Trucizna zazdrości

Jad zawiści

Włodek, boję się Malwina nerwowo ścisnęła serwetkę w dłoniach, a jej głos zadrżał na końcu. Spojrzała na mężczyznę w oczach miała czystą, nieudawaną panikę. Znowu te wiadomości

Drżącymi palcami sięgnęła do torebki po telefon, odblokowała ekran i podała go Włodzimierzowi. Ten spojrzał uważnie na ekran: Dziękuję za cudowny wieczór, Już tęsknię, Kiedy znowu się zobaczymy?, Wkrótce znowu się spotkamy, Będę na ciebie czekał po pracy w naszym miejscu mars na czole Włodzimierza robił się coraz głębszy.

Od kiedy je dostajesz? zapytał spokojnie, niemal beznamiętnie, oddając jej telefon.

Ostatnia przyszła pięć minut temu. Wiesz, wtedy, gdy zamawialiśmy, Malwina przełknęła ślinę, czując, jak serce podskakuje jej do gardła. I tak za każdym razem, kiedy jesteśmy razem! Jakby ktoś nas śledził, dosłownie sekundę w sekundę

Włodzimierz odchylił się na krześle, pogładził podbródek, spojrzenie miał teraz świdrujące, zupełnie jakby już rozpracowywał trop.

Pokaż wszystkie wiadomości. I daty rzucił tonem nieznoszącym sprzeciwu.

Malwina przewinęła czat, pokazując mu kolejne wpisy. Włodzimierz analizował przesłane treści z miną detektywa z TVN, śledząc godziny, słowa i, prawdopodobnie, długość każdej emotikonki. Pojawiały się kolejne: Nie mogę przestać o tobie myśleć, Pamiętasz naszą rozmowę? Czekam na ciąg dalszy, Wiesz, gdzie mnie znaleźć. Każda następna wiadomość wzmagała wrażenie, że ktoś nie tylko śledzi, ale i stara się z precyzją szwajcarskiego zegarka rozbić ich związek na drobne kawałki.

Dziwne w końcu powiedział, a głos miał stalowy. Ktoś wyraźnie próbuje udawać twojego kochanka. Wszystko jest zbyt dobrze zsynchronizowane, żeby to był przypadek.

Malwina wypuściła powietrze z płuc, jakby trzymała je przez całą rozmowę. Miała dwadzieścia pięć lat, była projektantką graficzną w kameralnej poznańskiej agencji. Marzyła o normalnym życiu i kimś, komu będzie mogła zaufać, a nie o facecie na pokaz. Z Włodzimierzem trzydziestopięcioletnim prawnikiem poczuła się normalnie, bezpiecznie, jakby po raz pierwszy ktoś ją nie oceniał, tylko słuchał i rozumiał. Po pół roku znajomości była przekonana, że trafiła na solidny egzemplarz z gwarancją na więcej niż sezon.

Nie mam pojęcia, kto mógłby robić coś takiego szepnęła, głos załamał się wyraźnie. Nie mam żadnych tajemniczych wielbicieli. I serio nikt nie dostaje ode mnie niejednoznacznych sygnałów Te teksty o naszym miejscu, naszej rozmowie to czysta insynuacja, ktoś ewidentnie bawi się w manipulację

Pozwól, że się tym zajmę przerwał jej Włodzimierz i nawet nie zamrugał. Mam znajomych, którzy mogą sprawdzić, do kogo należą te numery. Coś mi tu nie gra za dużo przypadków na raz.

W kolejnych dniach Malwina próbowała nie myśleć o sprawie, skupiając się na pracy i spotkaniach z przyjaciółkami. Ale niepokój nie zniknął wręcz przeciwnie, kłębił się w niej jak szary smog nad Warszawą w listopadzie. Co zaglądała do telefonu, co odczytywała nową wiadomość zamierała. A potem na chwilę była ulga, żeby zaraz znów wrócił ucisk w żołądku.

Pięć dni później, wieczorem, zadzwonił Włodzimierz.

Malwinko, już wiem, kto to powiedział poważnie, nawet odrobinę sucho. Wiadomości były wysyłane z różnych, anonimowych kart SIM. Ale ktoś je musiał kupić. To była Żaneta.

Malwina zamarła; telefon o mało nie wypadł jej z ręki. Żaneta jej przyjaciółka z czasów studiów, dwadzieścia osiem lat, rozwódka, dwójka dzieci. Były jak siostry, razem przeżyły rozstania, kawę i dramaty nad zupkami chińskimi. Ale ostatnio między nimi było jakby mniej ciepło, a więcej napięcia. Żaneta coraz częściej narzekała, że faceci nie chcą kobiety z dziećmi, że życie to wieczne łatanie rachunków i szybkie zakupy w Biedronce.

