Wychodząc ze szpitala, Alona natknęła się w drzwiach na nieznajomego mężczyznę.

Wychodząc ze szpitala w Warszawie, Zuzanna zderzyła się w drzwiach z mężczyzną.

Przepraszam powiedział, patrząc na nią przez chwilę.
W następnej chwili jego wzrok stał się pogardliwie pobłażliwy, odwrócił się i chyba natychmiast o niej zapomniał.
Ile razy już łapała takie spojrzenia na sobie. Na szczupłe, długonogie dziewczyny patrzono zupełnie inaczej. Oczy mężczyzn wobec nich nie stawały się puste i obojętne, lecz pełne pożądania. Taka niesprawiedliwość bolała Zuzannę do głębi. Czy to jej wina, że tak się urodziła?

Jako mała dziewczynka budziła zachwyt pulchnymi policzkami i okrągłymi nóżkami. W podstawówce przy ustawianiu w rzędzie na WF-ie zawsze stała pierwsza w szeregu dziewcząt, bo była największa. Przezywano ją grubą, kluską, nawet Świnką Peppą. I to jeszcze pół biedy najgorszych przezwisk nie chciała pamiętać. Dzieci bywają okrutne. Nauczyciele udawali, że nie widzą żartów z Zuzanny i nic nie robili.

Próbowała różnych diet, ale wciąż była głodna i szybko je porzucała. Zrzucane kilogramy wracały błyskawicznie. Była nawet dość ładna, ale tusza wszystko psuła.

Zuzanna chciała kiedyś być nauczycielką, jednak porzuciła tę myśl, bo bała się, że dzieci i tak będą nazywać ją grubą za plecami. Po liceum poszła do szkoły pielęgniarskiej. Ludziom, którym się źle dzieje, nie zależy, jak wygląda osoba, która im pomaga liczy się ulga od bólu.

W grupie nie było chłopaków, a dziewczyny zajęte były swoimi sprawami, zakochiwały się, wychodziły za mąż. Zuzanna zawsze była sama. Na zajęciach koleżanki prosiły ją, by siedziała w pierwszej ławce chowały się za jej szerokimi plecami, żeby nie zostać wywołane do odpowiedzi.

Zuzanna z żalem patrzyła na piękne sukienki na witrynach sklepów odzieżowych. Nigdy nie będzie jej dane ich nosić. Ubierała się zawsze w luźne swetry i szerokie spódnice, by ukryć mankamenty swojej figury. Uczyła się bardzo dobrze, zastrzyki robiła sprawnie i niemal bezboleśnie, za co starsi pacjenci ją uwielbiali.

Pewnego razu poszła z koleżankami na lodowisko. Nastolatkowie rzucali w jej stronę nieprzyjemne uwagi. Zobacz, na rzeźnię idzie śmiali się chłopcy. Ich śmiech palił Zuzannę do żywego.

Mama próbowała poznać ją z synami swoich koleżanek. Kilka razy nawet poszła na randkę. Jeden chłopak na jej widok udawał, że nikogo nie czeka i demonstracyjnie się odwrócił. Drugi od razu próbował ją obmacywać. Odepchnęła go, a ten upadł do kałuży. Czego się szarpiesz? Powinnaś się cieszyć, że cię chciałem! Nikomu taka jak ty do niczego nie jest potrzebna! krzyczał za nią. Z duszonymi łzami postanowiła już więcej nie chodzić na randki. Lepiej być samemu.

Na profilu na Facebooku ustawiła sobie na zdjęciu profilowym Fionę ze Shreka. Kiedy jakiś facet zapytał, jak wygląda w rzeczywistości, odpowiedziała, że właśnie tak, tylko nie jest zielona. Uznał to za żart. Pewnie masz dość nachalnych adoratorów i chcesz ich odstraszyć taką fotką, napisał i zaproponował spotkanie. Zuzanna od razu przerwała rozmowę.

