Wciąż marzę o miłości, czyli jak panna Alla po przejściach szukała szczęścia: rozwód przez zdradę, s…

Dziennik Alicji Nowak

Zawsze marzyłam o udanym małżeństwie. Jedno już miałam za sobąniezbyt szczęśliwie zakończone. Mam syna, Marcina, który ma dziś dwadzieścia lat.

…To było dawno temu, kiedy życie wywróciło się do góry nogami. Mój mąż, Tomasz, zdradził mnie w tak bezczelny sposób, że aż trudno w to uwierzyć. Wróciłam z delegacji wcześniej o jeden dzień. Zastałam Tomka półnagiego, gorączkowo ścielącego łóżko w naszej sypialni. W kuchni parzyła kawę moja najlepsza przyjaciółka – i to w mojej koronkowej koszuli! Klasyczna scena! Rozwód był natychmiastowy. „Przyjaciółka została na zawsze usunięta ze wszystkich kontaktów, nawet z życia. Nie wnikałam w szczegóły, nie chciałam taplać się w brudzie. Zawiniliponieśli karę. Tomka zostawiłam za drzwiami z walizkami, Marcinowi zabroniłam kontaktu z ojcem. Miałam wtedy ledwo dwadzieścia dziewięć lat.

Minęło ponad dziesięć lat. Zdołałam obronić najpierw doktorat, później habilitację. W wieku czterdziestu lat zostałam doktorem nauk filologicznych i objęłam kierownictwo katedry na Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie. Szefostwo mnie ceniło, w pracy miałam poważanie. Przez dziesięć lat samotności nie traciłam wiary w to, że jeszcze znajdę godnego mężczyznę. Wydawało mi się, że na robienie na drutach i haftowanie krzyżyków jest dla mnie stanowczo za wcześnie.

Kandydatów do ręki nie brakowało. Ale do mojej duszy nikt nie potrafił dopłynąć. Jeden adorator po pierwszym spotkaniu od razu poprosił mnie o rękę. Pożyczył ode mnie pieniądze (Przecież jesteśmy już prawie rodziną) i zniknął. Drugi szukał matki dla swoich dzieci. Był wdowcem. Zaprosił mnie od razu do siebie, prosząc żebym ugotowała obiad dla całej rodziny. Nie byłam gotowa na takie gorące przyjęcie, a jednak ugotowałam, nakarmiłam całą trójkę jego dzieci, każde młodsze od drugiego. Po powrocie do domu rozpłakałam się. Żal mi było samotnego ojca i jego dzieci, ale czułam, że nie udźwignę takiej odpowiedzialności. Może jestem egoistką, tłumaczyłam sobie.

Z czasem kandydatów było coraz mniej. Kiedy już chciałam postawić grubą kreskę na tych nieudanych próbach tworzenia czegoś trwałego, na horyzoncie pojawił się ON.

…Był nim student z Ukrainy, Wasyl. Różnica wieku spora miał dwadzieścia osiem lat. Kiedyś chodził do mojej grupy, byłam jego wykładowczynią. Po studiach został w Krakowie, otworzył niewielką stację benzynową. Któregoś dnia zatankowałam samochód właśnie na jego stacji okazało się, że jest właścicielem.

Zamieniliśmy kilka słów, powspominaliśmy czasy studenckie. Wasyl dał mi swoją wizytówkęna wszelki wypadek. Od tego momentu raz w tygodniu tankowałam właśnie u niego, a przy okazji prowadziliśmy długie rozmowy. Zapraszał mnie do restauracji, na koncert muzyki poważnej. Czułam zażenowanie i nie wierzyłam w szczerość byłego studenta. Każde takie zaproszenie z uśmiechem odmawiałam.

Wasyl jednak nie odpuszczał. Zapamiętałam go ze studiówinni byli powierzchowni, a on uczył się pilnie i z pasją. Po polsku mówił pięknie, miał w sobie coś wyjątkowego. Gdy szedł korytarzem, dziewczyny z wydziału aż przewracały się na jego widok. Pamiętam, jak podarował mi kiedyś ręcznie rzeźbioną szkatułkę. W środku znalazłam liścik. Gdy przeczytałam, zarumieniłam się, potem pobladłam. Rozdarłam wiadomość na tysiąc kawałków. Pisało tam: Pani Alicjo, kocham Panią!

Uznałam, że to żart. Oddałam Wasyla szkatułkę i uciekłam. Następnego dnia zapukał do mojego gabinetu:

Pani Alicjo, przepraszam, nie chciałem Pani urazić. Bardzo Panią lubię.

Przyjęłam przeprosiny:

Dobrze, Wasyl, idź do sali. Zaraz zajęcia.

Do końca studiów trzymał się ode mnie z daleka, spoglądał ukradkiem. Teraz los znowu nas zderzył. Nie wiedziałam przyjąć jego względy czy odrzucić? Teraz jestem dla niego nikim. Jesteśmy tylko kobietą i mężczyzną. Czemu nie spróbować?myślałam.

Poddałam się losowi.