Żaneta? Ale po co? wyszeptała, a w jej głosie było tyle niedowierzania i bólu, że aż Włodzimierz na chwilę zamilkł.

Myślę, że znasz odpowiedź. Zawiść powiedział gorzko. Jesteś młoda, wolna, masz faceta, który potrafi obsłużyć żelazko, i jeszcze robisz karierę. A ona czuje się pokrzywdzona. Pewnie liczyła, że zaczniecie się kłócić i uznam, że cię ktoś podrywa na boku.

Około dwa tygodnie wcześniej cała trójka Malwina, Włodzimierz i Żaneta pojawiła się na domówce u wspólnych znajomych w Poznaniu. Był catering z Lidla, prosecco za 18,99 zł i spora porcja small talku. Malwina wyglądała olśniewająco w nowej aquamarynowej sukience (promocja, więc grzech było nie brać), a jej partner krążył wokół niej niby cień: raz trochę żartem, raz całkiem serio.

No, żywa reklama magazynu Elle, bez kitu wypaliła Żaneta z nienaturalnym uśmiechem, gdy podeszła. Skrzyżowała ramiona na swetrze koloru ecru dziecięcego, poprawiła rękaw i popatrzyła na nich takim wzrokiem, jakby sprawdzała datę przydatności.

Dzięki, sama się dziwię, że tak dobrze się układa odparła Malwina, szczerze wdzięczna za komplement.

Jasne, tobie wszystko przychodzi łatwo, mnie z dwójką dzieci nawet o nowy sweter trudno, bo pieniądze zawsze idą na coś innego

Żanetko, nie przesadzaj, dobrze ci w tym swetrze! uspokajała ją Malwina. Masz taki styl, nie zamieniłabym się za żadne Zara

Hm, tyle że ty możesz po prostu wybrać mruknęła Żaneta. A ja każdego dnia przeliczam, czy starczy na nowe buty dla Piotrusia i na zaliczkę na wycieczkę klasy Leny

Włodzimierz umiejętnie zmienił temat i zaproponował, żeby następnym razem zaszli na nowo otwartą knajpę z burgerami zamiast sushi (Żaneta zignorowała pomysł). Malwina uśmiechnęła się, ale kątem oka widziała, jak przyjaciółka stoi przy oknie z kieliszkiem wina, zerkając na nich z taką miną, jakby właśnie rozdawali szczęście za darmo tylko nie dla niej.

Innym razem w małej kawiarni Żaneta bawiła się łyżeczką w kawie i skwitowała entuzjastyczną relację Malwiny z weekendu poza miastem krótkim: Miło, gdy ktoś może sobie pozwolić na romantyczną ucieczkę z miasta. Ja mam harmonogram: przedszkole, lekarz, lekcje, kolacja, pranie, wieczorne modlitwy za szybkie zaspanie dzieci i spokój ducha

Wtedy przyjaciółka zamykała się w sobie, z braku lepszego wyboru Malwina rzucała: Chodźcie kiedyś z nami, zrobimy rodzinny wyjazd! Ale taka wycieczka nigdy nie doszła do skutku.

Teraz zrozumiała, że Żanecie chodziło o coś znacznie więcej niż złe humory coraz częściej w jej słowach przebijała zawiść, gorycz, której Malwina nie dostrzegła na czas.

Co robimy? zapytała cicho.

Idziemy do niej. Teraz. Trzeba sprawę zamknąć odpowiedział Włodzimierz jakby właśnie cofał budzik na egzekucję dłużnika.

Pojechali na Grunwald do mieszkania Żanety. Gdy otworzyła, zrobiła się blada jak ściana. Ręce zacisnęła w pieści wyglądała, jakby właśnie przegrała w totka swoje ostatnie 20 zł.

O co chodzi? głos miała rozdygotany, spojrzała podejrzliwie na Malwinę, potem na Włodzimierza.

Daj spokój z udawaniem. Wiemy, że ty wysyłałaś wiadomości Malwinie rzucił Włodzimierz chłodno.

Żaneta cofnęła się pod ścianę, wyraźnie walcząc z sobą, potem wybuchła: No tak, to ja! I co z tego? Myślisz, że łatwo patrzeć, jak tobie los daje wszystko, a ja? Byłaś księżniczką całe życie! Piękna, wolna, żadnych dramatów. A ja? Ciągle na drugim planie!

