Jadwiga zawsze czuła się obcą we własnym domu. Mama wyraźnie faworyzowała starsze córki Wandę i Zofię otaczając je większą troską i ciepłem. Ten brak sprawiedliwości ranił dziewczynkę, ale chowała żal w sobie, nieustannie starając się zadowolić matkę i przynajmniej trochę zbliżyć się do jej miłości.
Nie marz o zamieszkaniu ze mną! Mieszkanie pójdzie do twoich sióstr. A od dziecka patrzyłaś na mnie jak szczeniak wilka. Więc żyj, gdzie chcesz! taką wypowiedzią mama wyrzuciła Jadwigę z domu zaraz po osiemnastym urodzinach.
Jadwiga próbowała się bronić, tłumaczyć, że to niesprawiedliwe. Wanda była tylko trzy lata starsza, a Zofia pięć. Obie ukończyły studia, które opłaciła mama; nikt nie zmuszał ich do samodzielności. Jadwiga zawsze była inna. Mimo wszelkich starań, w rodzinie była kochana jedynie powierzchownie jeśli w ogóle można to tak nazwać. Jedynym, który naprawdę ją wspierał, był dziadek Stanisław. To on przyjął ciężarną córkę po tym, jak mąż zniknął bez śladu.
Może mama martwi się o siostrę? Mówią, że bardzo do niej podobam się, myślała Jadwiga, szukając wyjaśnienia maminy chłodnej postawy. Próbowała rozmawiać z matką szczerze, lecz za każdym razem kończyło się kłótnią lub temperamentnym wybuchem.
Dziadek był prawdziwym opoką. Najlepsze wspomnienia Jadwigi wiązały się z wsią, w której spędzali lato. Lubiła pracować w ogródku, w warzywniaku, uczyć się doić krowy, piec placki wszystko po to, by nie wracać do domu, gdzie codziennie czekała na nią krytyka i pogardliwe uwagi.
Dziadku, po co mnie nikt nie kocha? Co we mnie jest nie tak? pytała, powstrzymując łzy.
Kocham cię bardzo odpowiadał łagodnie, nie wspominając o matce czy siostrach.
Mała Jadwiga chciała uwierzyć w jego słowa, że jest kochana, choć w specjalny sposób Gdy skończyła dziesięć lat, dziadek zmarł, a od tej chwili rodzina traktowała ją jeszcze gorzej. Siostry drwiły, a matka zawsze stała po ich stronie.
Od tego dnia nie dostawała nic nowego jedynie podkoszule i sukienki po Wandzie i Zofii. Hehe, jakże stylowe!
O, ale modny top! Zmywaj podłogę, a może i Jadwiga co tylko potrzeba!
A kiedy mama kupiła słodycze, siostry pożerały wszystko, zostawiając Jadwice tylko papierki:
Weź, głuptasia, zbieraj opakowania!
Mama słyszała to wszystko, ale nie karciła córek. Tak rosła Jadwiga szczeniak wilka, niepotrzebna, zawsze błagająca o miłość od ludzi, którzy widzieli w niej jedynie obiekt drwin i niechęci. Im bardziej starała się być dobrą, tym bardziej ich nie lubiano.
Kiedy więc w dniu osiemnastych urodzin mama ją wyrzuciła, Jadwiga podjęła pracę jako pomocniczka w szpitalu w Kielcach. Wytrwałość i ciężka praca stały się jej nawykiem, a przynajmniej dostawała wynagrodzenie choć skromne. Tam nie spotkała nienawiści; jeśli nie jesteś spotykany z wrogością, gdy jesteś miły, to już postęp. Tak myślała.
Pracodawca dał jej szansę na stypendium i szkolenie na chirurgkę. W małym miasteczku tacy specjaliści byli potrzebni, a Jadwiga już wykazała talent w opiece nad pacjentami.
Życie było ciężkie. Do dwudziestu siedmiu nie miała bliskich krewnych. Praca stała się całym jej życiem dosłownie. Żyła dla pacjentów, których ratuje. Jednak samotność nie opuszczała jej: mieszkała w pokoju na internacie, tak jak kiedyś.
Wizyty u mamy i sióstr były stałym rozczarowaniem, więc Jadwiga starała się je ograniczać. Gdy wszyscy wychodzili na papierosa i plotki, ona zasiadała na ganku i płakała.
Pewnego dnia podszedł do niej współpracownik, pomocnik Grzegorz:
Dlaczego płaczesz, piękna?
