Wróciłam do domu i zobaczyłam, że synowa bez pytania przysłała do nas wnuczka. Byłam przerażona!

Och, wierzcie mi, że ten dzień zaczął się jak każdy inny, ale to jak się skończył… Wróciłam do domu i co widzę? Józio, mój wnuczek, siedzi u nas w salonie. Tak, przysłała go synowa. Ani słowa, ani pytania.

 

To już znałam z jej strony, że chętnie pozbywa się dziecka do nas, jak ma ochotę, ale żeby tak bezczelnie? Byłam u lekarza, wracam, a tu taka niespodzianka. Mąż wyjaśnił, że synowa wpadła jak huragan, zostawiła Józia i powiedziała, że wróci po niego za dwa dni. Mówiła coś o remoncie, ale kto by to tam wiedział.

Nie jestem z tych, co narzekają, ale wam powiem, że tym razem miałam już powód, bo zawsze wnuk zostawał na dzień, a nie na dwa. Wnuczek ma ADHD i to nie jest łatwe. Pełno go wszędzie, a ja, stara kobieta, już nie mam tyle sił. Moja córka też ma dzieci, wnuki, ale one to aniołki. Dajesz im zabawki i cały dzień grzecznie siedzą na dywanie. A Józio? Za mną chodzi krok w krok. Po godzinie miałam dość. Nie mam nic złego do dziecka, nie jego wina, ale synowa i mój syn powinni chyba rozumieć, że z ojcem jesteśmy już starzy i nie mamy zdrowia na niańczenie takiego ruchliwego dziecka.

I wiecie co? Wchodzi mi Józio do łazienki, a ja pytam:

– Nikt cię nie nauczył pukać?

– W domu mogę wchodzić, kiedy chcę.

A w tej łazience bierze moje szczoteczki do zębów, dotyka wszystkiego. A potem moje szminki, wyjmuje je i zaczyna malować nimi po zlewie. Wyobrażacie sobie? Moje drogie szminki, wszędzie smugi, bałagan. I to nie koniec, bo po każdej jego wizycie muszę sprzątać całą łazienkę. To więcej zachodu ze sprzątaniem niż radości z tego wnuczka.

Najgorsze, że ja nawet nie mogę się zdenerwować, bo przecież to dziecko.

W kuchni to samo, podchodzi i mówi:

Babcia, chcę kotlety.

A ja na to:

– Dziecko, dzisiaj jest zupa.

A on wrzeszczy, tupie nogami, bo chce kotlety. Bo mama mu powiedziała, że jak powie babci, to dostanie. No ludzie, co to ma być? Co ta synowa sobie myśli?

 

Przeczytaj także: Córka wymyśliła wesele na 120 osób na mój koszt. Ale przez przyszłego zięcia nie dostanie ani grosza!

 

No i teraz zastanawiam się, jak jej powiedzieć, delikatnie, żeby wnuka tak po prostu nie przywoziła. Bo rozumiem, rodzinna pomoc, ale to przesada. Jak jej wytłumaczyć, że też mam swoje życie, swoje plany, że już nie mam tyle siły? Bo przecież wnuk to wnuk, kocham go, ale niech to będzie z głową, z rozmową, z porozumieniem. Jak jej powiedzieć, żeby nie urazić, żeby zrozumiała? Bo nie chcę kłótni w rodzinie, ale też muszę o siebie zadbać. Może wy mi podpowiecie, bo ja już sama nie wiem.

Oceń artykuł
TwojaCena
Wróciłam do domu i zobaczyłam, że synowa bez pytania przysłała do nas wnuczka. Byłam przerażona!