Twój syn wyłowił całe mięso z zupy!

– Żyj, przyzwyczajaj się do miasta, do uniwersytetu, do życia w mieście, do miejskiego życia – powiedziała.

Byłam jej bardzo wdzięczna. Naprawdę. Dopiero co wyjechałam z domu rodziców na studia w obcym mieście. Czułam się bezradna i bezbronna. A mieszkając u ciotki, nabrałam wprawy, nabrałam odwagi i przyzwyczaiłam się do życia w wielkim mieście. Ciotka nie wzięła ode mnie ani grosza.

Mój mąż również mieszkał u swojej ciotki, kiedy był na studiach. Ale on miał inną historię.

O charakterze mojej teściowej już pisałam. Powiedzmy, że nie jest zbyt przyjazna. Twarda, władcza i nakazująca robić to, co powie. Jej siostra była taka sama. I tak oto mój przyszły mąż miał żyć z siostrą swojej matki.

Wcześniej rozmawialiśmy o kosztach życia. Było to 1000 złotych miesięcznie, w tym wyżywienie. Mógł wynająć jednopokojowe mieszkanie za 500 złotych lub łóżko za jeszcze mniej. Nie było drogo, bo nie była to Warszawa, ale nadal zbyt dużo.

I tak zamieszkał z ciotką. A ta nie zamierzała go karmić.

Rano rodzina ciotki nie jadła śniadania. Wstawali, myli się, ubierali i szli do pracy. On też nie jadł śniadania. Po południu był na uniwersytecie. Wieczorem ciotka wracała z pracy około godziny 19:00 i gotowała.

Jej głównym daniem była zupa – zazwyczaj z ryżem, trzema ziemniakami i puszką konserw rybnych. Czasami była to zupa mięsna – to samo, tylko zamiast konserwy była kość z mięsem. Innym razem ciotka robiła gulasz. Warzywa kroiła do dużego garnka, nawet większego niż ten, w którym gotowała się zupa, następnie ten garnek wkładała się do lodówki i posiłek był na 3 dni.

Jeśli w domu był gulasz, to znaczy, że nie było nic innego.

Kolacja była podawana do stołu i nigdy nie było mowy o dodatkowym jedzeniu.

Tak żył. Niewielkie stypendium przeznaczał na placki i wyprawy do sklepu z pierogami. Gdy zabrakło pieniędzy, musiał zadowolić się zupą i gulaszem.

Nie miał odwagi poskarżyć się matce, bo inaczej byłby skandal.

Ale pewnego dnia doszło do wielkiej awantury.

Jakub (tak miał na imię mój mąż) przyszedł wieczorem do domu, zupa była ugotowana, a rodzina ciotki gdzieś zniknęła.

Nalał sobie zupy, zjadł obiad, a nawet pozwolił sobie na więcej.

Późnym wieczorem usłyszał, jak ciotka rozmawia przez telefon – choć trudno nazwać to rozmową, bardziej przypominało to krzyk.

– Jak wychowywałaś swojego syna? – zapytała ze złością.

Kiedy nie było nas w domu, wyjął z zupy całe mięso i zjadł je!

– Wytrzymałam już długo, ale nie zamierzam więcej tego znosić!

W ten sposób odebrano mojemu przyszłemu mężowi domowe posiłki.

Od tamtej pory jadł w jadłodajni o wiele częściej.

A w zupie, jak mi opowiadał, był tylko jeden kawałek mięsa.

Takie właśnie są ciotki. Po jego opowieści po raz kolejny utwierdziłam się w przekonaniu, że moja ciocia jest najlepsza na świecie. Ona smażyła naleśniki i gotowała barszcz z mięsem, a ja jadłam dużo słodyczy.

A Ty jak żyłeś, kiedy byłeś studentem?

Oceń artykuł
TwojaCena
Twój syn wyłowił całe mięso z zupy!