Wyczekiwana wnuczka
Pani Antonina Zawadzka z uporem dzwoniła do syna, który właśnie wypłynął w kolejną dalekomorską podróż. Ale sygnału nie było.
Oj, narobiłeś ty zamieszania, synku! westchnęła rozemocjonowana i znowu wybrała ten znajomy numer. Ile by nie dzwoniła, nic to nie zmieni połączenia nie będzie, dopóki nie dotrze do najbliższego portu. A to może potrwać. A tu takie rzeczy się dzieją!
Pani Antonina już drugą noc nie mogła zmrużyć oka co to się nawyrabiało przez jej syna!
* * *
Ta opowieść zaczęła się parę ładnych lat temu, gdy Mirek jeszcze nawet nie myślał o pracy na statkach. Syn już był dorosłym facetem, ale z kobietami mu zwyczajnie nie wychodziło każda mu nie pasowała! Antonina z bólem patrzyła, jak kolejno rozsypują się jego związki z dziewczynami, jej zdaniem całkiem sympatycznymi i porządnymi.
Ty masz nieznośny charakter, Mirku! mówiła mu. Wszystko ci nie odpowiada! Która kobieta wytrzyma twoje wymagania?
Nie rozumiem twoich żali, mamo. Chcesz mieć synową, byleby była, a co to za człowiek, to już wszystko jedno?
A skąd! Ważne, żeby cię kochała i była porządna!
Syn milczał znacząco, a Antoninę to tylko drażniło. Jak to tak syn, którego wychowała, który płakał jej kiedyś w ramionach, teraz twierdzi, że zna życie lepiej niż ona? Kto tu jest starszy?
A czym ci się nie spodobała Bożenka? wybuchała czasem.
Mówiłem już.
No dobrze Bożenka była złym przykładem, ale Antonina nie zamierzała się poddać w tej dyskusji. Powiedzmy, jak mówisz, że cię oszukała. Choć przecież…
Mamo! Naprawdę nie musimy roztrząsać tego. Bożena nie jest tą, z którą chciałbym spędzić życie.
A Marzena?
Też nie.
A Iwona? Cicha, rodzinna dziewczyna zawsze pomagała, pytała czy czegoś nie trzeba.
Była bardzo miła, masz rację. Ale okazało się, że nigdy mnie nie kochała.
A ty ją?
Może też nie.
No a Jagoda?
Mamo…
No co mamo? Tobie się po prostu nie da dogodzić! Ciągle tylko dziewczyny zmieniasz. Powinieneś się w końcu ustatkować, założyć rodzinę, dzieci mieć!
Skończmy tę bezsensowną rozmowę! Mirek zwykle się wtedy poddawał i wychodził.
A wdał się w ojca, taki drobiazgowy i uparty! myślała Antonina z irytacją.
Czas mijał, dziewczyny się zmieniały, a marzenie Antoniny o szczęściu syna i pojawieniu się wnuka nie spełniało się. Aż w końcu Mirek postanowił zmienić pracę spotkał dawnego kolegę i poszedł za jego przykładem na statki. Antonina próbowała go odwodzić.
Synu, to świetna okazja! Wiesz, ile zarabiają marynarze? U nas w domu niczego nie zabraknie!
Co mi po pieniądzach, jak cię na oczy nie będę widzieć! Wolałabym, żebyś rodzinę założył!
Rodzinę też trzeba utrzymać. Póki co, trzeba wykorzystać wiek i zarobić. Potem już nie wypłynę, zostanę na miejscu, jak dzieci się pojawią.
Mirek faktycznie dobrze zarabiał. Po pierwszym rejsie zrobił remont, po drugim założył konto i dał matce kartę.
Masz, żebyś niczego sobie nie odmawiała!
Ja i tak niczego nie potrzebuję! Poza wnukami, bo czas leci, a ja się starzeję!
Przestań, do emerytury ci daleko! śmiał się syn.
Antonina prawie nie ruszała tych pieniędzy. Miała skromną emeryturę i wystarczało jej na życie. Niech sobie są, potem Mirek zobaczy, jaka jestem gospodarna! myślała.
W ten sposób żyli już kilka lat. Gdy Mirek wracał, próbował nadrobić brak czasu widywał się z kolegami, czasem pił, bawił się i spotykał z dziewczynami, których matce już nie przedstawiał. Gdy mu to wytknęła, usłyszała niemiłą odpowiedź:
To po to, żebyś się nie przejmowała, że znowu się nie ożeniłem. Na takich i tak nie zamierzam się żenić, mamo!
Antoninie zrobiło się przykro. Szczególnie gdy ją nazwał zbyt łatwowierną.
Ty, mamo, za dobrze myślisz o ludziach! Słabo znasz moje narzeczone. Przy tobie zawsze się starają być dobrymi dziewczynami, a potem już nic z tego.
