Mój wnuk przeżył wypadek samochodowy jako jedyny. Córka ostatkiem sił zdołała wyczołgać się z auta i otulić syna. Zaraz później zmarła, chociaż po przyjeździe karetki reanimowano ją pół godziny. Ja jako babcia walczę teraz o prawo do opieki nad wnukiem.
Kiedy usłyszałam o wypadku, cały świat przewrócił się do góry nogami. Byłam załamana myślą o swoim wnuku, który był jedynym ocalałym z tragedii. Kiedy dotarłam do szpitala, zastałam go otoczonego przez lekarzy i pielęgniarki, walczących o jego życie. Z wielką ulgą dowiedziałam się, że przeżył, ale zaraz później powiedziano mi, że córki i zięcia nie udało się uratować.
To dla mnie cierpienie nie do zniesienia, ale teraz muszę skupić się na tym, co najlepsze dla wnuka. W sercu wiem, że najlepszym rozwiązaniem będzie, jeśli sama zajmę się opieką. Mam przecież doświadczenie, wychowałam trójkę dzieci na porządnych ludzi.
Byłam już u prawnika, rozmawiałam z wieloma urzędnikami, telefony do mnie się nie urywają – nigdy nie pomyślałbym, że proces przejęcia opieki będzie tak skomplikowany. Wiem, że będę musiała przejść przez wiele formalności, ale każdy mi mówi, że nie mogę się poddać. A wszystko dla dobra wnuka – muszę walczyć o to, aby miał stabilną, kochającą rodzinę, która zapewni mu bezpieczeństwo i miłość.
Przedwczoraj zaczęłam jednak mieć wątpliwości – przyśniła mi się zmarła córka, która biegała z moim wnukiem po łące. Zaczęłam się wahać, czy aby dobrze robię, że chce zająć się wychowaniem tak małego dziecka… Przecież mam już swoje lata, sama za niedługo będę potrzebowała pomocy. Może lepiej by mu było w pełnej rodzinie i z młodymi rodzicami?
W największych koszmarach nie myślałbym, że będzie mi dane stać przed takim wyborem i takimi trudnymi decyzjami. Sama już nie wiem, czy dobrze robię….