Jaką piękność nie drwiąc o mnie odpowiedziała cicho.
Uważała się za szarą myszkę, nie zauważając, że pod prawie trzydziestym rokiem stała się drobną, urokliwą blondynką z dużymi niebieskimi oczami i eleganckim nosem. Dziecięca niepewność zniknęła, ramiona wyprostowały się, a krótkie włosy związane w surowy kok zaczęły pragnąć wolności.
Jesteś naprawdę piękna! Doceniaj siebie i nie garbi się. Poza tym jesteś obiecującą chirurgką, a życie układa się całkiem nieźle zachęcił Grzegorz.
Grzegorz znał ją od prawie dwóch lat, od czasu kiedy podsuwał jej czekoladki, ale to był ich pierwszy poważny dialog. Jadwiga wylała łzy i opowiedziała wszystko.
Może zadzwonisz do Dariusza Aleksandrowicza? Z tego pana, którego ostatnio uratowałaś. Traktuje cię dobrze i ma sporo kontaktów zasugerował Grzegorz.
Dzięki, Grzechu. Spróbuję odparła.
A jak to nie wypali, to może weźmiemy ślub. Mam mieszkanie, nie dopuszczę, żeby cię źle traktowano dodał żartobliwie.
Jadwiga zarumieniła się i nagle zrozumiała, że mówi poważnie. Zobaczył w niej nie żałosną sierotkę, ale kobietę, na którą zasługuje miłość.
Dobrze, rozważę tę opcję uśmiechnęła się, po raz pierwszy czując się nie jak wół roboczy, lecz piękną młodą kobietą z przed sobą całym światem.
Jeszcze tego samego wieczoru zadzwoniła do Dariusza Aleksandrowicza:
Dzień dobry, tu Jadwiga, chirurgka. Dostałam pana numer i mówił pan, że mogę dzwonić w razie problemów zaczęła i chwilę się wahała.
Jadwigo! Cudownie, że wreszcie zadzwoniłaś! Jak się masz? Lepiej jednak spotkajmy się osobiście. Przyjdź, wypijemy herbatę i pogadamy. My, starsi, lubimy takie rozmowy odpowiedział ciepło.
Następny dzień był jej wolny, więc od razu pojechała w wizytę. Szczere opowiedziała o swojej sytuacji i zapytała, czy nie zna kogoś, kto potrzebuje opiekunki na noc.
Rozumiem, Jadwigo, jestem przyzwyczajona do ciężkiej roboty, ale teraz nie wytrzymam dłużej
Nie martw się, Aniu! Mogę ci zapewnić pracę chirurgiczki w prywatnej klinice i zamieszkasz ze mną. Bez ciebie nie byłbym taki, jaki jestem zapewnił.
Oczywiście, Dariuszu. A twoi krewni się nie gniewają? dopytała.
Moi krewni przychodzą tylko, gdy mnie nie ma. Liczy ich jedynie mieszkanie odparł smutno.
Tak więc zamieszkali razem. Minęły dwa lata, w które rozkwitła miłość pomiędzy Jadwigą a Grzegorzem, najczęściej przy herbacie. Dariusz ale nie przepadał za Grzegorzem i nie przegapiał okazji, by podpowiadać Jadwidze:
Przykro mi, kochanie, ale Grzegorz to dobry facet, tylko słaby i zbyt wrażliwy. Nie możesz liczyć na niego. Nie przywiązuj się za bardzo.
O, Dariuszu Jest już za późno. Decyzję o ślubie podjęliśmy. A przy okazji, dwa lata temu żartobliwie się oświadczył, a teraz jestem w ciąży radośnie oznajmiła Jadwiga, promieniejąc szczęściem. Ale ty wciąż jesteś dla mnie ważny! Odwiedzę cię codziennie, jesteś jak rodzina.
No tak, Anytko Nie czuję się za dobrze. Jutro idziemy do notariusza, wprowadzę cię na własność w domu w wiosce. Zawsze kochałaś wiejskie życie może to będzie twoja dacha albo sprzedasz, jeśli zechcesz dodał, nie kończąc zdania i marszcząc brwi.
Jadwiga próbowała sprzeciwić się: to za dużo, on jeszcze długo żyje, lepiej zostawić dom dzieciom. Przez ostatnie dwa lata odwiedzili go jedynie raz, ale Dariusz był nieugięty.