Ten komentarz długo nie dawał jej spokoju. W końcu to jakby ją nazwał naiwną, żeby nie powiedzieć głupią!
Ale któregoś wieczoru przypadkiem zobaczyła syna z nową dziewczyną i znów zapłonęło w niej pragnienie ułożyć synowi życie. Podeszła bez skrupułów do nich Mirek, już dorosły facet, aż się zaczerwienił, ale wiadomo, matka to matka musiał ją przedstawić.
Gabrysia przypadła Antoninie do gustu. Wysoka, szczupła, kręcone włosy, uśmiechnięta i dobrze wychowana. Patrząc na nią, Antonina zapomniała o wszystkich dawnych urazach do syna.
Może los mu nie sprzyjał, aż wreszcie trafił na taką dziewczynę! Dobrze, że nie ożenił się wcześniej z inną myślała.
Ich romans trwał przez cały urlop Mirka, a za namową matki Gabrysia bywała u nich często. Była bardzo oczytana, umiała poprowadzić rozmowę. Ale gdy przyszedł czas następnego rejsu, Gabrysia nagle zniknęła.
Już nie mamy kontaktu z Gabrysią! I ty też nie powinnaś z nią rozmawiać rzucił Mirek i pojechał.
Antonina długo się głowiła, co się wydarzyło, ale nie miała jak się dowiedzieć.
* * *
Minął rok. Syn powracał na krótkie przepustki, lecz na pytania o dziewczynę odpowiadał lakonicznie i chłodno.
Cóż, a ta co ci nie pasowała? Co tym razem? w końcu nie wytrzymała Antonina.
Mamo, to już moje sprawy. Jeśli się rozstałem, to musiał mieć powód. Proszę, nie wtrącaj się!
O mało nie zapłakała.
Jakże, Mirku! Przecież ja się o ciebie martwię…
Nie ma potrzeby! burknął. Jeszcze raz powtarzam: nie kontaktuj się z Gabrysią! I daj mi już spokój!
Niedługo potem Mirek wyjechał na kolejną wyprawę, a pani Antonina, z sercem w kawałkach, wróciła do swej rutyny.
Pewnego dnia, będąc w aptece właśnie tam dorabiała pół etatu weszła młoda kobieta z wózkiem po mleko dla dziecka. To była Gabrysia. Zawstydzona, poprawiła czapeczkę na głowie dziewczynki.
Gabrysiu! Jakże miło cię widzieć! Misha nic a nic mi nie wytłumaczył, tylko wyjechał i kazał mi nie dociekać! prawie wykrzyknęła Antonina.
Tak? westchnęła smutno Gabrysia. No trudno, niech tak będzie.
Antoninę ogarnął niepokój.
Powiedz, córeczko, co się właściwie stało? Bo ja swojego syna znam, uparty jest i ciężki do życia. Skrzywdził cię?
Nie ma znaczenia… Nie mam do niego żalu. Idę już, bo jeszcze chcę wstąpić do sklepu.
Ale wpadaj do mnie! Choćby tu do apteki, mam zmiany co drugi dzień. Pogadamy.
Gabrysia przyszła, znów po mleko. Z czasem Antoninie udało się ją rozgadać. Okazało się, że Gabrysia zaszła w ciążę z Mirkiem, a ten stwierdził, że nie nadaje się do roli ojca, bo przecież pływa i nie chciał się wiązać na poważnie. Potem zniknął.
Pewnie wyjechał w podróż wzruszyła ramionami Gabrysia. Ale nie szkodzi! Radzimy sobie same, nikt mu się nie narzuca!
Antonina niemal upadła przed wózkiem.
Jak to toż to moja wnuczka!?
Tak, zgadza się szepnęła Gabrysia. Ma na imię Hania.
Haniu…
***
Nerwy Antoniny były już na granicy. Delikatnie wypytała, że Gabrysia z córką nie bardzo mają gdzie mieszkać. Gabrysia była z innego miasta, wynajmowała coś, lecz z dzieckiem i bez stałego dochodu było ciężko. Myślała już o powrocie do rodziców. Antoninie aż się serce ściskało na myśl, że wnuczka miałaby wyjechać i już jej nie zobaczy.
Przeprowadzajcie się do mnie, Gabrysiu, z Hanią! To przecież moja wnuczka! Pomogę wam we wszystkim, ty w końcu znajdziesz pracę, a Mirek tyle pieniędzy przysyła, że nie wiem, na co wydawać. Hania będzie miała wszystko jak u siebie!
A co powie Mirek?
Komu to przeszkadza? Żeby coś powiedzieć, trzeba by się najpierw zainteresować! Dziecko porzucił, matce nie wyznał! Muszę jakoś naprawić jego winy! Porozmawiam z nim, oj porozmawiam! zagroziła pięścią Antonina.
