Wyimaginowana przyjaciółka

Wyimaginowana przyjaciółka

Przy Zosi od trzech dni kręciło się mnóstwo uczniów. Dziewczynka zasłynęła w całej szkole jako prawdziwa wróżka i psycholożka. Każdy pragnął skorzystać z jej mądrości. Zaczepiali ją pod toaletą, dosiadali się do niej w stołówce, przynosili czekoladki, zeszyty z zadaniami domowymi i inne podarki, których ona z jakiegoś powodu raczej nie przyjmowała.

Podoba mi się Tadek z 5b. Jak myślisz, będziemy razem rodzinę mieli? zamyślona pytała koleżanka Aniela.

Nie radzę. Ten Tadek tylko z pozoru taki porządny, a tak naprawdę dłubie w nosie i zjada to, co znajdzie Z jedzeniem problemów nie będzie, ale poza tym całe życie się do niczego nie dorobi. żując drożdżówkę i popijając herbatę, odpowiedziała Zosia.

Fuj, obrzydliwe! A Franek? Ma same piątki i uczy się na gitarze grać znowu się rozmarzyła Aniela.

Franek znęca się nad kotami. Przywiązuje puszki do ogonów i goni je po podwórkach. Okrutny będzie i pewnie zacznie pić.

Czemu tak sądzisz? zapytała z niedowierzaniem Aniela.

A widziałaś kiedyś trzeźwego gitarzystę? Poza tym, na takie rzeczy masz jeszcze czas, żyj dla siebie chłopaki nie uciekną. Lepiej popraw matematykę i przestań obgryzać paznokcie, bo pasożyty się zalęgną.

Nie mam przyjaciół. Wszyscy mówią, że jestem gruby i nigdzie mnie nie zapraszają poskarżył się Paweł z 4c, odsuwając zakochaną piątoklasistkę tak, że ta przejechała po ławce na drugi koniec stołu.

W środę zaczynają zapisy na judo. Zgłoś się do nauczyciela wuefu. Może nie schudniesz, ale już nikt cię nie będzie wyzywać. A swoją przyszłą żonę lepiej traktuj!

Zosia wstała od stołu i zaniosła tackę do okienka.

Zosiu, co sądzisz lepiej zapisać się na kurs prawa jazdy w tym roku czy może w przyszłym? niby przypadkiem zagadnęła geografka obok zmywaka.

Pani Elżbieto, żeby jeździć, trzeba mieć samochód, a pani ma tylko ojcowskiego poloneza. Różnica jest oczywista?

Chyba tak bąkała nauczycielka.

Zosia przewróciła oczami, umyła ręce i dodała:

Sprzedajcie tego grata, za pieniądze kupcie rower i krótkie spodenki, za dwa miesiące i tak będzie panią ktoś do pracy podwoził. A w ogóle najlepiej wziąć kredyt hipoteczny teraz są niskie oprocentowania, a mieszkanie z rodzicami w wieku trzydziestu pięciu lat to mówię z doświadczenia.

Pod osłupiałym wzrokiem nauczycielka opuściła stołówkę, a Zosia ruszyła do swojej klasy na zajęcia techniczne.

Przez czterdzieści minut, kiedy jej koleżanki uczyły się rysować wykroje i nawlekać igłę na maszynie, Zosia zdążyła zaszyć przyniesione z domu spodnie, zwęzić spódnicę i szydełkiem zrobić parę skarpetek, które wręczyła nauczycielce techniki, mówiąc, że w ciąży trzeba trzymać nogi w cieple. Nauczycielka natychmiast wzięła zwolnienie i pobiegła do apteki po test. Na drugi dzień cała klasa zajadała się pysznym tortem czekoladowym, którym podziękowała Zosi.

W domu była również niezwyczajna. Skrzyczała mamę za kupiony w sklepie mielony i sama ulepiła pierogi. Wieczorem, zamiast oglądać YouTubea, wzięła się za Trzech muszkieterów i szeptała z kimś pod nosem. Ojciec zerkał na nią zza laptopa, a Zosia zganiła go, że się garbi. Ogólnie lepiej by zrobił, gdyby wytrzepał dywan, zamiast siedzieć na podejrzanych stronach.

Po szkole zaczęły krążyć różne plotki, nauczyciele wszczęli alarm i domagali się interwencji psychologa. Został wyznaczony termin rozmowy. W środku dnia zebrało się całe grono pedagogiczne, z dyrektorem na czele.

Zosiu, powiedz mi, czy ktoś cię w szkole krzywdzi? rozpoczął pytania psycholog z modną brodą i w okularach.

Krzywdzi mnie fakt, że na szkołę dostała sporo pieniędzy, a do sali gimnastycznej kupiono tylko starego kozła i dwa metry liny.

Wszyscy odwrócili się w stronę dyrektora, który nagle musiał wyjść otwartym oknem.

Nie masz przyjaciół?

Przyjaźń jest pojęciem względnym mruknęła Zosia, bawiąc się warkoczykami. Dziś biegacie razem po przerwie, a jutro twoja koleżanka zmywa u ciebie naczynia, kiedy ty rozliczasz się z podatku.

