Powiedział, że sama sobie winna, że nie złamie sumienia dla takiej sieroty.

Powiedział: Idź na policję, tam cię nauczą życia.

Nawet nie wpuścił mnie do mieszkania, krzyczał przez drzwi.

Ciociu Kasiu, nie mam do kogo pójść. Mam tylko tysiąc złotych odłożone, brakuje mi półtora.

A Aneta? Czemu jej nie powiesz? Przecież to twoja mama.

Nie! Ona mnie zabije. Całe życie powtarza, że ją tylko kompromituję, a tu jeszcze kradzież

Pracuje w szkole, wszyscy ją znają.

Proszę, pożycz mi półtora tysiąca, błagam! Będę oddawać po dwieście-trzysta co tydzień. Już znalazłam inną pracę!

Proszę ciociu Kasiu!

Aż serce mi się ścisnęło nad tą dziewczyną. dwadzieścia lat, a taka historia na starcie

Ojciec ją odprawił, matka rozszarpie z nerwów

Kto nie popełnia błędów? pomyślałam.

Basia cały czas płakała.

Dobrze powiedziałam dosyć ciężko. Mam odłożoną taką kwotę. Chciałam na dentystę, ale zęby mogą poczekać.

Obiecaj tylko, że to ostatni raz. I nie powiem twojej mamie, skoro tak się boisz.

Dziękuję! Dziękuję, ciociu Kasiu! Ratujesz mi życie! Basia rzuciła mi się na szyję.

W pierwszym tygodniu faktycznie przyniosła dwieście złotych. Ucieszona, zapewniała mnie, że wszystko się poukładało, nie będzie sprawy na policji, a w nowej pracy układa się świetnie.

A potem potem przestała się odzywać. Miesiąc, dwa, trzy. Widziałam ją jedynie u Anety w święta, ale Basia udawała, jakbyśmy się ledwie znały sztywne dzień dobry i tyle.

Nie naciskałam. Myślałam:

Jest młoda, wstydzi się, więc ucieka.

Uznałam, że półtora tysiąca nie jest warte zniszczonej wieloletniej przyjaźni z Anetą. Spisałam ten dług na straty i zapomniałam.

***

Słyszysz mnie w ogóle? Aneta zamachała mi przed twarzą. O czym tak rozmyślasz?

E tam, o swoich sprawach szybko się wykręciłam.

Słuchaj Aneta ściszyła głos. Wczoraj spotkałam Kingę, no tę naszą starą sąsiadkę. Zaczęła się wypytywać o Basię, czy oddała już wszystkie długi. Nie zrozumiałam, o czym mówi.

Powiedziałam, że Basia to samowystarczalna, sama zarabia. Kinga tylko się krzywo uśmiechnęła i poszła.

Nie wiesz, Basia była jej coś winna?

Poczułam, jak wszystko się we mnie spina.

Nie wiem, może jakieś drobne pożyczyła.

Dobra, lecę już. Muszę jeszcze do apteki. Aneta cmoknęła mnie w policzek i wyszła.

Wieczorem nie wytrzymałam. Znalazłam numer do Kingi i zadzwoniłam.

Kinga, cześć, tu Kasia. Słuchaj o czym mówiłaś dzisiaj Anetce? Jakie długi?

Po drugiej stronie ciężki oddech.

Jasne, Kasiu Myślałam, że już dawno wiesz. Przecież jesteście z nimi blisko.

Dwa lata temu Basia do mnie przybiegła, zaraz po tej historii w pracy. Cała zapłakana, bezradna. Prosiła, żeby tylko mamie nie mówić powtarzała, że jej serce nie wytrzyma.

Pożyczyłam jej półtora tysiąca, obiecała, że po miesiącu odda. I zniknęła…

Ścisnęłam telefon w dłoni.

Dokładnie półtora tysiąca? dopytywałam.

Tak. Powiedziała, że dokładnie tyle jej brakuje. Po pół roku przyniosła pięćdziesiąt złotych i znowu przepadła.

Potem dowiedziałam się od Ewy, tej z trzeciego piętra, że Basia jej opowiedziała tę samą historię.

Ewa dała jej dwa tysiące.

A jeszcze pani Barbara, ich była wychowawczyni, też pożyczyła Basiie pieniądze na ratunek. Aż dwa i pół tysiąca.

Zaraz usiadłam ciężko na sofie. Chcesz powiedzieć, że wszystkim opowiadała to samo? Tę samą historię?

Dokładnie tak głos Kingi spoważniał. Dziewczyna wzięła myto od wszystkich przyjaciółek matki. Po półtora, dwa tysiące, bo wiedziała, że jej ulegną.

Wymyśliła kradzież, żeby wzbudzić litość. Lubimy Anetę, więc nikt nie chciał jej martwić.

A Basia wybrała się za te pieniądze, chyba do Egiptu miesiąc później wrzucała zdjęcia z wyjazdu.

Ja też jej dałam półtora tysiąca powiedziałam cicho.

No widzisz westchnęła Kinga. Jesteśmy takich co najmniej z pięć. To już nie wypadek młodości, Kasiu. To zwyczajna manipulacja. A Aneta ślepo dumna z córki A córka złodziejka!