I tak zamieszkały razem. Antonina nie szczędziła wnuczce ni grosza, ni czasu. Brała mniej dyżurów, żeby spędzać więcej czasu z Hanią. Gabrysia znalazła pracę i bez obaw zostawiała córkę na opiece Antoniny. Często wracała późno i narzekała na zmęczenie.
Cały dzień na nogach, tylu klientów i wszyscy z pretensjami!
Nic to! Idź odpocznij, ja Hanię wykąpię i usypię!
Zbliżał się powrót Mirka. Antonina wyobrażała sobie, jak go przywita z pięściami i porozmawia do rzeczy, a tymczasem Gabrysia coraz bardziej się denerwowała. Dla Antoniny jednak synowa i wnuczka stawały się coraz bliższe i czuła się w obowiązku obronić je przed wszystkim.
Mirek wróci i nas z Hanią wyrzuci z domu! Boję się, pani Antonino! Chyba lepiej, żebym zaczęła szukać innego mieszkania.
Dlaczego miałby was wyrzucić? Nikt was nie wyrzuci! Porozmawiam z nim!
Wyrzuci! Bo będzie myślał, że zależy mi tylko na pieniądzach! A mi przecież na niczym nie zależy, sama pani jest cudowną osobą, tyle nam pomogła! Ale ja wrócę do rodziców. Będziemy mieć kontakt, obiecuję!
A to nowina! To jest moje mieszkanie i mogę zapraszać, kogo chcę! Nic Mirek nie powie!
Gabrysia się upierała, ale Antonina nie odpuszczała. Zostały razem.
Wiesz co myślę rzuciła jednego dnia podczas kolacji. Trzeba zapisać mieszkanie od razu na Hanię! Żeby potem nie było problemów. Skoro Mirek się nie ożenił, dziecku należy się spadek… Tym bardziej, że nie jest wpisany jako ojciec Antonina zerknęła na Gabrysię, a ta spuściła zawstydzona oczy.
Przepraszam, nie chciałam…
Rozumiem. Na wszelki wypadek lepiej mieć wszystko na piśmie.
To niepotrzebne, pani Antonino! Moi rodzice też mają mieszkanie…
Nawet nie próbuj mnie odwieść! Już postanowiłam!
Postanowiły działać, ale u notariusza usłyszały:
Trzeba najpierw wypisać syna z mieszkania.
Antonina była rozczarowana, ale do powrotu Mirka zostało już niewiele dni, więc miała nadzieję. Gabrysia zaś stawała się coraz bardziej nerwowa i coraz częściej gdzieś znikała.
Czemu ciągle się spóźniasz? pewnego wieczoru zapytała Antonina. Gabrysia zmieszała się:
W pracy… Szef kazał wyrobić plan na ten miesiąc, bez tego nie dostanę zaliczki.
Po co ci zaliczka? Na coś ci nie starcza?
Wtedy Antonina zauważyła, że Gabrysia spakowała część rzeczy do dużej torby pod łóżkiem.
Gdzie się wybierasz? cisza. Chcesz się wyprowadzić?
Muszę, pani Antonino… Jak Mirek wróci
Nigdzie cię z Hanią nie puszczę odcięła Antonina. Namyśliła się i dodała: Zresztą, nie zarywaj się tak w pracy! Wiesz, gdzie leży karta i kod. Kup wszystko, co trzeba, nie pracuj po nocach, bo Hania zapomni, jak jej mama wygląda! Gdy chcesz, żeby Mirek cię zaakceptował, musisz nauczyć się gospodarności.
Gabrysia nie odpowiedziała. Mirek miał przyjechać za dwa dni.
* * *
W dzień powrotu syna Antonina wstała wcześnie i zerknęła do pokoju Gabrysi i Hani, żeby popatrzeć, jak śpią. Ale Gabrysi już nie było tylko Hania smacznie spała pod kołdrą.
Cóż to? Gdzie ona zniknęła? Jest dopiero szósta rano. Nigdy tak wcześnie nie wychodziła.
Poszła do kuchni szykować obiad na powitanie syna, wyobrażając sobie, jak przedstawi mu Hanię i zmusi, by przeprosił Gabrysię.
W końcu zadzwonił dzwonek do drzwi.
Mirek zamarł na progu, widząc matkę z małą dziewczynką na rękach.
Cześć, mamo. Kto to? Co się wydarzyło w czasie mojej nieobecności?
Ty sam powinieneś dobrze wiedzieć!
Nie rozumiem zaskoczony zdjął buty. Dawaj, opowiadaj, co to za zamieszanie?
Zamieszanie? Znalazłam wnuczkę, Hanię! Takie to mam przygody, tyle!
Jaką wnuczkę? Niby skąd?
Nie udawaj, Mirku! Gabrysia mi wszystko wyjaśniła! Wstyd mi za twoje zachowanie.
