Wolne szczęście
Damian, poczekaj! No, zatrzymaj się…
Damian na chwilę zwalnia kroku i odwraca się.
Za nim po ścieżce, przetartej do dwupiętrowego domu z czerwonej cegły, biegnie Zuzia, szesnastoletnia dziewczyna w wysokich kozakach, krótkiej spódniczce, białym króciutkim futerku i zawiązanej na głowie chustce. Spod ostrego wełnianego szalika uciekają ciemnokasztanowe loczki. Ten kolor niezwykle pasuje do jej zielonkawokasztanowych, błyszczących oczu, jakby zaraz miała się rozpłakać. To sprawia, że Zuzia wydaje się trochę bezbronna, delikatna, chce się ją otoczyć opieką.
Dziewczyna co chwilę się ślizga, lekko podskakuje, ale nie zwalnia.
Zuza, nie biegnij! Ślisko! upomina ją Damian z lekkim uśmiechem. W ogóle nie biegnij… Chociaż… Dobrze Ci w biegu, aż masz rumiane policzki! Pięknie wyglądasz! Dawno taka nie byłaś. Zdrowie wraca!
Zuzia się uśmiecha, podchodzi blisko, Damian wyciąga do niej dłoń, ona się jej chwyta, puszcza do chłopaka oko.
Po co tak goniłaś? pyta Damian, rozglądając się, i całuje ją szybko w policzek. Wiesz przecież, że mama mi zabroniła się z Tobą spotykać, groziła, że mi skórę przetrzepie jęczy z udawanym żalem.
Zuzia posmutniała, spuszcza wzrok, obraca w dłoniach rączkę tornistra. Zaraz jednak znowu się uśmiecha.
Damian, oni z tatą tylko straszą! Nic Ci nie zrobią! Idź dzisiaj ze mną do kina, dobrze? szepcze. Już kupiłam nam bilety. Popatrz!
Zdejmuje rękawiczkę i pokazuje dwie kartki.
Damian obejmuje jej dłoń swoimi dużymi rękami od razu czuje, że jest gorąca gładzi jej cienkie palce, takie artystyczne, pianistyczne.
Do kina? No… sam nie wiem… Mam dużo roboty… marszczy brwi, przypominając sobie obowiązki. Zuzia wyciąga rękę, chowa znów w rękawiczkę. Ale skoro zapraszasz… pójdziemy, kiwa, lekko burcząc.
A jaki to film? Znowu romansidło?
Nie, wojenny. Kuba był, mówił, że świetny! kręci głową Zuzia. Sama boję się iść, a koleżanki nie chcą.
Kuba? E tam, on zawsze coś nagada Idź z nim, dobry chłopak, chętnie się zgodzi! Damian prostuje się z dumą. Skoro go słuchasz
Kuba Małkowski to kolega Zuzi z klasy, mądry, głodny wiedzy. Nigdy nie gra w piłkę, nie wygłupia się, tylko się uczy, bierze udział w olimpiadach, podnosi sobie poprzeczkę… I biega za Zuzią. Damian tego nie znosi, ale Kuba za rywala się nie nadaje jest zbyt spokojny. Zuzia, panna Nowicka, lubi żywiołowych, ciekawych chłopaków typu Damian.
Szkoda tylko, że Damian ma teraz u Nowickich zakaz wstępu, a Kuba wręcz przeciwnie Pani Anna, mama Zuzi, traktuje Kubę jak własnego, zawsze coś mu podsuwa, uśmiecha się
Nikogo nie słucham! obraża się Zuzia. Skoro Ciebie zapraszam, inni mnie nie interesują. No, idziesz?
Rumieni się lekko, przymruża oczy.
Damianowi robi się ciepło na sercu, kiwa głową.
Dobra. Pójdziemy. Ona się boi… mruczy Damian. A ja? Jasne, ciągle mnie do trzęsawki doprowadzacie, a potem w nocy będę krzyczał, babcia Stasia się wystraszy!
Mruga do Zuzi, ona śmieje się, macha ręką:
Oj tam, nie boisz się niczego! Czekam na Ciebie pod kinem o 18:50. Teraz lecę, mama szatkuje kapustę, cała kuchnia w miskach. Lecę!