Pewnego dnia w korytarzu oddziału niespodziewanie uderzył w nią chłopiec na oko sześcioletni.
Gdzie tak pędzisz? Tu leżą chorzy, nie wolno hałasować złapała go za rękę.
Chciałem się poslizgać po linoleum wyznał szczerze.
Z kim przyszedłeś?
Z tatą, do babci. A gdzie tu toaleta? zapytał.
Chodź, pokażę ci odprowadziła go na koniec korytarza. Poradzisz sobie?
Chłopiec rzucił jej pobłażliwe spojrzenie. Na tego małego mężczyznę nie sposób się gniewać. Zaraz potem za drzwiami zabrzmiał szum spuszczanej wody i chłopiec wybiegł do Zuzanny.
To teraz prowadź, pokaż która sala twojej babci powiedziała.
Westchnął ciężko i ruszył z nią, po chwili zatrzymując się przy jednej z sal. Na poważnej twarzy przyłożył palec do ust. Zuzanna z trudem powstrzymała uśmiech.
To chyba tu wskazał na drzwi z numerem cztery.
Chyba? Wybiegłeś i nie popatrzyłeś na numer? A może nie znasz cyfr? Zuzanna nie była pewna, bo to była męska sala.
Wszystko wiem, nie jestem mały! I litery też znam. O, tam są drzwi babci pokazał drzwi oznaczone piątką.
Ty łobuziaku udawała, że się gniewa.
Chłopiec zaśmiał się szelmowsko. Jak masz na imię?
Julek odpowiedział szybko, gdy drzwi piątej sali się otworzyły i stanął w nich wysoki, sympatyczny mężczyzna.
Popatrzył surowo na Julka.
Julek, czemu tak długo? Wtedy zobaczył Zuzannę.
Jednym szybkim spojrzeniem ocenił jej wygląd i od razu stracił nią zainteresowanie. Rozrabiał?
Ile już razy Zuzanna widziała takie obojętne, pogardliwe spojrzenia u mężczyzn.
Nie, nie rozrabiał. Niech go pan nie ruga powiedziała z wyrzutem i odeszła.
Chodź, pożegnaj się z babcią, musimy już iść usłyszała za sobą.

Następnego dnia Julek przyszedł z tatą do babci ponownie. Mężczyzna przeszedł obok niej nawet nie patrząc. Pokazała mu język zza pleców. W tym momencie Julek odwrócił się i radośnie pokazał jej kciuk. Zuzanna uśmiechnęła się i pomachała mu.

Po poobiedniej ciszy weszła do piątej sali.
Dziś świetnie pani wygląda, pani Anno. Wnuczek był? spytała Zuzanna.
Widziała go pani? Prawda, że wspaniały chłopiec? Bardzo chciałabym jeszcze żyć, zobaczyć, jak wyrośnie.
Umierać pani za wcześnie! Będzie pani miała jeszcze prawnuki! odparła Zuzanna energicznie.
Oby się pani słowa sprawdziły Serce mi się kraje, że rośnie bez mamy westchnęła pani Anna.
Jego mama
Nie, nie zmarła. Zostawiła chłopca nam i uciekła.
Mówi pani, jakby to był pani własny wnuk
Julek nie jest moim wnukiem, ale kochamy go jak własnego. Mój syn ożenił się z piękną kobietą. Po ślubie wyznała, że ma syna. Czy można budować rodzinę od kłamstwa? Mój mąż omal nie dostał zawału. Teraz to ja wylądowałam w szpitalu. Dwa lata temu matka Julka dostała świetną ofertę pracy i wyjechała do Niemiec. Pracowała jako modelka. Dziecko jej przeszkadzało. Syn wybrał kobiety tego samego typu ładne, egoistyczne. Julek ich nie akceptuje.

Zuzanna przez cały dzień nie mogła zapomnieć tej opowieści. Gdy później przyszła dać zastrzyk, pani Anna była zapłakana.
Pani Anno, przecież nie wolno pani się denerwować, pamięta pani? powiedziała Zuzanna stanowczo.
Ja tylko proszę spojrzeć. Podała Zuzannie kartkę z rysunkiem.
Był na nim chłopczyk, który trzymał za ręce mamę i tatę. To musiał być Julek i rodzice, nie było wątpliwości.
Julek szuka sobie mamy. Myślę, że to pani narysował, Zuzanno.
Nie, on narysował swoją mamę zaprzeczyła.
Swojej mamy nie pamięta. Ona była szczupła. A ta postać jest większa od taty. To pani, proszę spojrzeć pani Anna znowu pociągnęła nosem.
Od razu zauważyła, że Julek narysował mamę większą od taty. Nawet dziecko widzi jaka jestem duża. Taki przystojny facet jak ojciec Julka nigdy mnie nie polubi. Co ja sobie wyobrażam, pomyślała gorzko.

