Wydawało się, że mam szczęście z przyszłą synową. Jednak przed ślubem odstawiła taki cyrk…

Przed ślubem mojego syna miałam prawdziwą huśtawkę emocji zaserwowaną przez jego przyszłą żonę. Zawsze wydawało mi się, że mam szczęście z przyszłą synową, ale to, co się wydarzyło… Na słowo „ślub” do dziś mam ciarki.

Była taka pewna siebie, że dała mi upoważnienie do zadecydowania jak posadzić gości i kazała samej mi wybrać dekoracje ślubne do kościoła. No cóż, znałam się nieco na kwiatach, więc z tego akurat bardzo się cieszyłam.

Byłam na wielu weselach w swoim życiu i zawsze obserwowałam, że rodziny siedzą ze swoimi rodzinami. Tak sobie pomyślałam, że przecież teraz wszyscy będziemy już jedną rodziną, więc czemu nie przemieszać gości panny młodej i pana młodego? Chciałam, żebyśmy się wszyscy lepiej poznali i zaprzyjaźnili, a nie siedzieli tylko w swoim gronie. Wydawało mi się to logiczne…

Ale tego dnia, kiedy moja przyszła synowa dowiedziała się, że jej rodzina nie siedzi razem, tylko w połączeniu z naszą, to zaczęło się prawdziwe piekło. Była wściekła i oburzona moim pomysłem. Musiałam błyskawicznie działać, bo jej zdanie przecież było najważniejsze, ale zupełnie zapomniała, że dała mi wolną rękę.

 

Przeczytaj także: Nasze dzieci podbierają nam z konta pieniądze. Myślą, że jesteśmy starzy, to i o niczym nie mamy pojęcia

 

Najgorsze jednak nadeszło, kiedy pokazałam jej zdjęcia przyozdobionego kościoła. To była totalna katastrofa! Okazało się, że nie chciała białych i fioletowych maleńkich bukietów, wolała duże tulipany albo róże… Mówię: dziewczyno, skąd ja Ci wezmę o tej porze tulipany?! Miałam tylko dwie godziny do ceremonii, a musiałam zorganizować wielką akcję odwoływania i zdejmowania dekoracji, bo damulka nie była zadowolona.

Wiecie co, może ja jestem starej daty, ale uważam, że jak się komuś przekazuje jakieś zadania, to później się nie wybrzydza i nie kręci nosem… Szczególnie że poświęciłam na to dużo czasu i sama opłaciłam wszystkie dekoracje. Tak się nie robi, bo to zwykła podłość i brak kultury, moim zdaniem.

Myślałam nawet, że może ten ślub się nie odbędzie, bo non stop miała jakieś humory. Na szczęście, mimo wszystko, wzięli ślub, ale ja wyszłam z wesela po godzinie. Miałam serdecznie dość tych przygód, nerwów i ciągłego biegania. Byłam zmęczona tym wszystkim, szczególnie że synowa patrzyła na mnie takim wzrokiem, jakbym jej jakąś krzywdę zrobiła.

Minęły już dwa miesiące, a ja nawet z nią nie rozmawiałam. Wiem, może powinnam była jako pierwsza podejść do niej, porozmawiać, może wyjaśnić, ale nie mogę zapomnieć goryczy z tamtego dnia. Może to moja duma, ale nie umiem się zmusić.

Zastanawiam się, czy mam rację… Może byłoby lepiej, gdybym jako pierwsza się odezwała?

Oceń artykuł
TwojaCena
Wydawało się, że mam szczęście z przyszłą synową. Jednak przed ślubem odstawiła taki cyrk…