Moja siostra, Irena, urodziła przedwcześnie. Jej maleństwo przyszło na świat jako wcześniak, ważąc niewiele. Irena marzyła o dzieciach, nie była mężatką, chciała urodzić dziecko dla siebie. Niemowlę było bardzo słabe. Trzymano je w specjalnym inkubatorze i karmiono przez sondę, ponieważ odruch ssania nie był jeszcze rozwinięty. Irena codziennie oglądała swoją córkę i wierzyła, że przeżyje. Tymczasem na oddział trafiła nowa rodząca, zapadła w pamięć wszystkim, ponieważ urządziła medycznemu personelowi głośną histerię. A potem po porodzie odmówiła karmienia dziecka piersią, argumentując to tym, że nie chce zepsuć figury.
Nie wykazywała zainteresowania dzieckiem, od razu zaczęła nakładać maseczki na twarz i dbać o siebie. Irena przypadkiem usłyszała tę historię. Postanowiła odwiedzić dziecko. Dziewczynka leżała sama. Karmiono ją butelką, a ona ciągle płakała. Irena zaoferowała, że nakarmi dziecko. Na rękach kobiety dziewczynka się uspokoiła. Mąż histerycznej damy przyszedł do szpitala i próbował przekonać żonę, aby wzięła odpowiedzialność za dziecko. Ale kobieta była nieugięta. Krzyczała na cały oddział, że chce żyć dla siebie, a dziecko tylko jej przeszkadza.
Gdy Wojciech zobaczył, jak obca kobieta karmi jego dziecko, tuląc je czule do siebie, jego serce się wzruszyło. Irena zdążyła się bardzo przywiązać do dziewczynki. Przed wypisaniem okazało się, że jej dziecka nie udało się uratować. Płakała gorzko i nie mogła puścić z rąk dziewczynki, którą karmiła przez cały ten czas. Matka dziewczynki już zdążyła zrzec się praw do dziecka i z radością zaczęła pakować swoje rzeczy. Wojciech zaproponował Irenie, aby przychodziła do niego i razem opiekowali się maleństwem.
Moja siostra bardzo przeżyła stratę dziecka. Minęło pół roku, a ona dopiero teraz powoli dochodzi do siebie. Odwiedza Wojciecha codziennie, tak jest zżyta z tym dzieckiem. Myślę, że Bóg nad nią czuwał i to on postawił na jej drodze tę sytuację. Gdyby nie to, nie wiem jakby sobie poradziła.