Zszokowała ją wiadomość, że dom znajduje się w tej samej wsi, w której mieszkał ukochany dziadek! Jego chatę już dawno wyburzono, działka sprzedano, a nowi lokatorzy mieszkają tam teraz. Jednak fakt, że ma własny kąt w tej okolicy, wywołał ciepłe wspomnienia.
Nie zasługuję na to, ale dziękuję, Dariuszu! podziękowała szczerze.
Jedna prośba: nie mów Grzegorzowi, że dom jest na twoje nazwisko. I nie pytaj dlaczego. Czy mogę na to liczyć? brzmiał poważny ton. Jadwiga skinęła głową, obiecując. Jak wytłumaczyć Grzegorzowi pochodzenie domu, pozostawało otwartym pytaniem, ale mogła powiedzieć, że pogodziła się z matką.
Później dowiedziała się, że Dariusz, oprócz udaru, ma też raka i odmawia operacji. Na koniec zorganizowała jego pogrzeb i wprowadziła się z przyszłym mężem.
Problemy zaczęły się w siódmym miesiącu ciąży mieszkali razem już sześć miesięcy.
Może powinnaś trochę pracować, zanim dziecko przyjdzie zasugerował Grzegorz.
Wtedy Jadwiga chwilowo zrezygnowała z kliniki, licząc na oszczędności i wsparcie Grzegorza. Jego słowa zaskoczyły i zraniły ją.
No może odpowiedziała niepewnie. Robiła zakupy, a Grzegorz okazał się skąpy. Dziecko rosło w jej brzuchu, a ona nie chciała rezygnować ze ślubu.
Tydzień przed planowanym przyjęciem, gdy Grzegorz nie był w domu, do ich mieszkania wpadła nieznajoma kobieta z własnym kluczem.
Cześć, jestem Lidia. Grzegorz i ja się kochamy, a on po prostu się bał ci tego powiedzieć. Powiem więc otwarcie: nie jesteś już potrzebna rzekła wysoka, szczupła blondynka pewnym tonem.
Co?! Nasz ślub za kilka dni! Wszystko już zapłacone! zdenerwowała się Jadwiga.
Wiem, nie ma sprawy. Grzegorz weźmie mnie za żonę. Mam kontakty w Urzędzie Stanu Cywilnego, załatwimy to szybko deklarowała Lidia, jakby wszystko już było ustalone.
Lidia nie zamierzała odejść. Gdy Grzegorz się zjawił, tylko wymamrotał:
Jadwigo, przepraszam Tak, to prawda. Pomogę przy dziecku, ale nie mogę się z tobą ożenić.
Zrobimy test ojcostwa, dodała Lidia, kładąc rękę na ramieniu Grzegorza.
Test ojcostwa?! Jesteś moją jedyną! wykrzyknęła Jadwiga, rzucając się na niego pięściami.
Zadzwoni cię po uszy, głuptasia! Ma już prawie trzydzieści lat, a zachowuje się jak małe dziecko! drwiła Lidia.
Grzegorz stał w milczeniu, nie broniąc Jadwigi, patrząc w dół. Stało się jasne: wszystko zależy od Lidii, a on jest jedynie biernym obserwatorem.
Jadwiga zaczęła pakować rzeczy. Nie było sensu walczyć z mężczyzną, który łatwo się poddaje. Lidia dodała, że ona i Grzegorz dawno się spotykali była zamężna, a teraz wolna. Jadwiga była jedynie tymczasową zastępczynią, dopóki idealna kobieta nie pojawi się w ich życiu.
Mogła wymagać wyjaśnień od Grzegorza, ale po co, skoro pozwolił jej przyjść Lidii?
Więc dom w końcu się przydał pomyślała Jadwiga.
Dom był naprawdę przydatny, choć nie miał bieżącej wody. Jednak piec był wspaniały dziadek nauczył ją wszystkiego, co potrzebne do życia na wsi. Było w nim co mieszkać. Jak porodzić samotnie? Czas jeszcze był, znajdzie się rozwiązanie.
Zasoby drewna były ułożone, szopa solidna, a przed wejściem leżał śnieg, czekający na odśnieżenie. Stogi drewna prawdziwy rarytas w takiej zimie!
Dobrze, że Dariusz przed spotkaniemJadwiga w końcu odnalazła spokój i pewność, że jej przyszłość należy wyłącznie do niej samej.




