To dziecko Igora…

To dziecko Krzysztofa…
Ta opowieść zdarzyła się dawno temu, w zadbanym mieszkaniu na czwartym piętrze bloku z wielkiej płyty w warszawskiej dzielnicy Ochota. Mieszkała tam młoda jeszcze, choć już emerytowana, samotna kobieta Ludmiła. Życie jej nie przynosiło żadnych fajerwerków ani niespodzianek. Wszystko płynęło spokojnie: emerytura, praca na pół etatu, spotkania z koleżankami, cotygodniowe wizyty u wnuków i troska o sędziwą mamę, która mieszkała sama w innej dzielnicy.

Tamten dzień był jak każdy inny. Rano Ludmiła zadzwoniła do mamy, by zapytać o zdrowie rytuał znany i trochę już nużący. Nie miała wolnego dorabiała bowiem jako rejestratorka w prywatnej lecznicy, gdzie pracowała na zmiany: dyżur co trzy dni, głównie odbierając telefony i zapisując pacjentów na wizyty. Dziś akurat był dzień wolny. Co robić? Przygotować coś do jedzenia, przejść się do mamy Te codzienne czynności, chociaż bardzo ważne, potrafiły ją nieraz znużyć.

Do mamy dwa podwórka. Spacer niespieszny, raczej przyjemny, tylko że jej mieszkanie było na piątym piętrze bez windy prawdziwa mordęga. No i jeszcze narzekania mamy Ludmiła z trudem znosiła te opowieści o wszystkich dolegliwościach. Znała je na pamięć; nie domagały się żadnych rozwiązań bo lekarze już tysiąc razy stawiali różne diagnozy, które mama ciągle reinterpretowała pod wpływem rozmów z sąsiadkami oraz rad z telewizji, zwłaszcza tych od wszystkowiedzącej pani Ewy Drzyzgi.

Porady córki natomiast były zazwyczaj odrzucane jako niekompetentne co paradoksalne, biorąc pod uwagę czterdziestoletni staż Ludmiły w zawodzie pielęgniarki w jednym z warszawskich szpitali.

A co ty możesz wiedzieć, którą pincetą podać? mówiła mama.

Przed każdym wyjściem Ludmiła przeglądała się jeszcze w lustrze w przedpokoju: niedużo zmarszczek, tylko te kurze łapki pod oczami, ale sumarycznie wyglądała młodo jak na swoje ponad sześćdziesiąt lat. Krótko ostrzyżone włosy w kolorze jasnego popiołu i kolczyki dodawały jej uroku Może tylko policzki trochę opadły, ale ogólnie prezentowała się bardzo dobrze.

Chleb żytni i masło dla mamy, nie zapomnij myślała, obrysowując usta konturówką, gdy nagle zadzwonił domofon. Zdumiała się o tej porze nikt nie przychodził. Może sąsiadka, pani Sabina? Czasami zapraszała ją na herbatę. Z pomadką w jednej ręce, Ludmiła ruszyła do drzwi.

Na progu stała dziewczyna: jasne włosy związane w kitkę, pasiaste polo, gruba bluza, dżinsy, plecak na ramieniu. Pamiętała później każdy szczegół, ale najpierw dostrzegła tylko twarz dziewczyny i niemowlę w brązowym kocyku w jej ramionach. Oczy zwężone, napięta szczęka, ciężki oddech, krok naprzód i szybkie:

To dla Pani!

Ludmiła wzięła dziecko odruchowo, nawet nie myśląc pomadka została w ręku. Poczuła ciężar, spojrzała w dół Boże święty, to naprawdę niemowlę! Kiedy podniosła wzrok, dziewczyny już nie było schodziła szybko ze schodów.

To jest dziecko Krzysztofa, a ja muszę się uczyć… rzuciła przez ramię, zbiegając po stopniach. Drzwi na dole trzasnęły z hukiem.