Od tego czasu przy każdym zastrzyku wymieniały z panią Anną parę zdań. Kiedy przy kolejnych odwiedzinach Julek przyszedł, od razu podszedł do Zuzanny.
Dzień dobry. Ma pani niezawodne ręce? zapytał.
Nie wiem odpowiedziała zaskoczona.
Babcia powiedziała, że jest w niezawodnych rękach. Będzie ją pani wypisywać niedługo, prawda? A za tydzień mam urodziny! wypalił wszystko naraz.
Myślę, że babcię wkrótce wypiszemy. A ile kończysz?
Sześć lat odpowiedział dumnie. Zapraszam panią na moje urodziny.
Dziękuję, ale musisz zapytać taty, czy mogę przyjść.
Już pytam i pobiegł do sali.

Zuzannę zawołano do pracy i nie widziała, jak Julek z tatą wychodzą. Ale następnego dnia Paweł z synem czekali przy dyżurce.
Tato, obiecałeś! ciągnął Julek ojca za rękę, gdy Zuzanna podeszła.
Pamiętam odparł i zwrócił się do niej: Zapraszamy panią na urodziny Julka. Tu jest adres i mój numer telefonu. Impreza zaczyna się o trzynastej, w sobotę. Jeśli nie ma pani innych planów
Dane ma pan w karcie, Zuzanna poczerwieniała. Nie mam innych zajęć.
Jeśli pani nie przyjdzie, Julek się rozczaruje, a razem z nim i moja mama, a pani sama mówiła, że nie powinna się denerwować.
Cały tydzień! Może spróbuję jeszcze schudnąć, pomyślała Zuzanna.

W domu opowiedziała mamie o Julku.
Idź, koniecznie idź. Chłopcy wiedzą więcej niż dorośli. Może się wam ułoży? W końcu Julek szuka mamy.
Ale jego tata nawet na mnie nie patrzy odparła Zuzanna zrezygnowana.
Nie przesadzaj. Myślę, że liczą się dla niego nie tylko własne uczucia, ale i dobro dziecka. Dawno by miał inną kobietę, gdyby chodziło o wygląd.

W sobotę Zuzanna od rana ułożyła włosy, dobrała sukienkę, podmalowała rzęsy. Patrzyła w lustro z niezadowoleniem. Cokolwiek zrobi, nie będzie szczuplejsza.
Prezent kupiła już tydzień wcześniej. Julek będzie czekał, muszę iść, westchnęła, odstawiając lustro.

Gdy tylko zadzwoniła do drzwi, niemal natychmiast rozległ się dźwięk otwieranego zamka. Serce waliło jej jak szalone.
Zuzanna przyszła! Julek wybiegł jej naprzeciw i objął, jak tylko mógł.
Pogłaskała go po głowie i wręczyła prezent.
Na widok kolorowego pudełka oczka Julka aż lśniły.

W pokoju stał już zastawiony stół. Przy nim siedział Paweł, a obok niego elegancka blondynka. Po drugiej stronie starszy pan pewnie dziadek, pomyślała Zuzanna.
Blondynka o urodzie modelki uniosła zaskoczona brew, mierząc Zuzannę wzrokiem.
Poznajcie się, to moja wybawczyni, Zuzanna. To pan Stanisław, mój mąż. Syna znacie, a to znajoma Pawła, Patrycja wymieniła zdawkowo pani Anna, nie patrząc na blondynkę.
Blondynka skrzywiła się, pani Anna nakładała Zuzannie sałatkę, przypadkiem przewróciła kieliszek wina, które rozlało się blondynce na kolana. Ta wstała gwałtownie, za nią przewróciło się krzesło. Zrobiło się zamieszanie.
Blondynka po przeprosinach zebrała się do domu. Nikt jej nie zatrzymywał. Zuzanna też miała ochotę się ulotnić.
Proszę się nie gniewać, ale zaczął Paweł.
Przecież mnie pan nie oblał. Po co się gniewać? Chyba już pójdę odparła Zuzanna.
Moja mama upiekła swój popisowy sernik. Proszę nie robić jej przykrości. Potem odwiozę panią do domu.
W samochodzie jechali w milczeniu.
Nie prosiłam o podwózkę, poradziłabym sobie przerwała ciszę Zuzanna.
Mama by mi nie wybaczyła. Pani coraz częściej staje mi na drodze. Nie zdziwię się, jak mama już nas swata.
Nie kocham pana odpowiedziała cicho. I pan mnie też nie. Nie bój się, postaram się więcej nie wchodzić panu w drogę.

