To przecież mama!

Jaki to niby zaległy przelew? Coś się Państwu pomyliło, przecież my nie mamy żadnych kredytów… Tak, Kowalscy, zgadza się, nasz adres, ale… Ile?! To niemożliwe. Na kogo zaciągnięty jest ten kredyt? dopytywała się Zuzanna.

Na pana Bartłomieja Kowalskiego odpowiedział głos w słuchawce.

To mój mąż, ale jak to? Po co? Zuzanna była wyraźnie zdezorientowana.

Przykro mi, proszę pani ton rozmówcy stał się łagodniejszy jednak zasady są takie same dla wszystkich: terminy zostały przekroczone, dziś przypomnienie, potem kolejne konsekwencje.

Zuzanna nie pamiętała, jak znalazła się w salonie przed komputerem szok odebrał jej pewność siebie. Nim jednak zacznie panikować, postanowiła sama sprawdzić, skąd ten dług.

Karty kredytowej u męża nigdy nie widziała. Wynika z tego, że pieniądze nie były brane na potrzeby rodziny. Co tu się w ogóle dzieje? Praca zeszła na drugi plan, bo w głowie krążyły już tylko myśli o tej niepojętej rozmowie. Z niecierpliwością czekała aż Bartłomiej wróci do domu.

Dla kogo te pieniądze? Kto cię poprosił o kredyt?!

No i zdążyli zadzwonić mruknął zrezygnowany mąż. Zorientował się, że się wygadał i z pretensją rzucił w stronę żony: No co się gapisz? Mamie były potrzebne, mamie! Prosiła o pomoc, sama mieszka

Na co jej aż tyle pieniędzy? My pracujemy oboje i nie wydajemy tyle!

Wyjazd na wakacje, proste.

Gdzie ona się wybiera? Do Egiptu czy na Malediwy?

Sam mnie wychowała, zasłużyła. Po tobie się tego nie spodziewałem…

Obrażony Bartłomiej ruszył do pokoju i z impetem usiadł w fotelu, odwracając się do ściany ach, jak dobrze znała ten teatrzyk. Zawsze tak robił, gdy chciał zdusić rozmowę. Tylko że tym razem efekt był odwrotny Zuzanna zamilkła, nie wdając się w kolejne dyskusje.

Władysława, jej teściowa, od zawsze była obecna w ich małżeństwie, aż nadto. Uwielbiała żądać i rościć sobie prawa. Od pierwszego spotkania nie kryła ciekawości: oglądając w uszach Zuzanny kolczyki, natychmiast spytała, czy to prawdziwe kamienie, czy tylko jakaś tandeta?

Gdy dowiedziała się, że Zuzanna nie nosi podróbek, tylko westchnęła z wyrzutem:

Po co na takie fanaberie wydawać tyle pieniędzy? Lepiej coś pożytecznego do domu kupić…

To prezent tłumaczyła zażenowana Zuzanna.

Aaa, jak prezent, to co innego odparła z ulgą przyszła teściowa.

Po tygodniu Bartłomiej jakby od niechcenia poprosił, by żona nie zakładała już tych kolczyków, kiedy odwiedzą jego mamę. Bo ponoć Władysława przeżywa, że nie ma takiego samego skarbu, a syn nie może jej go kupić.

Już wtedy Zuzanna poczuła niepokój, ale zakochana starała się nie zwracać na to uwagi. Później była ślubna uroczystość Władysława błyszczała: szykowna kreacja, kosztowny prezent. Dopiero po miesiącu Zuzanna dowiedziała się przypadkiem, że wszystko kupił Bartłomiej, a matka zagroziła, że nie przyjdzie na własnego syna ślub, jeśli nie dostanie wszystkiego, czego zażądała.

Później było tylko trudniej: raz chciała nowy telewizor, bo koleżanka już taki ma, to znowu niezbędna suszarka, taka sama jak u siostry, a jeszcze innym razem opłata za fryzjera czy kolejne zabiegi upiększające wszystko natychmiast i zaraz! Gdy nie otrzymała tego, co chciała, natychmiast zaczynała płakać i narzekała na zdrowie. Bartłomiej nie był w stanie znieść łez matki i pędził spełnić każdą jej zachciankę:

Przecież to mama Jak można odmówić!

Tylko że on miał już własną rodzinę i ledwo starczało im na bieżące potrzeby. Zuzanna była zdziwiona: oboje zarabiali całkiem dobrze, a pieniędzy ciągle brakowało nawet na niezbędne rzeczy. Na wszystkie jej pytania Bartłomiej wzruszał tylko ramionami:

Zuzanko, chyba jeszcze nie potrafisz dobrze gospodarować budżetem. Powinnaś się uczyć od mojej mamy…

Tego jednak Zuzanna nie zamierzała robić. Od początku relacje były napięte. Miała już dosyć kobiet pokroju Władysławy i wolała trzymać się od niej z daleka.

Gwoździem do trumny była prośba a właściwie żądanie o opłacenie luksusowych wakacji. Kwota, jaką Bartłomiej bez słowa wybrał z banku, wprawiła Zuzannę w osłupienie. Za te pieniądze mogliby spłacić trzy raty kredytu hipotecznego, umeblować mieszkanie porządnymi meblami, a jeszcze starczyłoby na świętowanie w najlepszej restauracji w Warszawie.

Czy Bartłomiej zamierzał coś zmienić? Nic na to nie wskazywało. Dla mamy zawsze wszystko. Gdyby tylko porozmawiał… A gdyby coś się stało? Kto zostałby z tym całym długiem? Oczywiście ona, Władysława znów byłaby poza wszelkim podejrzeniem.