Odłożyłam telefon z szumem w głowie. Pieniędzy nie żałowałam już dawno je spisałam na straty.

Ale aż mnie skręcało, kiedy zrozumiałam, jak cynicznie i metodycznie dwudziestolatka wykorzystała zaufanie dorosłych kobiet.

***

Następnego dnia poszłam do Anety. Nie chciałam afery, chciałam tylko spojrzeć Basi w oczy.

Akurat wróciła z dzieckiem ze szpitala, a remont w ich mieszkaniu jeszcze trwał, więc mieszkała u mamy.

O, ciocia Kasia! Basia powitała mnie sztucznym uśmiechem. Proszę, wejdź, napijesz się herbaty?

Aneta coś gotowała przy kuchni.

Kasiu, siadaj, czemu nie zadzwoniłaś! zawołała.

Usiadłam naprzeciw Basi.

Basiu zaczęłam spokojnie. Wczoraj spotkałam się z Kingą, Ewą i panią Barbarą. Cały wieczór rozmawiałyśmy. Założyłyśmy coś w rodzaju klubu poszkodowanych.

Basia zesztywniała, zbladła, zerknęła na matkę.

O czym ona mówi? Aneta się odwróciła.

Basia doskonale wie o czym. Pamiętasz, Basiu, tę niefajną historię sprzed dwóch lat?

Gdy prosiłaś mnie o półtora tysiąca? Kingę też? Ewie dwa tysiące, a pani Barbara dała ci dwa i pół.

Wszystkie myślałyśmy, że tylko jednej z nas zdradziłaś swoją tajemnicę. Wszystkie ratowałyśmy ciebie przed więzieniem.

Ręka Anety z czajnikiem zadrżała, wrzątek syknął na kuchence.

Jakie dwa i pół tysiąca? Aneta ostrożnie odstawiła czajnik. Basiu? O czym ona mówi? Pożyczałaś pieniądze moim koleżankom? Nawet pani Barbarze?!

Mamo, to nie tak Ja prawie wszystko oddałam

Nic nie oddałaś, Basiu przerwałam. Przyniosłaś mi dwieście złotych na otarcie łez i zapadłaś się pod ziemię.

Wyciągnęłaś z nas wszystkich blisko osiem tysięcy na wymyśloną historię. Milczałyśmy, żeby Cię nie martwić.

Ale teraz uważam, że trzeba było chronić nas, a nie twoją godność.

Basia, spójrz mi w oczy. Naciągnęłaś moje przyjaciółki na pieniądze?! Wymyśliłaś kit o kradzieży, żeby okraść nasze towarzystwo?

Mamo, ja bardzo potrzebowałam pieniędzy na przeprowadzkę! wybuchła Basia. Nie daliście mi nic, tata się wypiął, a ja musiałam zacząć nowe życie!

To tylko pieniądze, nie zabrałam im ostatnich oszczędności!

Ogarnęło mnie obrzydzenie. Więc oto cała prawda

Wszystko jasne, Aneta. Przepraszam, że teraz ci to powiedziałam, ale nie mogę tego dłużej kryć.

Nie chcę przyzwalać na takie coś. Traktowała nas jak idiotki!

Aneta usiadła ciężko przy stole, drżącymi dłońmi oparła się o blat.

Wyjdź rzuciła ze spokojem.

Basia znów się uśmiechnęła, przekonana, że to do mnie.

Wyjdź z mojego mieszkania! Aneta zwróciła się do córki. Weź swoje rzeczy i idź do męża. Nie chcę cię tu więcej!

Basia zbladła:

Mamo, mam dziecko Nie mogę się denerwować!

Nie masz już matki, Basiu. Matka była przy tej uczciwej dziewczynie, którą kiedyś kochałam. Ty jesteś złodziejka.

Pani Barbara Boże, ona przez dwa lata pytała mnie, co u ciebie, i nie pisnęła ani słowa Jak mam jej teraz spojrzeć w twarz?

Basia chwyciła torebkę, rzuciła w kąt ręcznik.

Udławić się możecie swoimi pieniędzmi! wykrzyczała. Stare lampucery!

Wpadła do drugiego pokoju, złapała dziecko i wybiegła.

Aneta osunęła się na krzesło, zakryła twarz dłońmi. Zrobiło mi się strasznie przykro.

Przepraszam, Aneta

Nie, Kasiu to ja powinnam przeprosić. Bo wychowałam kogoś takiego. Miałam ją za niezależną, a ona Boże, co za wstyd

Pogładziłam ją po ramieniu, a Aneta rozpłakała się jak dziecko.

***

Po tygodniu mąż Basi, blady i przygaszony, odwiedził wszystkie wierzycielki, przepraszał, nawet nie patrząc w oczy. Obiecał, że wszystko odda.

I rzeczywiście, zaczęliśmy dostawać przelewy dwa i pół tysiąca dla pani Barbary Aneta oddała sama.

Nie czuję się winna. Oszustka musi ponieść konsekwencje. Nieprawdaż?

Oceń artykuł
TwojaCena
Wynoś się z mojego mieszkania! – powiedziała mama — Wynoś się — powiedziała matka zupełnie spokojni…