Ostrożnie zawraca i drobi do domu.
Mieszka z rodzicami dwa domy dalej od Damiana. Z Damianem biegali po krzakach, wspinali się na czereśnie, urywali niedojrzałe owoce mimo matczynych zakazów, a potem zbijali się o to, kto dalej wypluje pestkę. Chodzili razem do szkoły, tylko Damian jest dwa lata starszy. Dziewczynom Zuzia zazdrościła że taki przystojny Damian prawie nosi ją na rękach, ale Zuzia nie rozumiała, co w tym wielkiego. Damian był w jej życiu od zawsze, to naturalne, że jej tyle uwagi poświęca. Noszenie na rękach…
Dwa zimy temu, podczas jazdy na nartach, Zuzi zakręciło się w głowie, zobaczyła mroczki, przewróciła się niefortunnie i złamała nogę. W śniegu, drżąc z bólu, Zuzia jęczała, waliło jej w skroniach. Bolało ją wszędzie noga, pierś, jakby coś ją ściskało. Od dzieciństwa bardzo bała się bólu. Nawet żeby wyciągnąć drzazgę z palca, mama musiała ją długo przekonywać. A tutaj cała noga…
Damian jak zawsze był obok. Jakżeby inaczej krzyk Zuzi roznosił się daleko poza ich ulicę. Jako dziecko Zuzia płakała donośnie, dźwięcznie, a Damian szedł do niej jak po sygnale.
Gdy niósł ją do domu, złamana noga puchła, but trzeba było rozciąć. Zuzia zaciskała się aż do śladów po paznokciach na Damianowym ramieniu, ale on znosił to bez skargi. Bo liczyła się ona.
Pogotowie zabrało Zuzię, w szpitalu lekarze stwierdzili: z nogą jeszcze pół biedy, gorzej z sercem odkryto całą litanię chorób. Zuzia długo leżała w sali szpitalnej, w końcu wróciła do domu.
Śnieg już topniał, a Zuzia dopiero zaczynała wracać do żywych.
Noga zrastała się powoli, swędziała pod gipsem. Zuzia bywała zła, kłóciła się z mamą z byle powodu, ale wszystko się zmieniało, kiedy wpadał Damian. Lubili razem wymyślać ciekawe rzeczy a to rozkładał na łóżku mapę świata, po której toczyli papierową łódkę, to znów jeździli drewnianym autkiem po Syberii, wyobrażali sobie wspólne podróże do ciepłych krajów, albo nawet pływali na krachach. A za chwilę Damian znosił konstruktor, robili razem modele, a to malowali plakaty…
Jak tylko ściągną Ci ten gipsowy but, pojedziemy gdzieś! Gdzie chciałabyś? pytał Damian.
Zuzia wzruszała ramionami.
Tylko chciałabym wyjść na dwór, ale mama nie pozwala. Mówi, że muszę odpoczywać bo coś z sercem może się stać. Pewnie już zapomniałam, jak się chodzi…
Bzdury! macha ręką Damian. Po prostu trzeba ćwiczyć. Mój dziadek, Staszek, mieszka w Chotomowie, wrócił z wojny prawie inwalida. Coś mu w nodze zablokowało, chodził jak pingwin. Potem przyjechał do nich jakiś profesor, samym ruchem go wyleczył. I dziadek zaczął chodzić! Nauka, Zuzia, nie stoi w miejscu! Dla Ciebie na pewno znajdzie się rada. Byle się nie poddawać! Ruszaj się, żółwiku! Ruszaj!
Drażnił ją, podbierał lalkę z łóżka, a Zuzia kuląc się na kulach, szła za nim, kazała oddać zabawkę.
Zuzia, Ty jesteś już za duża na lalki! żartował Damian. Siedzisz jak babcia Basia z warzywniaka i tylko narzekasz na zdrowie. Głowa do góry! Jeszcze będziemy tańczyć!
Zuzia! Leż spokojnie! Damian, co Ty wyprawiasz?! wbiegała do pokoju pani Anna. Wiesz przecież, że nie wolno jej się denerwować! Marsz do domu!