Gabrysia?! O co chodzi? Mówiłem ci, żebyś z nią nie utrzymywała kontaktu. Co Gabriela ma wspólnego z tym dzieckiem?
I wtedy Antonina, zła i rozżalona, wygarnęła synowi całą historię ze szczegółami, nie szczędząc wyrzutów. Mirek złapał się za głowę.
Ty to dopiero, mamo! krzyknął sfrustrowany.
Co, znowu nazwiesz mnie naiwną? Proszę bardzo, nazywaj! Ale ja…
To nie moje dziecko! Gabrysia cię nabrała. Tak bardzo wierzysz ludziom Ciekawe, co ci zabrała?
Nic! Ty…
Mamo! Sprawdź swoje oszczędności! Na pewno uciekła z twoimi pieniędzmi!
Poszła do pracy! broniła się Antonina.
Sprzeczali się długo, aż Mirek zgodził się zaczekać na powrót Gabrysi z pracy i rozstrzygnąć wszystko.
Czekali do nocy. W tym czasie Antonina opowiadała o wszystkim, co się wydarzyło: jak mieszkały razem, chciała przepisać mieszkanie na Hanię Mirek tylko powtarzał: matko, byłaś po prostu naiwna. Ale…
Nie wierzę ci! Gabrysia to dobra dziewczyna…
Dobra oszustka. Ty się dałaś nabrać!
Poczekaj jeszcze, wróci i wszystko się wyjaśni! A ja bawię się z wnuczką.
To wcale nie twoja wnuczka!
Ostrym wzrokiem mu się przyjrzała.
Przecież to można potwierdzić testem DNA dodał.
Doskonale! Tak zrobimy! poczuła się bardziej pewna siebie i wyszła z pokoju.
Przyszedł wieczór, potem noc Gabrysia nie wróciła. Ani następnego dnia. Jej telefon milczał. Antonina postanowiła dowiedzieć się w miejscu, gdzie rzekomo pracowała. Pojechała z Hanią i usłyszała, że tam takiej dziewczyny nie znają. Pokazywała zdjęcie, ale odpowiedź była ciągle ta sama.
Ze ściśniętym sercem wróciła do domu. Sprawdziła oszczędności i kartę nie było nic, choć szczęśliwie syn szybko zablokował konto, więc nie zdążyła zabrać wiele. W szafach zostały tylko rzeczy Hani. Antonina pojęła, że padła ofiarą oszustwa.
Jak to możliwe? Nie wierzę, że mogła zostawić dziecko i zniknąć
Jeszcze jak! odparł ponuro Mirek. Koledzy już mnie ostrzegali, że to nieuczciwa dziewczyna, a Felek nawet mówił, że go okradła Ale nie chciałem ci smucić, mamo. Z ludźmi zawsze szczerze, a oni
I co teraz?
Idziemy na policję! Dobrze jeszcze, że tej darowizny nie załatwiłaś! Zostałabyś z niczym.
Zgłosili sprawę, ale Gabrysia przepadła bez śladu. Minęły długie miesiące bez wieści. Kartę potem znaleźli na dworcu gdzieś pod Poznaniem.
W tym czasie pozwolono Antoninie zatrzymać Hanię, musiała tylko rzucić pracę, by zająć się dziewczynką. Na szczęście synowe pieniądze wystarczyły. Test DNA ostatecznie wykazał, że Mirek nie jest ojcem, lecz Antonina tak pokochała dziewczynkę, że nie potrafiła się z nią rozstać. Uzgodnili z synem, że będą wychowywać Hanię jak swoją. Gabrysia nigdy się już nie odezwała, potem odebrano jej prawa rodzicielskie. Trwało wiele miesięcy, by sądownie uznać Antoninę za opiekunkę dziewczynki musiała wrócić do pracy, zapewnić Hani przedszkole, załatwić mnóstwo papierów. Ale uporali się i ustabilizowali życie.
Rok później Mirek wrócił z kolejnego rejsu tym razem z żoną.
Poznaj, mamo, to Basia. Zamieszkamy razem.
A co z… Antonina spojrzała w stronę pokoju dziecięcego, niepewna, czy Mirek powiedział już żonie.
Ale Basia uśmiechnęła się szeroko:
Bardzo mi miło, pani Antonino! Mirek wszystko mi opowiedział. Podziwiam panią i chciałabym uczestniczyć w życiu Hani, jeśli mi pani pozwoli spojrzała porozumiewawczo na męża.
Tak, kończę z rejsami. Z Basią adoptujemy Hanię. Teraz już nam tego nie zabronią!
Antonina zajaśniała szczęściem.
Boże, jakie szczęście! No chodźcie wszyscy do stołu, nakręciłam się, tyle nagotowałam! Poznamy się lepiej! Jakże jestem szczęśliwa! i otarła łzę z radosnej twarzy.




