No słuchaj, normalnie myślałam, że zemdleję, jak usłyszałam ten telefon. Wyobraź sobie: dzwoni ktoś z banku i pyta za spóźnioną ratę! Mówię mu, że żadnych kredytów przecież nie mamy… podał nasze nazwisko, adres, wszystko się zgadza, ale suma? No nie, niemożliwe. Pytam, na kogo ten kredyt niby? A ona mówi: na imię i nazwisko mojego męża czyli Michał Konieczny.
Po prostu mnie wmurowało. Mówię: Tak, to mój mąż, ale jak to możliwe? Po co mu taki kredyt?. A ta pani tylko: Bardzo współczuję, ale przepisy są twarde, termin minął, dzisiaj przypomnienie, potem inne kroki.
Nie pamiętam, jak się znalazłam przy komputerze byłam totalnie roztrzęsiona. Wiedziałam jedno: wcześniej trzeba wszystko samemu sprawdzić, zanim zrobię cokolwiek. Karte kredytowej Michał nigdy nie miał, nic nie wypłacał z rodzinnego budżetu. O co tu chodzi? Przez cały dzień w pracy tylko o tym myślałam. Poczekałam aż Michał wróci do domu.
Ledwo wszedł, od razu do niego: Na kogo te pieniądze? Po co Ci ten kredyt? Kto Ci kazał?. A on tylko zirytowany: No widzisz, jednak zadzwonili…. Zmieszał się, a potem z furią: No co się gapisz? Dla mamy te pieniądze. Prosiła, sama żyje….
Patrzę na niego: A na co jej taka kasa? My razem tyle nie wydajemy, a oboje pracujemy!. On tylko: Na wakacje po prostu!.
No serio, pytam: Gdzie ona się wybiera? Na Malediwy czy do Dubaju?. Michał, coraz bardziej naburmuszony: Mama mnie sama wychowała, ma prawo. Tobie nie przeszkadza tyle od rodziców brać, a ja mam się tłumaczyć?.
Uraża się i demonstracyjnie idzie do drugiego pokoju, rzuca się na fotel i odwraca plecami. Zawsze tak robi, jak chce postawić na swoim. Ale tym razem już miałam dość tych teatrzyków.
Po prostu nie odezwałam się więcej ani słowem. Teściowa Jadwiga Konieczna zawsze, od samego początku, była we wszystkim na pierwszym planie, żądała tego i tamtego. Już jak poznała mnie pierwszy raz, spojrzała mi w uszy i woła uradowana: O, kolczyki, te kamienie to prawdziwe?. Gdy powiedziałam, że nie noszę podróbek, zaczęła: No i po co na takie głupoty wydawać pieniądze, lepiej byście coś do domu kupili….
To prezent, powiedziałam, a ona jak ręką odjął, od razu już w porządku. Później Michał mnie poprosił, żebym nie zakładała kolczyków do niej, bo ją boli, że nie ma podobnych i on jej takich nie kupi.
Już wtedy coś mnie tknęło, ale zakochana byłam po uszy, to machnęłam ręką. Potem była ślub, a Jadwiga jak dama kreacja z klasą, prezent świetny, tylko okazało się, że to Michał wszystko jej kupił, bo inaczej na ślub syna nie przyjdzie.
A dalej to już lawina: raz nowy telewizor taki jak u koleżanki, potem suszarka do włosów koniecznie jak u siostry, raz rachunek za salon kosmetyczny, innym razem potrzebuję natychmiast masażu!. A jak nie dostała, czego chciała lament, płacz, jestem taka schorowana, a Michał zawsze miękł i spełniał każde życzenie: No bo to przecież mama, jak można!
Tylko, że nasz budżet ledwo zipiał. Zarabialiśmy dobrze, a ledwie starczało na podstawowe rzeczy. Pytam Michała, jak to możliwe a on: Chyba nie umiesz porządnie gospodarować, powinnaś się nauczyć od mamy….
Ja już od pierwszego dnia wiedziałam, że z teściową się nie dogadam. Takie typy matka-królowa i synus mamusi znałam aż za dobrze. Trzymałam się jak najdalej.
I wiesz, przyszedł moment kulminacyjny kredyt na wakacje dla mamy, kasa, za którą moglibyśmy spłacić trzy raty za mieszkanie i jeszcze meble zmienić na modne. Ale Michał jak zawsze tylko: Mama tak chce. Nawet słowem się ze mną nie podzielił. A jeśli coś by się stało? Przecież dług przypadłby na mnie!