Ciociu Aniu! próbował tłumaczyć Damian. Zuzia z Wami uschnie! Nie można jej trzymać przy łóżku tylko dlatego, że coś wykryli! Nie wysyłam jej przecież na maraton. Trzeba żyć! Radośnie, jak inni!
To już nie Twoja decyzja. Idź już, Damian. A jak żyć Zuzi i nam z nią to nasza sprawa. Jesteś zbyt lekkomyślny.
Pani Anna wyganiała go za drzwi, groziła mu, że więcej nie wpuści, a Damian poprzysiągł sobie: I tak ją wyciągnę z tego łóżka, nie pozwolę, żeby uschła.
O rodzicach Damiana wiedzieli w okolicy niewiele, mama wyjechała gdzieś, ojca nikt nie znał. Wychowywała go babcia Stasia.
…Zuzię regularnie ciągano po lekarzach. Pani Anna wystawiała dary jajka, ogóreczki, miód z własnego ogródka byleby usłyszeć, że córkę można wyleczyć. Daremnie.
Dziś nie umiemy tego leczyć, rozkładał ręce lekarz. „Może kiedyś, nauka idzie naprzód, dla Zuzi też się znajdzie ratunek. Póki co spokój, zero emocji. Ludzie tak żyją, niech Pani nie płacze.
Tak, tak… Spokój… kiwała Anna. Kuba, przyjaciel Zuzi, kazał jej dużo czytać, kontroluje każdego jej kroku.
Mamo! czerwieniła się córka, wstydząc się słów matki.
A co w tym złego?! śmiał się lekarz. Mądry chłopak z Kuby. Doceniajcie to!
Lekarz pożegnał się, patrząc za matką i córką, potem zadzwonił do żony, niech upiecze naleśniki na kolację naszło go na coś tłustego, ciepłego, słodkiego
Tak żyła teraz Zuzia, bojąc się nawet wyjść na chwilę, a mama nad nią czuwała, żeby nie było choćby lekkiej infekcji, nie biegała, nie skakała…
… W kinie duszno, pachnie papierosami. Zuzia ściska Damianową dłoń, ogląda film, potem płacze, wtulona w jego ramię.
Zuzka, nie płacz! Będzie dobrze! szepcze Damian, gładzi ją po głowie.
Ale już wszyscy dookoła upominają, żeby byli cicho.
Damian, źle się czuję. Wyjdźmy, prosi cicho Zuzia.
Jasne! Chodź!
Dwie czarne sylwetki przesuwają się w stronę wyjścia, na salę na moment wpada światło z foyer, potem znów ciemność.
A Zuzia i Damian stoją przed kinem, mrużąc oczy od ostrego światła.
Siadaj. Przyniosę Ci wody! rozkazuje chłopak.
Bileterka patrzy na nich z dezaprobatą.
Młodzi, czy wy w ogóle jesteście małżeństwem? mruczy pod nosem. Co to za wychowanie…
Decyduje, że Zuzia jest w ciąży i stąd złe samopoczucie.
Jeszcze nie jesteśmy małżeństwem, ale niedługo będziemy! nagle odpowiada Damian, który właśnie do niej podchodzi.
Co? szepcze z niepokojem Zuzia. Wewnątrz wszystko jej się trzęsie, znowu kręci jej się w głowie. To taki żart?
Ściska Damianową rękę, odwraca go do siebie.
Nie żartuję z takich rzeczy! odpowiada poważnie. Chciałem o tym powiedzieć później, ale skoro już tak… Zuzia, idę do wojska. A po powrocie się pobierzemy. Obiecałem Ci pokazać świat? Może nie od razu cały, ale pingwiny na pewno. Obiecałem?
Kiwa głową.
Słowa dotrzymam. I nieważne, co inni mówią! Musisz bardzo chcieć się wyleczyć. Ja chcę. Znajdziemy porządnych lekarzy. Zrobią, co trzeba. I wtedy urodzisz nam córeczkę! mówi gorąco.