Zaraz, jakich podatków, jakiego zmywania naczyń? Kto ci takich rzeczy naopowiadał?

Moja przyjaciółka.

No i tu jest źródło problemów! Możesz ją tu zaprosić?

Ona tu jest odpowiedziała Zosia całkiem spokojnie, co wprawiło wszystkich w lekki szok.

Nie widzimy jej. Jak się nazywa?

Apolonia Pawłowna.

Ile ma lat?

Siedemdziesiąt.

Co jeszcze ci mówi?

Że zęby trzeba myć od dziąsła, że pies sąsiada nie jest zły, tylko przestraszony i głodny, że rodziny nie wolno zaniedbywać. I że przez ostatnie pięć lat źle wyliczano pani podatek od nieruchomości trzeba pójść do urzędu i poprosić o przeliczenie według cen rynkowych, bo dotąd liczono według wyceny gminnej.

Psycholog wszystko zapisał, a ostatnie zdanie nawet podkreślił dwa razy.

Na koniec za pomocą szkolnego radiowęzła zadzwoniono do rodziców.

Chwileczkę! krzyczał przejęty ojciec do słuchawki. Tak miała na imię moja mama! Umarła dziesięć lat temu!

W pokoju rozległy się westchnienia i szeptane modlitwy.

No właśnie, minęło dziesięć lat, a nikt jej nawet nie odwiedza. Wszędzie trawa po pas, płotek ledwo stoi burknęła z żalem Zosia.

No, ja chciałem, tylko jakoś nigdy nie było czasu mamrotał do mikrofonu ojciec.

Spotkanie dobiegło końca.

Następnego dnia cała rodzina pojechała na cmentarz. Zosia nigdy nie widziała babci, znała ją tylko z krótkich wspomnień ojca. Grób odnaleźli po dłuższych poszukiwaniach to pole marmurowych płyt kiedyś było lasem sosnowym.

Dziewczynka przyniosła bukiet żółtych tulipanów i włożyła je do naciętej plastikowej butelki. Ojciec naprawił ogrodzenie, mama wyrwała trawę.

Tato, babcia mówi, że jesteś dobrym człowiekiem, tylko cały toniesz w tej pracy i internecie dlatego nie masz na nic czasu, nawet na mnie.

Ojciec spłonął rumieńcem i kiwał głową ze zrozumieniem.

Powiedz jej, że obiecujemy poprawę pogłaskał córkę po głowie, a potem wyblakłe zdjęcie na nagrobku.

Teraz już jest spokojna i nie będzie mnie odwiedzać, choć bardzo za nią będę tęsknić. Była taka dobra, wesoła i mądra.

Prawda. Babcia miała serce na dłoni i przejrzała każdego. Coś jeszcze ci powiedziała?

Tak. Powiedziała, że twoja dieta ogórkowa to zupełna bzdura. Jak chcesz schudnąć idź na siłownię. Powiedziała też, że konto walutowe było głupim pomysłem trzeba dokładnie sprawdzać wszystko przed takimi decyzjami. A co do tego taniego betonu, który zamawiałeś pod fundament altanyTata zaśmiał się cicho, a potem przysiadł na kamieniu obok grobu, tak jakby chciał posiedzieć z dawną mamą jeszcze przez chwilę. Mama wyjęła z torebki drożdżówkę i podzieliła ją między siebie, Zosię i ojca tak jak dawniej na spacerach z babcią, choć Zosia znała te tylko z opowieści.

Wiesz, Zosiu powiedział tata zamyślonym głosem, patrząc na żółte tulipany, które połyskiwały w popołudniowym słońcu , może warto czasem słuchać tych, którzy są blisko nawet jeśli widzą więcej, niż nam się wydaje.

Dziewczynka skinęła głową. Przez chwilę na cmentarzu panowała cisza, do której dołączył świergot ptaków i szelest liści. Zosia zamknęła oczy i przez moment poczuła, że ktoś ciepły chwyta ją za rękę zupełnie jakby Apolonia Pawłowna była tuż obok.

W domu tego dnia było jakoś cieplej i jaśniej. Mama wypiła herbatę bez pośpiechu, tata odłożył laptop na bok i zaproponował wspólny spacer. Zosia, pierwszy raz od dawna, odrobiła lekcje bez narzekania, a wieczorem usiadła z rodzicami przy stole i zaczęli razem układać stare rodzinne fotografie.

Od tamtej pory Zosia jeszcze długo czuła, że babcia czuwa nad nimi niekiedy w snach, niekiedy w cichym szeleście drzwi albo zapachu świeżo pieczonego chleba.

A gdy ktoś w szkole pytał Zosię o radę, zamiast od razu dawać odpowiedzi, uśmiechała się tylko tajemniczo i mówiła: Każdy z nas ma swojego niewidzialnego przyjaciela. Trzeba tylko w porę się rozejrzeć albo posłuchać, co nosi się w sercu.

I wtedy nawet najtrudniejsze pytania wydawały się odrobinę prostsze.

Oceń artykuł
TwojaCena
Wyimaginowana przyjaciółka