Witalij wygodnie rozsiadł się przy biurku z laptopem i filiżanką kawy, gotów dokończyć zaległe spraw…

Michał wygodnie rozsiada się za swoim biurkiem z laptopem i kubkiem świeżej kawy. Ma jeszcze kilka spraw do załatwienia przed końcem dnia. Nagle rozbrzmiewa jego telefon. Nieznany numer.

Halo, słucham.
Pan Michał Andrzejczak? Dzwonię ze szpitala położniczego. Czy zna pan Aleksandrę Wiśniewską? odzywa się głos starszego mężczyzny.
Nie. Nie znam żadnej Aleksandry Wiśniewskiej. O co chodzi? Michał marszczy brwi, zaskoczony.
Chodzi o to, że Aleksandra zmarła wczoraj przy porodzie. Skontaktowaliśmy się z jej matką. Powiedziała, że pan jest ojcem dziecka głos milknie na moment, czekań na odpowiedź.
Jakiego dziecka? Jakim ojcem? Nic z tego nie rozumiem! Michał zaczyna się denerwować.
Aleksandra urodziła dziewczynkę. Wczoraj. I to pan jest ojcem tej dziewczynki. O ile pan to rzeczywiście Michał Andrzejczak. Proszę przyjechać jutro do szpitala na ul. Kopernika. Musimy podjąć decyzje rozmówca mówi powoli i dobitnie.
Jakie decyzje? Michał wciąż nie może pojąć, o co chodzi.
Jutro proszę zgłosić się do profesor Nowak. To ja. Wszystko wyjaśnimy na miejscu.

Michał patrzy w telefon osłupiały, wsłuchując się w dźwięk sygnału rozłączenia. Odkłada słuchawkę i próbuje ułożyć myśli.

Aleksandra Kim ona jest? mruczy pod nosem, chodząc po pokoju. Nie przypominam sobie Ale nie, trzeba pomyśleć logicznie. Ile trwa ciąża? Dziewięć miesięcy. Jest maj. Czyli co było we wrześniu?

Spogląda na filiżankę kawy, skrzywia się i odstawia ją na biurko. Przydałoby się czegoś mocniejszego, ale

We wrześniu byłem nad morzem, w Sopocie nagłe olśnienie. Dwa tygodnie. I to właśnie wtedy Ola!

Twarz Aleksandry powoli pojawia mu się w pamięci. Jasne włosy, niebieskie oczy Ile takich dziewczyn miał? Każdą mam zapamiętywać? Nigdy nie był żonaty, po czterdziestce, do małżeństwa mu nie spieszno. Dzieci? Nigdy w życiu tego nie chciał! Ma swoje ustabilizowane życie, nie zamierza niczego zmieniać przez jakąś Olę

Ale ona przecież nie żyje dopada go nieprzyjemna myśl, pulsująca w głowie.

Jak ona mogła umrzeć? mówi na głos, wpatrując się w sufit, jakby tam był ukryty sens. Ile ona miała lat? Dwadzieścia, może dwadzieścia jeden

Chce mu się zapalić, ale przecież rzucił. Wewnątrz tli się dziwne uczucie litość, zagubienie, a może żal?

Dziecko znów powtarza półgłosem. Niech matka Oli weźmie to dziecko. Przecież jest babcią. Zresztą, kto wie, może to nawet nie moje dziecko?

Michał już wszystko sobie ułożył w głowie. Jutro pojedzie, spotka się z lekarzem, podpisze zrzeczenie się praw i wróci do swojego życia. Po staremu.

Mimo decyzji długo nie może zasnąć. Myśli kłębią się w głowie, ściska go coś w piersi, nie znajdując spokoju

To zimne, martwe ciało Przecież to nie mogła być Ola! Michał próbuje przełknąć ślinę, ale nie daje rady. Żal rozlewa się w nim całym, sięga oczu. Wspomina ją Jej śmiech, bieganie po plaży, jej zapatrzone w niego spojrzenie. Wesoła dziewczyna, o której zapomniał tuż po powrocie do Warszawy. To ona teraz leży w kostnicy To ona jest tym ciałem

Wybiegł na korytarz szpitala. Z gestem poprosił profesora Nowaka o moment

Podbiegł do przypadkowego mężczyzny i poprosił o papierosa. Zaciągnął się na schodach przed szpitalem, zgasił niedopałek i ruszył do gabinetu ordynatora.