Chciałby ją pocałować, tutaj, w jaskrawo oświetlonym foyer z ciężkimi czerwonymi zasłonami, ale pod czujnym okiem bileterki trudno.
Pij wodę, chodź na powietrze, mówi, ciągnąc ją za sobą.
Naprawdę nie mogę mieć dzieci? patrzy mu prosto w oczy.
Damian się miesza Anna prosiła, by Zuzi nie mówić, ale wygadał się…
Teraz po co o tym mówić urywa. Musisz dbać o siebie. Chodź, przejdźmy się!
Zuzia kiwa głową, pozwala mu założyć płaszcz, wyprowadzić na świeże powietrze. Potem odwraca się, zamyka oczy, przygryza wargę. Czuje się niepełnowartościowa… niekobieta. Gdzie jej do prawdziwej rodziny? Co dalej?
A potem Damian wpada na pomysł, jak ją rozweselić idą do Kostka Borowskiego pożyczyć motocykl. Zuzia dostaje kask, sadzają ją przed Damianem, on obejmuje ją w pasie.
Motocykl toczy się lekko, Zuzia czuje jak Damian delikatnie ją obejmuje, jego dłoń dopasowuje się do jej kształtu. Zrobiło jej się gorąco, świat i złe słowa o dzieciach odsunęły się daleko. Liczy się tylko ta droga, Damian, jego ręce, jego oddech i szum silnika…
W nocy do Zuzi przyjeżdża lekarz, daje zastrzyk.
No i czemu nie dba pani o siebie? pyta potem matkę, stojąc w przedpokoju. A tu przecież za chwilę matura! Nerwy…
Zuzia coś tłumaczy, że to tylko straszny film, minie jej
Byłaś z Damianem? pyta stanowczo mama.
Tak. Damian zawsze mówi mi prawdę! Też o tym, że dzieci… nie mogę
Zuzia znowu płacze…
Już ja Damianowi pokażę! mówi ojciec Zuzi, pan Marek, zaciskając pięści.
Nie waż się! Nie ruszaj! On jest najlepszy! Lepszy od Kuby!
Spać! rzuca Marek, gasi światło, popycha żonę do sypialni. Damian idzie do wojska, wkrótce będzie cisza!
Pani Anna więcej nie wpuszcza Damiana do domu. O wszystko obwinia jego.
I tak będę z nią! I szczęśliwi będziemy! I ją wyleczę! Dlaczego ją zamykacie, gnębicie?! Tylko zakazy i nakazy! Uschnie Wam jak wiór! Dajcie jej być młodą!
Przed samym wyjazdem Damian chciał się pożegnać, ale Anna nie wpuściła, groziła, że zadzwoni na policję. Damian prawie pakował się przez okno z tęsknoty za swoją dziewczyną.
Na ganek wychodzi Marek z dubeltówką w ręku.
Będzie pan strzelał, panie Marku? Strzelajcie. Jeden chłopak w tą, jeden w tamtą, nie robi różnicy. Nikomu nie jestem potrzebny, tylko babci Stasi. To chyba wystarczy. Zuzi powiedzcie, że wyjechałem.
Damian staje naprzeciw Marka, dumnie podnosi głowę. Lufa wbija mu się w pierś. Anna zatyka usta z przerażenia.
Marek stoi chwilę, patrzy na upartego chłopaka, później opuszcza broń.
Jesteś głupi, Damian. Może zmądrzejesz w wojsku. Idź. Zuzia śpi, nie obudzę jej.
On i Anna doszli do wniosku, że wszelkie troski zaczęły się przez Damiana. Niech znika…
Nie martw się, Anna. Może Damian w wojsku zostanie i zapomni o Zuzi, mówi Marek. Idź sprawdź, czy ona śpi.
Anna idzie na palcach do pokoju córki, nie widzi, że Zuzia stoi boso przy oknie i patrzy na sylwetkę Damiana.
Obejrzyj się! Obejrzyj! krzyczy w myślach.
On się ogląda, niby poprawia czapkę, ale pomachał jej tylko odrobinę. I ona to czuje…
…Damian wrócił po czterech latach. Zuzia nie wiedziała, rodzice jej nie mówili, ale trafił na misję do Afganistanu, zaginął. Babcia Stasia umarła, nie doczekawszy się wnuka. Zuzi nie pozwolili jechać na pogrzeb, kazali się uczyć.
