Wyjechałam za chlebem i prawie skończyłam na ulicy. Z emigracji zamiast pieniędzy przywiozłam same kłopoty

Jechać do obcego kraju z tak słabą znajomością angielskiego? To nierozsądny pomysł, ale w końcu miałam pracować w fabryce razem z innymi Polakami, więc co może się stać? Och, gdybym tylko wiedziała, co mi grozi…

 

– Mamo, na pewno chcesz to zrobić? Wiesz doskonale, jak trudno jest Ci wyjść z domu, wiecznie tylko robisz coś na ogródku, a podróżowanie tak daleko to zawsze ryzyko. Zastanów się jeszcze raz – upominał mnie syn. – Nie chcę, żebyś po trzech dniach żałowała i dzwoniła, że chcesz wracać.

– Kiedyś tak bardzo chciałam wyjechać, bo nie było nas na nic stać. Ale byłeś mały, nie mogłam zostawić Cię samego. Teraz jest dobry moment, chcę pojechać i ułatwić nam życie. Taka okazja może się już więcej nie powtórzyć, za parę lat zdrowie będzie już nie to.

– Rób jak uważasz, ale pamiętaj, że Ci odradzałem… – mruknął sceptycznie, kręcąc głową.

 

Przeczytaj także: Córka chce, żebym zajmowała się jej dzieckiem. No to podałam jej konkretne ceny i wystawiłam rachunek!

 

Znalazłam w Internecie ogłoszenie o pracy w Holandii. Nie znałam języka, ale aż oczy mi się zaświeciły, że mogłabym zarobić i pomóc synowi. On miał na głowie kredyt hipoteczny na mieszkanie, pożyczkę na samochód… Nie wiodło mu się finansowo dobrze, a mnie aż serce się krajało, że nie mam jak mu pomóc. I tak dopięłam swego. Wysłałam wszystkie papiery, załatwiłam formalności i pojechałam.

Nikogo tam nie znałam, mówić tez nie potrafiłam, więc jak chciałam nawet coś kupić, to musiałam wszystko tłumaczyć albo pokazywać na zdjęciach. Pierwszy tydzień minął mi bardzo źle, Polak dla Polaka był tam wrogiem. Na początku nie szła mi praca, myślałam że z czasem się wdrożę, ale moje rodaczki tylko patrzyły z boku i jak tylko coś zrobiłam źle, od razu szły na skargę. Któregoś dnia poszłam na przerwę, a jedna z kobiet do mnie podeszła i powiedziała, że jest jakaś awaria na linii produkcyjnej i mam przerwę wydłużoną do godziny. Ucieszyłam się, ale jak wróciłam na stanowisko, to okazało się, że o żadnej dłuższej przewie nie było mowy. Podłość ludzka nie zna granic!

Nie wytrzymałam jak jedna z lokatorek oskarżyła, że jej ukradłam pieniądze z pokoju. Nie miałam żadnych dowodów, by wytłumaczyć jej, że nie jestem winna. Fakt, tego dnia jedyna byłam w mieszkaniu jak inne dziewczyny poszły do pracy, a pokoje miałyśmy nie zamykane na klucz… Co miałam zrobić, obiecałam że oddam jej te 500 euro, chociaż nie wzięłam ani centa!

To był szczyt wszystkiego. Spakowałam się i poprosiłam jedną z kobiet w mieszkaniu, żeby kupiła mi bilet lotniczy na drugi dzień do Polski. Dałam jej pieniądze, a ona wręczyła mi wydrukowaną kartkę papieru. Marzyłam już tylko by wrócić do domu, a na lotnisku okazało się, że to żaden bilet, a jakaś fałszywka. Niczego nie rozumiałam, dobrze że spotkałam młodego chłopaka, to on wszystko za mnie przetłumaczył i rozmawiał z pracownikami. I tak zostałam bez pieniędzy i bez języka w obcym państwie.

Miałam Internet w telefonie, więc spróbowałam połączyć się z synem. Jakie to szczęście, bo co ja bym wtedy zrobiła? Wylądowałabym na ulicy, bez grosza przy duszy. Całą noc przepłakałam nad podłością ludzką. Czy ja chciałam zrobić coś złego? Ja tylko marzyłam o tym, by nam się lepiej żyło, chciałam pracować i dostać za to uczciwie wynagrodzenie.

Oceń artykuł
TwojaCena
Wyjechałam za chlebem i prawie skończyłam na ulicy. Z emigracji zamiast pieniędzy przywiozłam same kłopoty