Wszystko, co się dzieje, jest dla naszego dobra
Matka Władki, pani Iwona Wiktorowna, zawsze była dla niej wzorem siły i sukcesu. Od najmłodszych lat starała się uczynić z córki swoje odbicie twardą, pewną siebie kobietę, której życie toczy się zgodnie z precyzyjnym planem.
Władka mówiła groźnie pani Iwona jeśli chcesz dojść w życiu tam, gdzie ja doszłam, musisz iść dokładnie tą drogą, którą ci wyznaczam. Ani kroku w bok. Zrozumiałaś mnie? To jest najważniejsze na całe życie.
Tak, mamo odpowiadała Władka.
Kochała matkę i nie chciała jej zawieść, starała się być posłuszna, choć coraz częściej czuła, że nie spełnia oczekiwań mama. A matka chciała widzieć w córce ideał perfekcyjną panią doskonałą. Niestety, im starsza była Władka, tym rzadziej udawało się spełniać te wymagania.
Była zwykłym dzieckiem czasem się wybrudziła, rozerwała sweterek, przewróciła się i rozbiła kolano. Ale w szkole radziła sobie znakomicie, bo wiedziała, że trójka w dzienniku to dla matki prawdziwa katastrofa.
Władka, to wstyd! Jak mogłaś dostać tróję? Szanuj ojca i matkę! Popraw to szybko i nie przynoś już więcej wstydu!
Dobrze, mamo mówiła córka z pokorą, czasem próbując się tłumaczyć: Mamusiu, to tylko jedna trójka, przypadkiem…
Nie ma przypadków. Musisz być lepsza od wszystkich.
Władka przeżywała, ale szybko poprawiała ocenę. Szkołę skończyła ze złotym medalem w innym wypadku nie byłaby córką swojej matki. Pani Iwona była niezwykle dumna, zwłaszcza kiedy łatwo dostała się na Uniwersytet Jagielloński.
No, córciu, jestem z ciebie dumna. Musisz tak dalej.
Pani Iwona prowadziła firmę budowlaną. W męskim świecie czuła się jak ryba w wodzie zdecydowana, doskonale zorganizowana, czasem mężczyźni podziwiali jej siłę. Już dawno postanowiła, że po studiach Władka będzie pracować u jej boku.
Władka marzyła, by uwolnić się od matczynej kontroli pragnęła wolności. Myślała o studiach w Warszawie, ale matka rozwiała te zamiary:
Masz być blisko mnie, pod moją opieką. Zapomnij o innym mieście. Mamy dobry uniwersytet w Krakowie.
Nie miałam odwagi się sprzeciwić. Na trzecim roku Władka zakochała się po uszy. Wcześniej spotykała się z chłopakami, chodziła na randki (czasem w tajemnicy przed matką), ale to było coś innego.
Tym razem był to Grzesiek jasnowłosy, niebieskooki chłopak z równoległego roku. Nauka szła mu przeciętnie, nie lubił pisać prac semestralnych. Któregoś dnia zatrzymał ją w uniwersyteckim korytarzu:
Władka, pomożesz mi z pracą zaliczeniową? Podchodzę do ściany
Jasne, pomogę zgodziła się z uśmiechem.
Od tej pory regularnie pisała mu prace, a on odwdzięczał się pocałunkami i pozwalał się kochać. Spacerowali, chodzili do kina, na kawę.
Matka szybko coś wyczuła:
Zakochałaś się, co? spytała od razu.
Skąd wiesz? zdziwiła się Władka.
Masz to wypisane na czole. No, poznajmy tego wybranka, muszę wiedzieć, co to za gagatek.
Przedstawiła Grześka rodzicom został dobrze przyjęty, nawet pani Iwona nie miała zastrzeżeń. Gdy chłopak wyszedł, matka podsumowała:
Co to za miłość, Władka? On cię tylko wykorzystuje. Głową nie grzeszy, zero ciekawości świata. Co w nim widzisz?
To nieprawda, mamo! Grzesiek jest ambitny, dużo czyta, interesuje się historią. Nie każdy musi być taki jak ty, zresztą jest jeszcze młody.
On nie dla ciebie stwierdziła matka ostro.
Pierwszy raz Władka się postawiła:
Przykro mi, mamo, ale cokolwiek powiesz, ja go kocham i będę z nim.
Pani Iwona spojrzała ze zdziwieniem i tylko machnęła ręką.
Zobaczysz, jeszcze wszystko zrozumiesz.
Władka postawiła na swoim i po studiach wyszła za Grześka za mąż. Cieszyła się, że matka się pomyliła. Życie pokazało, że przeciętniacy często dochodzą dalej niż prymusi. Grzesiek szybko znalazł dobrą pracę, a Władka została w firmie matki.