Wszystkie listy, które Zuzia słała na wojskową pocztę, gdzieś przepadły.
Nie odpowiada? pyta współczująco listonoszka, pani Barbara, gdy Zuzia znów przychodzi na pocztę. Znaczy, pewnie ma dużo swoich spraw. Albo już mu nie zależy… O, a tu idzie Kuba! Jaki ładny, jak profesor! Zuzka, chyba na Ciebie czeka!
Damian wrócił jesienią. Ciemny, wychudzony dom przywitał go ciszą oraz zapachem pleśniejących szmat. Dach przeciekał, deszcz zlał drugi piętro, tapety pokryły się rdzawymi plamami. Na kanapie leżał jeszcze szal babci Stasi, a przy łóżku, na szafce, stare pożółkłe obrazki świętych.
Damian usiadł przy stole, zamknął oczy. Wszystko wydaje się takie samo, ale już nie jest. Może to on się zmienił…
Nie mogąc zasnąć całą noc, Damian ubiera się i idzie do domu Zuzi. Na podwórku rozwiesza pranie Anna Nowicka.
Pani Aniu! woła, rzucając papierosa. A pani ciągle taka sama!
Damianowi wydaje się, że minęły wieki od wyjazdu.
Kto tam? mruży oczy kobieta.
To ja, Damian. Mogę wejść?
Nie czekając na pozwolenie, otwiera furtkę, idzie ścieżką do drzwi, patrząc na okno pokoju Zuzi. Zasłonki zasunięte na głucho, kwiatki z parapetu zniknęły.
Wyjechała, Damian. A Ty… Żyjesz? poprawia chustkę, niby z żalem, niby chłodno.
Gdzie wyjechała? pyta Damian, sięgając mimowolnie po papierosa, ale zaraz rezygnuje.
Do Poznania. Kuba tam dostał się na Politechnikę, wyjechali razem.
A co ma do tego Kuba?
Jak to? Są małżeństwem. Zuzia nie chciała tu zostać, mówiłaś, że nie żyjesz. Pojechali do rodziny Kuby. Pisała niedawno, że się urządzili, że studiuje na uczelni, dzięki Kubie. Kiedy chowali Twoją babcię, Zuzia zgasła, lekarza znowu do niej wzywali… Ale Kuba się nią opiekował. I wiesz co, Damian, Anna podchodzi, gładzi go po ramieniu. Widać, jak zestarzała się przez lata. Nie szukaj ich. Daj im być szczęśliwymi.
Patrzy prosząco.
Zuzia nigdy nie kochała Kuby! uśmiecha się gorzko Damian, spluwa na bok.
To było kiedyś. Teraz zrozumiała, że przy nim jest bezpieczna. Proszę Cię, nie wracaj do jej życia.
Damian nie odpowiada, odwraca się, opuszcza posesję. Anna ciężko wzdycha, wraca do domu. Mąż czyta gazetę, Kuba i jego do czytania przekonał…
Damian, po dniu spędzonym w pustym domu, zbiera kilka rzeczy, zabija deskami okna, zamyka furtkę na kłódkę. Posępnie idzie na cmentarz. Staje nad grobem babci Stasi i słucha, jak gdzieś w krzakach śpiewa ptak. Zdejmuje z szyi medalik i kładzie na nagrobku.
Przepraszam, babciu Stasiu…
I wyjeżdża…
… Damian staje się twardy, nieustępliwy, nie zna słowa nie i nie godzi się na bylejakość. Kieruje interesami, nie zawsze uczciwymi, obraca pieniędzmi, szuka kontaktów i szuka.
Znalezienie Zuzi byłoby kwestią pięciu minut. Poznań, studia, Kuba nie da się przegapić. Ale Damian szuka możliwości.
Po latach pracy zaczynał od warsztatów i części zamiennych, potem antyków, teraz sklepy spożywcze, surowce trafia do producentów sprzętu medycznego, przez nich do najlepszych lekarzy, także za granicą.
