Na starość życzyłabym sobie tylko jednego – spokoju. Tymczasem targają mną emocje i to wszystko przez moją wnuczkę. Sama czytam historie od innych czytelników, więc tym razem podzielę się swoją, bo myślę, że podzielicie moje zdanie.
Uważam, że młodzi są przewrażliwieni. Nie wiem czy to takie czasy, czy my na starość po prostu inaczej już wszystko odbieramy, ale tak sobie myślę, że kiedyś przyjmowało się wszystko spokojniej i grzeczniej…. z poszanowaniem dla starszych.
Wnuczka studiuje w samej Warszawie, widzę ją może ze trzy, czasem cztery razy w roku. Zawsze wpada znienacka, posiedzi może z godzinę i zaraz zbiera swoje torby, jakby się gdzieś paliło. No ani dłużej porozmawiać, ani napić się w spokoju herbaty. Pędzą ci młodzi jak szaleni!
Przeczytaj także: Teściowa uparła się, że spocznie w jednym grobie z moim mężem! I to wszystko z takiego powodu?!
A ostatnio wnuczka przyjechała z moją córką, zięciem i swoim chłopakiem. Przedstawiała go rodzicom i przy okazji postanowiła przywieźć go też do mnie. Nie powiem, nie ma co, bardzo miły kawaler. Widać, że ułożony, uczynny, szanuje wnuczkę. A i mnie przywiózł kwiatka i czekolady. Słodycze im oddałam, bo nie jadam przez chorą wątrobę, ale kwiatek jeszcze do dziś stoi w oknie.
Siedzieliśmy tak przy kawie i cieście, to pomyślałam, że zapytam, kiedy planują ślub i czy myślą też o dziecku. Co złego w takim pytaniu?! Ja jestem już w takim wieku, że kto wie, czy dożyję wesela wnuczki. Choć dożyć pewnie dożyję, ale czy nogi pozwolą mi cieszyć się przy muzyce razem z resztą rodziny, to już inna sprawa.
Gdybym ja wtedy wiedziała, jaką aferę tym wywołam.
Wnuczka jak wstała, jak podniosła głos i zaczęła krzyczeć, że wtrącam się w nie swoje sprawy. Ale jak to nie swoje? To przecież sprawy rodzinne, też jestem jej częścią. To czy planują jakieś wesele i potomstwo to wielka tajemnica?
Aż mi wstyd było przed tym obcym młodym człowiekiem, co on sobie o nas musiał pomyśleć. To przecież tylko grzecznie zapytałam. Jak nie chciała odpowiadać, mogła powiedzieć wprost, a nie urządzać taki cyrk.
Powiem tak, mój mąż zmarł, po nim odziedziczyłam mieszkanie, w którym mieszkam. Już od dawna zastanawiałam się, co zrobić z tym przed śmiercią. Testament wypada napisać, ale komu je dać? Mam tylko jedną wnuczkę, chciałabym jej jakoś ulżyć w życiu. Myślałam, żeby notarialnie zapisać w testamencie to dla niej. Ale teraz.. Za moich czasów to nie do pomyślenia było, żeby takim tonem odnieść się do starszego.
Czy naprawdę w dzisiejszych czasach to już lepiej o nic nie pytać i milczeć? U Was w rodzinie też panuje taka obraza, jak chcecie dowiedzieć się czegoś od wnuków?