Podjechali pod blok. Zuzanna próbowała otworzyć zamek w drzwiach auta.
Proszę otworzyć drzwi powiedziała stanowczo.
Nagle Paweł nachylił się i ją pocałował. Zuzanna odepchnęła go.
Co pan sobie wyobraża? Znudziły się panu szczupłe blondynki? Zachciało się odmiany? Powinnam być panu wdzięczna za zainteresowanie? Oczy jej błyszczały gniewem, cała twarz płonęła.
Nie wiedziała, jak piękna była w tym momencie. Paweł patrzył na nią zdumiony i zauroczony. Wolne, piękne kobiety okazywały mu tylko chłód.
Przepraszam, nie powinienem. Nie wiem, co we mnie wstąpiło. Naprawdę nie chciałem pani urazić
Tak, nigdy w życiu żaden mężczyzna mnie nie całował, chyba że po to, by uszczęśliwić, jak pan. Wszyscy patrzą z politowaniem, odrzucają mnie, nie próbując nawet poznać wykrztusiła i wysiadła z samochodu.

Pod koniec sierpnia nagle zrobiło się zimno, padały deszcze, wiał wiatr, żółte liście opadały szybko. Minęły trzy tygodnie od urodzin Julka. Nie widziała Pawła.
Wracając zmęczona z pracy, z przyjemnością zdjęła przemoknięte buty.
Przyszedł do ciebie młody mężczyzna zawołała z kuchni mama.
Jaki mężczyzna?
Elegancki, przystojny. Wyglądał na zmartwionego. Poprosił, żebyś do niego zadzwoniła.
Od razu wybrała numer, idąc do kuchni.
To ja byłem u pani. Julek jest chory. Może mogłaby pani podjechać? Przepisano mu zastrzyki
Zaraz będę! Zuzanna pobiegła z powrotem do korytarza i zaczęła się ubierać.

Wyszła z domu, po drodze kupiła w aptece igły i waciki, żeby niczego nie brakowało.
Julek ucieszył się na widok Zuzanny. Spocone włoski przyklejone do czoła świadczyły, że gorączka spada.
Umyła ręce, przygotowała zastrzyk. Dostał antybiotyk i witaminy.
Pamiętasz, że mam niezawodne ręce? Nie bój się powiedziała, widząc strach w jego oczach.
Julek mocno zacisnął powieki, a potem ogłosił z radością, że bolało tylko troszkę.

Paweł przełowił jej spojrzenie, patrząc na Zuzannę uważnie, z zainteresowaniem, jak jeszcze nikt wcześniej. Zawstydziła się, zarumieniła, była jeszcze piękniejsza. W sercu rozwinęła się radość.

Paweł odwoził ją znowu do domu.
Zuzanno, może pójdziemy razem do kawiarni, w końcu możemy porozmawiać?
Robi pan to dla syna? Proszę nie, bo się przyzwyczaję, a pan nie potrafi mnie pokochać. Mnie nie da się kochać. Jestem gruba.
Jaka gruba? Jest pani przytulna, ciepła i dobra. Dzieci nie mylą się Julek panią uwielbia. Myślę, że moglibyśmy stworzyć dobrą rodzinę.
A jeśli mama Julka wróci?
Nie wróci. Przysłała zgodę na rozwód i zrzeczenie się praw rodzicielskich. Wyszła za mąż za granicą. Syn nie jest jej potrzebny. Zostaje ze mną. Więc, jak? Zgadza się pani na randkę?
Tak odpowiedziała po prostu Zuzanna.

Dla każdego człowieka jest gdzieś druga połówka, bez której życie mało warte nieważne, jak wygląda. Nie zawsze potrafimy ją jednak rozpoznać, bo nie dostrzegamy jej serca. A może właśnie miłość pozwala zobaczyć w brzydkim kaczątku łabędzia, a w dziewczynie o większych kształtach czułą, wierną duszę. Jedyną, stworzoną tylko dla nas.

Oceń artykuł
TwojaCena
Wychodząc ze szpitala, Alona natknęła się w drzwiach na nieznajomego mężczyznę.