Skąd takie zainteresowanie kardiologią? pyta dr Romanowski z warszawskiej kliniki. Jeśli chodzi o serce, nasi potrafią cuda. Co się dzieje?
Pomóc trzeba jednej osobie. Żeby żyła… żeby żyła dobrze.
Potrzebuję konkretów. Wiek? Diagnoza? Krewna?
Koleżanka, dwa lata młodsza. Od szesnastki chore serce. Diagnozy dokładniej nie znam.
To musisz zdobyć jej aktualną historię choroby, bez tego nie rozmawiamy!
Damian kiwa, bierze teczkę, wychodzi. Po korytarzu przemyka sprzątaczka, czasem ktoś kaszle…
… Gdzie idziesz? Iga stoi w korytarzu, poprawia pasek szlafroka. W mieszkaniu chłodno, Damian ciągle wietrzy, szukając powietrza. Piąta rano! Znowu wyjazd?
Wybacz. Muszę, na dwa-trzy dni. Nie nudź się. No, w sumie… Nudz się! Jeśli ktoś zadzwoni, powiedz, że nie wiesz kiedy wrócę. Bo nie wiesz. W domu nikogo nie prowadzaj, okej?
Iga podnosi ręce w geście poddania, przesyła mu buziaka.
Tak jest, mój panie. Może chociaż zjesz śniadanie?
Nie mam czasu. Przepraszam.
Cicho zamyka drzwi. Iga słyszy, jak jego buty stukają po schodach…
Wie, że jej nie kocha, nigdy tego nie ukrywał. Ale razem im jakoś dobrze. Ona jego oparcie, on przystojny, obrotny. Czego więcej trzeba w świecie, gdzie wszystko jest bardziej skomplikowane niż się wydaje?
… Panie Damianie, bardzo dziękujemy za ofertę, sprzęt zawsze się przyda, ale z kartami pacjentów, historiami choroby to zupełnie inna sprawa! naprzeciw Damiana siedzi w restauracji drobny, suchy mężczyzna, drżą mu ręce, obgryza paznokcie, ale zaraz je opuszcza na stół. Czy to jakaś kontrola? Z jakiego urzędu pan jest? Nie, błagam! Zuzi… Zuzi Nowickiej? Nie znam. A z dostawami to do głównego lekarza…
Mężczyzna denerwuje się coraz bardziej.
Spokojnie, panie doktorze! uśmiecha się Damian. Jestem sam, prywatnie. Ile pan chce za informację? Proszę się nie krępować. Zuzia to moja przyjaciółka z dzieciństwa. A jej mąż zamyka ją w domu, faszeruje tabletkami, każę co tydzień robić badania. Do pracy puszcza, żeby nie mówili, że żona dyrektora siedzi na utrzymaniu. A urlopy musi spędzać w domu. Teatry, kino nie wolno, bo mogłaby się emocjonować. Jak ona ma wtedy żyć? Powiedz pan, panie doktorze Ajbolicie? Sprawdzałem sama cień siebie, a on korzysta z tej sytuacji. Ma mieszkanie, auto dzięki chorej żonie. A ona jeździ autobusem. Dostaje sanatorium jedzie sam, ona zostaje, bo ponoć podróży nie zniesie. Mają syna. Powiedział, że musi być dziedzic. Urodziła, a teraz Kuba gnębi dziecko nauką. Chłopak zdrowy, ale już go zamieniają w staruszka. Za to Kuba opalony, zdrowy chłop. I wszystko za zdrowie Zuzi…
Damian mówi spokojnie, przeciągając sylaby, choć w środku chciałby krzyczeć. Ale są w restauracji, wypada trzymać fason…
Straszny pan jest, panie Damianie! szepce dr Jurkowski, kurczy się bardziej, podnosi palec, potrząsa nim w powietrzu. Grzebanie w czyimś życiu, niszczenie czyjegoś świata to przestępstwo!
