Moja mama przeszła na rentę kilka lat temu, gdy poważnie zachorowała. Jej choroba pojawiła się z powodu przepracowania. Zawsze była najlepszą fryzjerką w naszym mieście i pracowała na dwie zmiany. Aby umówić się do niej, klienci musieli zapisać się kilka tygodni wcześniej. Wszyscy marzyli o tym, żeby usiąść na jej fryzjerskim fotelu, ponieważ była prawdziwą profesjonalistką i zawsze spełniała życzenia klientów. Oczywiście, przy takim obłożeniu pracy zarabiała całkiem sporo. Chodziła nawet po pracy do domów klientów, żeby nikogo nie urazić.
Jednak ciągła praca odbiła się zarówno na naszym życiu rodzinnym, jak i na jej zdrowiu.
Mojego tatę denerwowała jej ciągła nieobecność, w końcu miał dość, odszedł od nas i znalazł sobie inną kobietę. Miałam wtedy piętnaście lat, a mój starszy brat dwadzieścia. On wkrótce po tym wyjechał na studia, a ja zostałam sama. Szybko dorosłam, bo musiałam sama o siebie zadbać. Po odejściu ojca, mama nie przestawała pracować, a wręcz przeciwnie, pracowała jeszcze więcej, a ta praca zrujnowała jej zdrowie. Najpierw osłabły jej nogi i coraz trudniej było jej się poruszać. Potem było coraz gorzej. Jej ręce zaczęły się tak mocno trząść, że trzymanie nożyczek było niemożliwe, a wręcz niebezpieczne. Wtedy przestała już pracować. Potem pojawiły się kolejne dolegliwości. Mama zaczęła mieć problemy z pamięcią. Ciągle coś zostawiała na kuchence. Zostawienie jej samej w domu stało się niemożliwe, więc zatrudniłam się na nocną zmianę w sklepie, żeby w ciągu dnia móc opiekować się mamą.
Mam już ponad czterdzieści lat, ale nie udało mi się ułożyć życia osobistego. Gdy byłam młodą mężatką, lekarze postawili mi okrutną diagnozę – niepłodność. Pierwszy mąż wspierał mnie przez kilka lat, ale potem powiedział, że potrzebuje potomstwa i mnie zostawił. Drugi za to nie przepuszczał żadnej spódnicy, zdradzał mnie na każdym kroku, więc tym razem ja odeszłam.
Teraz żyję z mamą i poświęcam jej cały swój czas. Kilka miesięcy temu były jej siedemdziesiąte urodziny.
Mama, jak jeszcze była zdrowa, zawsze organizowała jakieś przyjęcie z okazji swoich urodzin dla najbliższych, a do swojego salonu fryzjerskiego zawsze zamawiała ciasto, by móc poczęstować ludzi, którzy przychodzili składać jej życzenia. Przez to, że była najlepszą fryzjerką w mieście, tego dnia odwiedzały ją prawdziwe tłumy. Wracała wieczorem do domu z naręczem kwiatów, pudłem słodkości i innymi upominkami. To świadczyło tylko o tym, jak bardzo była lubiana i szanowana.
W tym roku postanowiłam zaprosić bliższych krewnych i kilku dobrych znajomych mamy, by porządnie uczcić ten okrągły jubileusz. Wykonałam kilka telefonów, lecz niestety, nikt nie mógł przyjść. Każdy miał jakąś wymówkę. Wcześniej, każdy zapewniał ją o swojej miłości i wsparciu, a gdy naprawdę go potrzebuje, to mają setki innych spraw.
To bardzo smutne, gdy zdajesz sobie sprawę, że ludzie wokół ciebie potrzebują cię tylko wtedy, gdy jesteś zdrowy i silny.




