Ja wiem, że Kubuś to syneczek tatusia i mamusi. Dla mnie też jest oczkiem w głowie i gwiazdkę z nieba bym mu dała, jednak uważam, że tak traktując 5-letnie dziecko, robi mu się krzywdę.
Kiedyś myślałam, że bycie babcią to sama radość. No ale z naszym Kubusiem i jego mamą, moją synową, to mam czasem wrażenie, jakby ktoś napisał scenariusz do jakiegoś absurdalnego serialu. Kuba ma już 5 lat, a ona traktuje go jak niemowlę. Naprawdę, to już przechodzi ludzkie pojęcie.
Zaczęło się niewinnie. Pamiętam, jak przynosiła mu te zupki ze słoiczków, nawet gdy młody nauczył się już jeść normalne jedzenie. Ale teraz? Teraz to już jest szczyt wszystkiego. Biega za nim, jakby miał zaraz zniknąć, poprawia mu ubrania co pięć minut i jest na każde jego zawołanie, jakby był małym królem.
Jak tylko mój syn przyniesie do domu wypłatę, to nie minie tydzień, a ona już wszystko przehula dla syna na nowe zabawki i ubrania. Ja naprawdę nie wiem, jak on sobie poradzi, bo obecnie jest we wszystkim wyręczany.
Przeczytaj także: Woleli zatrudnić pielęgniarkę, niż sami pomóc matce. Nikomu nie przyznam się, że mam taką opiekę
Ostatnio mieliśmy jechać na pogrzeb mojego brata, który mieszkał nad morzem. Rzadko się widzieliśmy, on miał swoje życie, rozmawialiśmy ze sobą może tylko raz w roku przez telefon, nic więcej. Ale rodzina to rodzina, na pogrzeb trzeba pojechać i godnie pożegnać zmarłego. To jest kawał drogi, więc syn miał wziąć mnie w samochód i miałam pojechać z nimi.
I wiecie co? Synowa zabrała do bagażnika wózek dla Kubusia. Dla pięciolatka! By jego kochane stópki się nie zmęczyły w tym korowodzie z kościoła na cmentarz. Myślałam, że ze wstydu zapadnę się pod ziemię. Przecież to był pogrzeb, a nie spacer po parku.
Wszyscy patrzyli na nas jak na wariatów. Kuba w wózku, a dookoła ludzie w żałobie. Nie mogłam uwierzyć w to, co się dzieje. Czułam się, jakbym była w jakimś filmie komediowym, tylko mi samej nie było do śmiechu.
Rozmawiałam o tym z synem, ale on tylko wzrusza ramionami i mówi, że „lepiej dmuchać na zimne”. Ale ja się pytam, gdzie tu jest granica? Przecież Kuba musi nauczyć się samodzielności. Nie może być wiecznie traktowany jak niemowlę.
Nie wiem, jak długo jeszcze wytrzymam tę całą sytuację. Kuba jest świetnym chłopcem, ale boję się, że przez takie traktowanie stanie się zależny i nieporadny. A przecież chcemy dla niego jak najlepiej. Czasami mam ochotę wziąć sprawy w swoje ręce, ale wiem, że to nie moje dziecko. Muszę jakoś przekonać synową, że to już nie jest maleństwo i potrzebuje trochę więcej przestrzeni i samodzielności. Tylko jak to zrobić, zanim będzie za późno?