Przestępstwo to wykorzystywanie chorej kobiety! syczy Damian. Mam gdzieś jego świat. Żal mi Zuzi, żal małego! Więc, proszę, pokaż mi dokumenty i już Cię nie męczę. Zapłacę. Lubi pan pieniądze? Mam ich sporo. Umowa. To tylko umowa, w której ratujesz człowieka i własną rodzinę…
Wychodzą razem na ulicę, październikowy wiatr wyrywa czapki, szarpie szaliki.
Ile? pyta w końcu Jurkowski.
Damian podaje kwotę. Lekarz kiwnął, wyciąga papiery. Grał tylko, naciągał cenę, Damian to wiedział wręcza mu kopertę.
Dziękuję. Sprzęt ma być za tydzień.
Damian poklepuje lekarza po plecach, odchodzi…
…Zuzia Nowicka powoli idzie boczną uliczką. Nie myśli o niczym. Po prostu idzie i obserwuje świat. Jutro znów poliklinika, godzina niesprzyjająca, trzeba zwolnić się z pracy. Wieczorem zebranie w szkole u syna, Kuba nie przyjdzie… Za tydzień rodzice Kuby zapowiedzieli wizytę trzeba szykować pokój… Sporo obowiązków. Ale teraz idzie i oddycha. To też coś.
Mija ją motocykl, na którym dziewczyna ściska chłopaka za pas. Zuzia uśmiecha się, przypomina sobie, jak jeździła z Damianem. Jak spod kół bryzgała woda, a domy migały w tle.
Zuzia! słyszy znajomy głos, zamiera. Zuzia, cześć!
Odwraca się. Damian.
Muszę z Tobą porozmawiać. To ważne i bardzo pilne! ciągnie ją w stronę ławki. Usiądźmy gdzieś.
Damian… Damciu…! szepcze, głaszcząc go po ramieniu, po twarzy. A babcia Stasia nie wierzyła…
Płacze. Damian obejmuje ją mocno, ale czule. Czuje, że Damian był i jest jej wsparciem.
To może na kawę? pyta.
Po co? Chodź do nas. Kuba i Waldek są już w domu. Waldek to nasz syn poznasz się wreszcie, odpowiada.
Nie mogę u Was. Musimy porozmawiać tylko we dwoje.
No… Dobrze. Tam jest bar mleczny…
Siadają. Damian długo się waha, wreszcie zaczyna:
Zuza, musisz ze mną wyjechać. Trzeba papiery załatwić, pozwolenia.
Gdzie? pyta zdezorientowana.
Mój przyjaciel, znakomity lekarz, znalazł fachowca, który leczy Twoją chorobę. Trzeba operacji. Poczujesz się o wiele lepiej, przestaniesz być więźniem własnego domu, nie będziesz męczona badaniami…
On mnie nie dręczy. On bardzo się o mnie troszczy, kręci głową Zuzia. Źle sądzisz…
Dobrze wiem… Wiem o tej Twojej pracy, wiem o samochodzie… Zuza, wszystko już zapłaciłem, jedźmy!
Najpierw powiedz, jak Ty? Żonaty? Czym się zajmujesz? przerywa mu.
Wiesz, zmieniłeś się, prawie bym nie poznała… Ale nawet Ci to pasuje…
Jak? pyta.
No, taki… tajemniczy, twardy. Ale nie jesteś gangsterem, prawda?
Bywało różnie… Ale teraz już inny biznes. Umiem nawet angielski!
Waldek też się uczy, Kuba mu załatwił nauczyciela dwa razy w tygodniu. Byłeś w domu? Jak tam?
Nic nie zostało. Ale o tym później! Zuza, wszystko zapłaciłem. Potrzeba tylko Twoich dokumentów i jedziemy. Weź L4 albo urlop ja się zajmę resztą.
Damian się spieszy, czuje, że zaraz ktoś im przeszkodzi.
Zuzia? Waldek czeka, czas jeść, a Ty w barze siedzisz? Kuba pojawia się przy stoliku. Spóźniłem się w pracy, ale wracałem, widziałem Cię w barze… Damian? Życie.
Kuba ciągnie żonę za rękę.
Poczekaj, Kuba. Damian coś proponował i chciałam się jeszcze dowiedzieć
Przeczuwa nieszczęście, blednie.