Wiedziałam: trzeba postawić sprawę jasno. Albo on wybiera rodzinę, albo mamę. Albo przynajmniej nauczy ją troszkę przyhamować. Ale rozmowa nie wyszła. Michał się wściekł, że jestem wyrachowana: Spłaciłem dług, zaraz zapłacę resztę! Mama nie chce tanich wczasów, potrzebuje luksusu! Należy jej się, dała mi wszystko! Ja mam żałować matce wakacji?!.
A nas na to zwyczajnie nie stać! mówię mu Może by jej to wyjaśnić?. Na co on: Lepiej Tobie wyjaśnię: mama to świętość!.
I już wiedziałam, ze on się nie zmieni. A przecież widziałam, że Jadwiga tylko czeka, żeby jej Michał się poświęcał codziennie dzwoni, błaga, żeby przyjechał, bo się stęskniła… Zawsze rzucał wszystko i jechał na drugi koniec Warszawy.
Po kolejnej awanturze poszliśmy do pracy, nawet ze sobą nie rozmawiając. W południe źle się poczułam. Koleżanki zawiozły mnie do przychodni. Tam, wyobraź sobie, dowiaduję się, że jestem w ciąży! Tak się cieszyłam, myślałam, że to świetny powód, żeby w końcu pogadać o naszym budżecie.
Ale radość była krótka. Michał na wieść tylko jęknął, zaczął mnie błagać, żebym jednak się wstrzymała z dzieckiem, najlepiej usunęła. Zaraz jeszcze dzwoni teściowa: tylko ona wymagała bez żadnych próśb: Nie zamierzam być babcią! Z czym do ludzi?! Chcesz przywiązać Michała dzieckiem? Bez szans! I tak odejdzie, nie zatrzymasz go! On i tak szuka już innej!.
Zrobiło mi się ciemno przed oczami. Obudziłam się dopiero w szpitalu.
O, Agnieszka, obudziłaś się wreszcie usłyszałam znajomy głos. Spojrzałam to była pani Zofia Kulesza, sąsiadka teściowej i pielęgniarka w szpitalu.
Ledwo się wysiliłam: Pani Zofio… Nie wiedziałam, że tu pani pracuje….
I lepiej, żebyś nie musiała wiedzieć uśmiechnęła się. Myśleli, że będziesz musiała wybierać: Ty czy dziecko.
Co?!.
Już spokojnie, wszystko dobrze. Ale mów, co się wydarzyło, że aż tak Cię to powaliło?.
Opowiedziałam jej wszystko, a ona tylko pokręciła głową i powiedziała: Zostaw tę rodzinę. Michała nie zmienisz, a jego mama jeszcze nie jedną kobietę zamieni w nieszczęśliwą. Ona uważa, że syn jest jej winny wszystko. Ojca Michała wykończyła tymi wymaganiami, a Michał jest cały w tatusia nie postawi się mamie.
Ale on się przecież ożenił….
Nie rozumiem, jak dałaś radę go zatrzymać choć na chwilę… Ile dziewczyn od niego uciekało po pierwszej wizycie u Jadwigi! Zastanów się. A co Michał myśli o dziecku?.
Powiedziałam, a pani Zofia tylko mruknęła coś niemiłego o maminsynku. I wtedy po prostu wiedziałam, co robić. Dam radę sama. Michał już dokonał wyboru, nawet nie zdając sobie z tego sprawy.
Rozwodu załatwiłam zaraz, gdy wróciłam do pracy. Michał nawet nie próbował mnie zatrzymać. O dziecku w ogóle nie wiedział.
Minął rok odkąd się uwolniłam. Spacerowałam z córeczką po parku obok domu.
I kogo spotykam? Jadwigę z tym swoim Toż to moja wnuczka, dlaczego nie pozwalasz mi jej widywać?.
Odpowiadam spokojnie: To nie pańska wnuczka. Tamto dziecko się nie urodziło tak, jak sugerowała pani z Michałem. A ta mała to tylko moja córeczka. I tak, ma już babcię.
Ale jak możesz!.
Mogę. Potrzebny pani tytuł babci? Nawet niech pani szuka sobie nowej synowej.
Odeszłam z uśmiechem na ustach, nie patrząc na jej zdenerwowanie. Wiedziałam, że dobrze zrobiłam zostawiając za sobą i maminsynka, i jego mamusię. Teraz w końcu mogę oddychać pełną piersią i wiem, że dobrze wybrałam.