W oczach miała łzy autentyczne, pełne żalu i rozpaczy.

Nie wiesz, jak to jest czuć się niewidzialną wysapała. Kiedy opowiadałaś o swoich randkach z Włodkiem, umierałam z zazdrości. Chciałam, żebyś poczuła chociaż cień tej samotności, tego, jak mi źle! Chciałam, żeby twój idealny świat się skruszył choć na chwilę.

Malwina widziała przed sobą nie starą przyjaciółkę, ale kogoś obcego kobietę wyniszczoną przez życie i własne myśli.

Czyli chciałaś rozwalić mi związek bo ci źle? zapytała, głos miała miękki, pełen smutku.

A co mi zostaje? Ty zawsze masz szczęście! Nawet na moich urodzinach wszyscy gadali tylko o twojej nowej pracy! A ja stałam z tortem w kącie, sama jak palec.

Scena z urodzin wróciła do Malwiny z całą ostrością jej własna beztroska, rozmowy, komplementy, tańce do rana Wtedy nie zauważyła nawet, że Żaneta się wycofała. Dopiero teraz zrozumiała, ile tamtej nocy jej umknęło.

Żanet, nigdy nie traktowałam cię jak tło. Po prostu wtedy byłam szczęśliwa. Ale nigdy nie myślałam, że widzisz we mnie rywalkę! westchnęła Malwina.

Jak mam nie widzieć, kiedy dla ciebie świat to przygoda, a dla mnie wojna o przetrwanie? Żaneta poprawiła włosy tak nerwowo, jakby chciała wycisnąć z nich cały żal.

Włodzimierz nie wytrzymał, stanął jak ściana między Malwiną a słowami pod adresem przyjaciółki.

Starczy już! Zawiść to twoja sprawa, ale nie masz prawa krzywdzić innych oznajmił lodowato.

W oczach Żanety przez sekundę zamigotała skrucha, po czym znów przywdziała maskę obrażonej.

Macie zamiar zadzwonić na policję? I co, myślicie, że policjanci nie mają nic lepszego do roboty?

To nie jest kwestia policji. My chcemy tylko, żebyś zostawiła Malwinę w spokoju tłumaczył Włodzimierz spokojnie.

Żaneta spojrzała na Malwinę i przez moment była w niej mała, zgubiona dziewczynka, potem znów ironiczny uśmiech.

No przecież wiedziałaś, że ci zazdroszczę! Zawsze byłaś gwiazdą. A ja tło do dekoracji.

Wreszcie rozkleiła się, zaczęła płakać cicho. Z nią płakały cienie minionych lat i kłopotów. Po kilku minutach Malwina zebrała się w sobie:

Żanetko, gdybyś powiedziała szczerze, może bym cię bardziej zrozumiała. Nie mam w sobie już miejsca na tę złość, naprawdę. Ale takiej przyjaźni już nie chcę: gdzie ktoś karmi się moim szczęściem zamiast czerpać własne z życia.

Przepraszam. Nie oczekuję, że mi wybaczysz. Po prostu nie umiałam z tym sobie poradzić szepnęła Żaneta, ocierając nos.

Włodzimierz spojrzał na Malwinę pytająco.

Jesteś w stanie to zaakceptować?

Malwina patrzyła na spuchniętą przyjaciółkę, której los dał ostatnio w kość, i poczuła naraz współczucie i rozczarowanie.

Akceptuję, że zrobiłaś to z rozpaczy. Ale muszę ochronić siebie. Dopóki nie nauczysz się cieszyć cudzym szczęściem, nie potrafię wrócić do tej przyjaźni.

Żaneta tylko skinęła głową i nawet nie siliła się na odpowiedź.

Gdy wyszli na zewnątrz, pierwsze latarnie rozświetlały deszczowe chodniki. Powietrze pachniało jesienią, liśćmi i czymś świeżym.

Jestem wyczerpana Malwina przytuliła się do ramienia Włodzimierza. Niby wiem, co się stało, ale i tak boli.

To normalne odpowiedział, oplatając ją ramieniem. Najważniejsze, że jesteśmy razem. Nie musisz już sama z tym walczyć.

Właśnie, razem odetchnęła Malwina z lekką, nieco ironiczną nadzieją.

Szli przed siebie, coraz lżejsi z każdym krokiem. Wiedzieli, że życie nie będzie bezproblemowe jak bajka Disneya, ale mieli siebie. A to wcale nie jest tak mało zwłaszcza w Polsce.

Oceń artykuł
TwojaCena
Trucizna zazdrości