…Nasza znajomość przerodziła się w krótki romans.

Nasze pierwsze spotkanie z Wasylem było magiczne. Potrafił mnie zaskoczyćbył czuły, dowcipny, romantyczny jak nikt przedtem. Różnica wieku nie grała roli. Potrafiłam śmiać się i żartować jak nastolatka, a on z kolei był odpowiedzialnym mężczyzną.

Zażartowałam i nazwałam go Władkiem, a siebie samą przechrzcił na Lenę. Czułam się po raz pierwszy w życiu naprawdę kobieca i kochana. Rozgorzała we mnie miłość, którą trudno było zgasić…

Wasyl nie oświadczył mi się. Plany miał innechciał wracać na Ukrainę, nie zamierzał sprzeciwiać się rodzinie. Mama już znalazła mu odpowiednią narzeczoną, Olenę, siedemnastoletnią dziewczynę z porządnej rodziny. Ja nie wyobrażałam sobie opuszczać Polskę, zostawić syna i mamę. I co bym miała robić, będąc starą narzeczoną z zagranicy? Nie pasowałabym do ich świata.

Co swojskie, to swojskie.

Postanowiłam całą moją czułość i niewykorzystaną miłość poświęcić Wasylowi. Co ma być, to będzie.

Ile jeszcze mam tego babskiego szczęścia? Tyle co kot napłakał. Będę go kochać na zabój, aż zabraknie mi tchu!zwierzyłam się mamie.

Mama była stanowczo przeciw:

Alicjo! Po co ci ten cudzoziemiec? Polskich Władków ci brakuje? Nie dam ci żadnego matczynego błogosławieństwa! Twój były non stop się koło ciebie kręci. Przecież go widzisz? Może byś mu wybaczyła? Macie syna! narzekała mama.

Mamo, Tomek mnie zdradził! Zapomniałaś? upierałam się.

Jezus Maria! Przecież sto razy już żałował! A Ty taka wiecznie zajęta tymi swoimi pracami naukowymi, całkiem go zostawiłaś samego. A jak facet sam, to żadna kobieta mu nie przepuści, a on nie będzie wybrzydzał nie ustępowała mama.

Dlaczego więc, mamo, nie wybaczyłaś mojemu tacie? On też żałował odcięłam.

Co ty porównujesz! Twój ojciec odszedł, zanim się urodziłaś, miał już trójkę dzieci z inną. Jak miałam mu wybaczyć? A twój Tomekdziesięć lat sam jak palec, czeka na ciebie. Marcin go kocha zakończyła mama.

Mamo, nie planuję zostać z Wasylem na zawsze. Jestem dla niego za stara. Poczekam, aż mnie pierwszy zostawi. Sama nie będę umiała. Zobaczymy… zamyśliłam się.

Ech, córko! I stara klacz na sól patrzy… westchnęła mama.

…Minęły trzy lata. Wasyl pożegnał się ze mną.

Będę w kontakcie, kochana tylko to powiedział.

Spodziewałam się, że tak się stanie. A jednak, serce ścisnęło mi się, kiedy oddawałam go młodej Olenie. Na pożegnanie podarował mi tę samą rzeźbioną szkatułkę, od której wszystko się zaczęło. W środku było przedziwne pierścionek z dwoma aniołkami, trzymającymi serduszko z brylantem.

Moje serce zostawiam tobie, Leno powiedział czule i pocałował.

Odszedł, wrócił na Ukrainę.

…Po roku przysłał mi zdjęcie ze ślubu z podpisem Moja żona Olena. Potem, po kolejnych kilku miesiącach, drugiez kolejną uroczystości. Moja druga żona, Mariia. Pisał, że na Ukrainie prawo pozwala na wielożeństwo. Patrząc na te jego sprawozdania z życia prywatnego, nie czułam nawet ukłucia zazdrości. Cóż może wiedzieć o miłości niedoświadczona dziewczyna? Trochę nawet cieszył mnie jego smutny wzrok. Może tęskni za mną?

…Baśń się skończyła. Przekręciłam stronę życia. W międzyczasie Marcin ożenił się i sprowadził do naszego domu swoją żonę. Kiedy urodziła im się córka, poprosiłam, żeby nazwali ją Leną. Chciałam zachować historię tej wielkiej miłości w pamięci na zawsze.

Tomkowi wybaczyłam, a może po prostu zrobiło mi się go żal? Działał przez moją mamę. W końcu mama przekonała mnie solidnymi argumentami do pogodzenia się z nim.

On wszystko zrozumiał. A kto z nas jest bez grzechu? Grzech nie chodzi po lesie, tylko po ludziach. Każdy może ulec pokusie.

…Dzisiaj z Tomkiem znów tworzymy rodzinę. Staramy się nie oddalać. A ja? Skończyłam kurs dziergania i robię małej Lenie skarpetki z rysunkiem arabskich wzorków…

Oceń artykuł
TwojaCena
Wciąż marzę o miłości, czyli jak panna Alla po przejściach szukała szczęścia: rozwód przez zdradę, s…