Chce pan zobaczyć córkę? zapytał profesor Nowak.
Nie. Najpierw chcę porozmawiać z matką Oli. Gdzie ona jest? Michał patrzy wyczekująco.
Czeka na korytarzu. Przeszedł pan obok niej.
Zaraz wracam od razu wychodzi.

Dostrzega chudą kobietę w czarnej chustce. Siedzi trochę dalej na krześle. Kilka kroków i już staje przed nią.

Dzień dobry z trudem artykułuje Michał.

Matka Oli podnosi na niego oczy. Fala bólu w tych oczach niemal go powala

Ależ ona podobna do Oli, przelatuje mu przez myśl jak dwie krople wody.

Mam na imię Grażyna. Grażyna Janiszewska mówi cicho. Jestem mamą Oleńki.
Michał. Też Andrzejczak, dorzuca po chwili.
Wiem. Ola opowiadała mi o panu. Teraz już nic mi nie opowie Grażyna zaczyna płakać.

Michał onieśmielony stoi obok, nie wie, co powiedzieć, co robić.

Grażyna ociera oczy i mówi:
Nie odrzucajcie tej dziewczynki, proszę! Nie mogę dopuścić, by moja wnuczka trafiła do domu dziecka! Rozumie pan?
Dlaczego do domu dziecka? Przecież jest pani babcią. Oddadzą pani ją! stara się ją uspokoić Michał. Myśli jednak: Jaka z niej babcia? Wygląda na moją rówieśnicę
Nie oddadzą Mam grupę inwalidzką. Wrodzoną wadę serca Proszę, uznajcie maleńką! Wychowam ją sama, obiecuję, nigdy nie będziemy państwu przeszkadzać! Grażyna wyciąga błagalnie ręce.

Idziemy! pociąga ją w stronę gabinetu ordynatora.

Profesor Nowak odrywa wzrok od papierów.

Co trzeba zrobić, by uznać dziecko? pyta zdenerwowany Michał.
Test DNA odpowiada ordynator i spogląda na niego badawczo. A jak ma mieć na imię?
Jak to, kto? zderza się z nowym pytaniem Michał.
Jak nazwiecie dziewczynkę? uśmiecha się profesor.
Nie chce pan zobaczyć dziecka? pyta doktor.
Michał wzdycha, spogląda na Grażynę i mówi cicho:
Nie. Nie chcę.

Formalności poszły zaskakująco szybko. Wyniki jasno pokazują: to jego dziecko. Michał nie wie, co dalej. Kompletnie nie jest gotów na ojcostwo. Ale żeby zepchnąć dziecko na Grażynę, całkiem z życia je wymazać tego też nie potrafi. Wciąż nie może przez gardło przejść mu słowo CÓRKA. Po prostu dziecko.

Będę im pomagał jak będę mógł. Prześlę pieniądze, kupię wózek, co będzie trzeba planuje w myślach na kilka dni przed wypisem.

Gdy widzi pielęgniarkę niosącą zawiniątko w różowym kocyku, z kokardkami i koronkami, aż mu zasycha w gardle.

Grażyna bierze dziecko, odchyla kawałek koronki i pyta:
Chcesz zobaczyć maleńką?
Michał nie zdąża nawet odpowiedzieć, bo drzwi gabinetu nagle się otwierają i profesor Nowak prosi Grażynę Janiszewską do środka.
Grażyna podaje dziecko Michałowi i znika w gabinecie.

Michał zamiera. Nie ma w sobie nic do powiedzenia, ani nawet do ruszenia się. Czuje w dłoniach ciepły ciężar; kocyk słodko pachnie. Nagle dziecko zaczyna się wiercić, mrucząc jak kociak, i wybucha donośnym płaczem. Michał przerażony pochyla się i… widzi w niej swoje odbicie. Jego córka to jego lustrzane odbicie. Patrzy na małą i widzi siebie

Czuje, że kolana mu się uginają. Siada na krześle obok i lekko ją kołysze. Dziewczynka milknie i nagle patrzy mu prosto w oczy, jakby się uśmiechała.

Grażyna wychodzi po chwili z gabinetu.

Daj, wezmę ją wyciąga ramiona po wnuczkę.
Nie, sam! wybucha Michał. Ona się do mnie właśnie uśmiechnęła! uśmiecha się najpiękniejszym uśmiechem w życiu. Jedziemy do domu, Grażyno mówi cicho. I dodaje stanowczo: Jedziemy razem.

Oceń artykuł
TwojaCena
Witalij wygodnie rozsiadł się przy biurku z laptopem i filiżanką kawy, gotów dokończyć zaległe spraw…