Zbliżała się poważna rozmowa pora wybrać, kto dla Bartłomieja jest ważniejszy. A przynajmniej niech matce powie, żeby nieco zredukowała swoje oczekiwania. Jednak rozmowy nie było Bartłomiej wpadł w furię, zarzucając Zuzannie brak serca i chciwość:

No przecież spłaciłem już tamten kredyt, wszystko zapłacę, a ty wciąż narzekasz! Tak, mama nie chce tanich sanatoriów, jej się należy luksus. Dała mi życie, wszystko mi poświęciła! Nie mogę jej sfinansować urlopu?

A my się zrujnujemy na cudze ambicje? Może czas jasno jej to powiedzieć?

Lepiej ci powiem: mama to świętość…

Zuzanna wiedziała już, że Bartłomiej niczego nie zamierza zmieniać. Doskonale widziała, że teściowa jest zazdrosna o syna, nie ma dnia bez telefonu: „Bartku, wpadnij, tak tęsknię…”. Syn zostawiał wszystko i pędził przez pół miasta mama przecież prosi!

Po kolejnej burzliwej nocy nie pogodzili się, a rano bez słowa ruszyli do swoich prac. Koło południa Zuzannie zrobiło się bardzo słabo.

Koledzy zauważyli jej kiepski stan i wysłali ją do lekarza. Tam dowiedziała się, że jest w ciąży. Chciała jak najszybciej podzielić się radosną nowiną z przyszłym tatą może to będzie powód do przemyślenia domowego budżetu?

Niestety, jej radość okazała się przedwczesna. Bartłomiej był zaskoczony, a potem wręcz oburzony prosił, by zaczekać z dzieckiem i nalegał na przerwanie ciąży. Po chwili rozdzwonił się telefon: dzwoniła Władysława. Ona jednak nie prosiła, a rozkazywała:

Nie zamierzam zostać babcią! Co ty sobie myślisz? Zachciało ci się przywiązywać Bartka dzieckiem? Przecież on i tak cię zostawi, nie zatrzymasz go…

Dokąd niby odejdzie? Skąd takie przypuszczenia?

Dobrze wiem, jestem jego matką. Od dawna szuka okazji, by się od ciebie uwolnić. Zrób, jak radzi, bo alimentów się nie doczekasz.

Zuzanna poczuła, że traci przytomność. Ocknęła się w szpitalu.

Zuzanko, wreszcie się budzisz usłyszała znajomy głos. Otworzyła oczy i rozpoznała Annę, sąsiadkę Władysławy, która akurat była tu pielęgniarką.

Pani Aniu, nie wiedziałam, że tu pani pracuje…

I lepiej by było nie wiedzieć zaśmiała się gorzko. Myśleliśmy, że będziemy musieli wybierać ty albo dziecko.

Co?!

Spokojnie, wszystko dobrze. Ale powiedz mi szczerze, co się wydarzyło, że cię tak trafiło?

Po wysłuchaniu historii Anna tylko pokiwała głową i poradziła:

Rzuć tę rodzinę. Bartka nie zmienisz, a jego matka zawsze będzie zatruwać życie każdej jego kobiecie. Ona już swojego męża do grobu wpędziła, wiecznie tylko wymagała chłop już nie wytrzymał. Bartek też jej nigdy nie sprzeciwi. Tacy już są.

Ale przecież się ożenił…

Prawdę mówiąc, nie wiem jak do tego doszło. Sama widziałam, ile dziewczyn od niego uciekło po pierwszej wizycie u Władysławy! Pomyśl, decyduj. A co Bartek na wieść o dziecku?

Słysząc odpowiedź Zuzanny, Anna pod nosem skomentowała Bartka bardzo nieparlamentarnie. I to chyba była ta kropla w tym momencie Zuzanna postanowiła, że poradzi sobie sama. Bartłomiej, świadomie lub nie, dokonał już swojego wyboru.

Wystąpiła o rozwód zaraz po powrocie do pracy. Bartek nie próbował jej zatrzymać. Nie wiedział też, że ciąża została utrzymana.

…Mijał rok od odzyskania wolności. Zuzanna przeszła z córeczką przez park w pobliżu domu.

No proszę, kogo widzę usłyszała ten dawny, niezupełnie zapomniany głos Dlaczego nie pozwalasz widywać się z wnuczką?

Bo ona nie jest pańską wnuczką odparła spokojnie Zuzanna. To dziecko… Tamto, którego tak pani z Bartłomiejem nie chcieliście, nie pojawiło się na świecie. A ta dziewczynka to tylko moja córka. I tak, ma już swoją babcię.

Jak śmiesz…

Ośmielam się. Tak zależy pani na byciu babcią? Proszę poszukać synowi innej kandydatki.

Odeszła, nie zwracając uwagi na wypowiadane za plecami przekleństwa. Czuła, że zostawiła za sobą nie tylko maminsynka, ale i kobietę, która dawno straciła wszelkie granice zdrowego rozsądku. I wiedziała, że to była najlepsza decyzja w jej życiu.

Najważniejsza lekcja? Czasem by zatroszczyć się o siebie i swoje dziecko, trzeba odpuścić bliskim, którzy nie potrafią uszanować naszych granic. Szczęście nie zawsze rodzi się w rodzinie wybranej przez innych czasem trzeba stworzyć własne, bezpieczne miejsce na nowo.

Oceń artykuł
TwojaCena
To przecież mama!