Teściowa moja to osobowość arcytrudna i twarda jak krakowski obwarzanek nie ma takiej siły, by ją ugiąć. Jej nieustające kłótnie oraz wtrącanie się w nasze życie sprawiły, że ja i mój mąż ledwo znajdowaliśmy chwilę spokoju (a już na pewno nie w niedzielę!). Pomimo srogiego jej sprzeciwu, zmuszeni byliśmy zamieszkać razem po ślubie rodzina powiedziała, że tak trzeba, a komu tu podskoczyć?
Regularnie chodziliśmy na jagody i maliny do pobliskiego lasu pod Zakopanem oczywiście dla domowych przetworów, których resztki nawet nie powąchały naszej lodówki. Na początku wyprawy odbywały się tylko w weekendy, bo przecież trzeba jakoś zarabiać złotówki. Ale po narodzinach naszego synka musiałam już chadzać codziennie; teściowa uparcie twierdziła, że najlepiej zbierać runo leśne skoro świt chociaż w lesie w południe żar leje się z nieba, komary atakują z każdej strony, a od mokradeł nogi toną w błocie. Wszystkie nazbierane skarby lądowały w jej zamrażarce, naszej ani na kisiel, ani na pierogi.
Gdy mąż w końcu postanowił wypowiedzieć swoje zdanie o naszych finansowych potrzebach (no bo ile można żyć o zupie i dżemie teściowej?), rozpętała się burza gorsza niż na mazurskim jeziorze. Teściowa, jakby chciała ukarać nasze zuchwalstwo, podała nam obiad zupę z mięsa wyłącznie symbolicznego, taki plasterek jakby zagubił się w talerzu. Poczułam się dotknięta i rozżalona zamknęłam się w łazience i popłakałam jak dziecko, które nie dostało gofra nad morzem.
Ostatecznie wynajęliśmy mieszkanie nieduże, w centrum Katowic, ale z własną lodówką i bez codziennej kontroli teściowej. Odzyskaliśmy spokój i oddech. Od czasu do czasu odwiedzamy rodziców, ale na herbatę już się nie skuszę taka mała, cicha manifestacja wobec jej zachowania. Podejrzewam, że wie, czemu nie piję, ale czy ją to rusza? Raczej jak święta Barbara nic ją nie zagnie.
A jakie jest Wasze zdanie o zachowaniu tej synowej i teściowej? Kto tu jest bardziej winny?