Na powietrze! Zuza, wyjdź na powietrze, weź tabletkę! Kuba się niecierpliwi, Damian idzie za nimi.
W domu chłodno, pachnie zupą. Waldek wybiega z pokoju i z ciekawością patrzy na gościa.
Damian, podaje rękę chłopcu.
Waldek ściska dłoń, patrzy pytająco na ojca.
Waldek, zjedz w swoim pokoju. My porozmawiamy z panem Damianem, mówi Kuba.
Zuza zanosi synowi kolację, całuje go.
… No to, co u Ciebie? Jak żyjesz? Kuba rozsiada się, nogi wyciąga, żeby gościowi było niewygodnie.
Zuza, dawaj mu kotleta! Masz żonę? rzuca, zjadając szczypiorek.
Nie. Znalazłem klinikę dla Zuzi, gotową przeprowadzić unikalną operację. Tam też są nasi lekarze. Opieka, najlepsza sala wszystko! Potem prawdziwe życie, jak dawniej. Zuzia! Czemu milczysz?
Zuzia, idź do Waldka z herbatą.
Kuba czeka, aż żona wyjdzie, potem kontynuuje:
Co ona może odpowiedzieć? Przyszedłeś nie wiadomo skąd, chcesz ją wywieźć, nie wiadomo za czyje pieniądze, wsadzisz pod nóż. A my z Waldkiem? Jak coś pójdzie źle? Będziesz miał ją na sumieniu… Nam tu dobrze, Damian, nie musisz nas zbawiać. Lepiej pomóż sobie! mówi cicho Kuba. Nie wtrącaj się, byłeś przez lata, gdzie? Byłeś gangsterem? My tu ledwo wiązaliśmy koniec z końcem. Zabrałbyś Zuzię? A nocami przy niej czuwałeś? Opiekowałeś się Waldkiem? Nie. Ona jest moja, cała. Ja wiem najlepiej, co dla niej dobre…
Opisujesz swoje zasługi? No, no… Damian wstaje, staje nad Kubą. Zuzia to nie rzecz. Trzeba jej dać szansę na życie, nie wegetację. Fajnie Ci się jeździ jej autem? Niebawem sama będzie prowadziła. Wstydź się, wykorzystujesz jej zdrowie! Ona wyjedzie i zacznie żyć inaczej! Ona…
Nie pojadę nigdzie, Damianie. Zostaję tu. Sama się boję… a co, jeśli umrę podczas operacji, a Waldek taki mały? Mnie dobrze tutaj.
Zuzia tuli się do Damiana, opiera głowę o jego plecy.
Napijmy się herbaty, chłopaki. Są ciastka, cukierki! uśmiecha się. A później, Damianie, wrócisz już do siebie, dobrze?
Nie je herbaty, wstaje, chwyta kurtkę, wychodzi. Nawet się nie żegna.
Idąc ulicą, szturchając przechodniów ramieniem, Damian nie może zrozumieć, jak można zrezygnować z lepszego życia. Przekreślił tyle starań, tyle pieniędzy… Na próżno…
… Iga czeka na niego w domu, nie śpi.
Cześć, wita go cicho, ciągle w tym samym flanelowym szlafroku. Ugotowałam zupę… Zjesz? Chyba wyszła mi dobrze…
Podbiega do niego, dużego, zimnego, tuląc się, przycicha.
Co się stało? nie rozumie Damian.
Bałam się, że nie wrócisz. Że zostaniesz z nią…
Iga pociąga nosem, mocniej się przytula.
Kochanie! Jak nie wrócić do Ciebie, co? Głupstwa! Damianowi robi się lekko, jakby zrzucił tonę kamieni. Nie jest już nic nikomu winien, nawet sobie. Może żyć dalej, kochać Igę, ożenić się, mieć dzieci i razem je wychować. To ich własne, codzienne życie, rodzina. Niech inni żyją po swojemu.
To takie proste pozwolić sobie na szczęście!
Iga patrzy, jak Damian z apetytem je jej zupę. Jest spokojna. W ich domu też zamieszkała mała rodzina. Tego jest pewna.