Grzesiek miał własne mieszkanie rodzice już podczas studiów dali mu klucze. Po ślubie Władka w końcu poczuła się wolna, ale to trwało krótko matka zatrudniła ją u siebie.
Pewnego dnia Grzesiek wrócił do domu i powiedział:
Władka, awansowałem. Jestem szefem działu, na razie na próbę, ale postaram się nie zawieść.
Po trzech miesiącach zatrudniono go na stałe. Grzesiek coraz częściej niepokoił się o żonę:
Pracując u matki, nigdy nie wyjdziesz spod jej skrzydeł. Ona cię ogranicza, nie masz własnego głosu.
Władce zrobiło się przykro, że mąż tak mówi, ale wiedziała, że to prawda. Z biegiem czasu Grzesiek przestał ją krytykować, zamknął się w sobie, z czym Władka się pogodziła. Lepsze to niż kłótnie, tym bardziej, że był blisko.
Minął rok, a pewnego dnia Grzesiek wrócił z pracy i powiedział cicho:
Poznałem inną. Zakochałem się. Odchodzę ona jest zupełnie inna niż ty.
Władkę ogarnęła furia. Krzyczała, trzaskała drzwiami, rzuciła telefonem o ścianę, podarła koszule męża, a potem się uspokoiła.
Mąż spokojnie patrzył i rzekł:
Widzisz, jednak masz temperament. Szkoda, że tak późno się dowiedziałem.
Nienawidzę cię! wykrzyczała, zebrała swoje rzeczy, wynajęła kawalerkę i odeszła.
Mamie nie powiedziała nic. Przez miesiąc zdołała ukrywać swoją sytuację, aż matka zaczęła coś podejrzewać:
Co się z tobą dzieje? Masz smutne oczy, chodzisz jak cień. Coś nie tak z Grześkiem?
Nie ma żadnego problemu, bo nie mam już męża.
Boże, wiedziałam, rzucił cię. Kiedy?
W kwietniu.
I nic nie mówiłaś?
Władka westchnęła i wysłuchała długiej tyrady na temat swojej naiwności i marnego charakteru byłego męża.
Ostrzegałam cię. Dobrze chociaż, że nie macie dzieci. Zaufaj mi, słuchaj się matki. Rozumiesz?
Mamo, wszystko, co się dzieje, jest dla naszego dobra powiedziała nagle Władka. A poza tym, nie będę już u ciebie pracować. Dość mam tego wszystkiego.
Wyszła z biura, zostawiając matkę w osłupieniu.
Chciała uciec jak najdalej od matki czuła, że nie wytrzyma kolejnych kazań i kontroli.
Szła bez celu, az usiadła do tramwaju, jakby szukając nowej drogi. Wysiadła na swoim przystanku i potknęła się o dziurę w chodniku. Syknęła z bólu i przysiadła.
Tego jeszcze brakowało pomyślała z irytacją.
Podbiegł do niej młody mężczyzna.
Co się stało? Mogę pomóc?
Podniósł ją, próbowała stanąć, ale bolało.
Boli?
Bardzo skrzywiła się.
Proszę, trzymaj się mnie. Wziął ją lekko na ręce i zaniósł do swojego auta. Pojedziemy na SOR, co, jeśli złamana?
Jestem Zenek. A pani?
Władka.
Okazało się, że to tylko skręcenie, nie złamanie. Przewiązali nogę, dostali instrukcje, wypuścili do domu. Zenek czekał cały czas, odwiózł ją pod drzwi.
Może pani dać mi numer? Na wszelki wypadek, gdyby potrzebowała pomocy.
Władka podała. Następnego dnia Zenek zadzwonił:
Może czegoś pani trzeba? Sok, owoce? Może pieczywo?
Tak, może sok, trochę owoców i nie mam chleba przyznała.
Po chwili rozległ się dzwonek do drzwi. Zenek wszedł z siatkami pełnymi zakupów.
Jezu, po co tyle?
Świętujemy znajomość! Pomogę, zrobię wszystko sam. Przejdźmy od razu na ty?
Władka roześmiała się z radości, przy Zenkowi czuła się swobodnie.
Zenek przygotował kolację, podgrzał w mikrofalówce szaszłyki, rozlał sok do szklanek. Uprzedził, że nie pije alkoholu. Wieczór minął błyskawicznie i w dobrej atmosferze.
Cztery miesiące później Zenek oświadczył się Władce, po roku urodziła się córeczka, Zuzanna. Kiedy pytano ją, gdzie znalazła takiego fajnego męża, śmiała się:
On pozbierał mnie z chodnika! Nie wierzycie? Spytajcie go sami
Dziękuję za przeczytanie wszystkiego dobrego na nowej drodze życia!