Ludmiła stała jeszcze chwilę na klatce, zdezorientowana. Po co jej dali dziecko? Chyba tylko na chwilę Zrezygnowana wróciła do przedpokoju i jakoś automatycznie pomyślała: Nie zapomnij zabrać śmieci wyrzucić przy wyjściu do mamy. Dopiero po chwili zobaczyła, że w przedpokoju tkwi nieznany pakunek pozostawiony przez dziewczynę.

Boże! To przecież żywe dziecko! Co ona naprawdę powiedziała? Dziecko Krzysztofa? Na pewno?

Usiadła z niemowlęciem na kanapie w pokoju. Tak, dziewczyna powiedziała Krzysztofa pamiętała to wyraźnie. Zaraz jakiego Krzysztofa? Przecież ona ma tylko jednego syna Michała. Mieszka z rodziną w Krakowie; sama Ludmiła po śmierci męża Jerzego mieszkała w Warszawie.

Ech, bez sensu. Wtedy niemowlę poruszyło się w objęciach Ludmiły. Szybko rozwinęła kocyk: beżowy dresik, maleńka dziewczynka z zieloną smoczkiem w kształcie żabki. Nie miała więcej niż miesiąc.

No, no, malutka pogłaskała jej policzek; dziecko cmoknęło ustami, przymknęło oczy i znów zasnęło.

Po odpowiedzi szukała w porzuconej torbie. Były tam dwie buteleczki, puszka mleka modyfikowanego, pampersy i ubranka. I wciąż podświadomie spodziewała się, że zaraz rozlegnie się dzwonek, dziewczyna wróci, zabierze malucha, przeprosi, a dzień znowu wróci na utarty tor: śmieci, sklep, mama

Kończyła makijaż, wyjrzała przez okno, wypatrując dziewczyny. Nigdzie nie było jej widać. Co to za bezczelność?! Niemowlę zaczęło kwilić. Ludmiła stała niepewnie, bijąc się z myślami: czy powinna je przewijać, karmić? To przecież nie jej dziecko nie ma prawa! Ale płacz narastał, musiała działać.

Bezradnie zsunęła dresik, pod nim śpioszki i kaftanik. Właśnie wtedy poczuła ciężar odpowiedzialności i zrozumiała: zostawiono jej dziecko!

Krzysztof Przecież jej syn Michał był trochę rozrywkowy za młodu, ale to czasy dawno minione, zanim ożenił się z Anią. Odkąd mają dzieci i dom pod Krakowem, wiedzie spokojne życie rodzinne. Tak, bywał zapracowany, ale teraz im się powodzi, spłacili kredyt, kupili auto Takie zwykłe, polskie życie.

Nie płacz już, kochanie, zaraz zmienimy pieluszkę mówiła, przewijając dziewczynkę wprawnymi ruchami, które pamiętała z czasów, gdy była młodą mamą.

Matka dziewczynkę tak po prostu zostawiła? Ręce Ludmiły już pracowały mechanicznie: przewinęła, ubrała, ukołysała i poszła do kuchni przygotować mleko. Wtem zadzwonił telefon mama.

Czemu się nie odzywasz? Byłaś już w sklepie?

Jeszcze nie

A bo wiesz, chciałam gruszek, ale nie tych, które ostatnio przyniosłaś, tylko te z przedostatniego razu

Lista życzeń mamy wydłużała się, niemowlę coraz głośniej kwiliło. Rozmowa przeciągała się w takie typowe, polskie babcine narzekanie.

Gdy tylko matka się rozłączyła, Ludmiła zalała mieszankę mleczną, chłodziła pod zimną wodą i patrzyła na dziewczynkę: czyżby była podobna do wnuczki Oli? Może to naprawdę dziecko Michała? A jeśli tak Ania nie wybaczyłaby mu takiego problemu. Strach ją paraliżował, myśli biegły wkoło.

Dziewczynka ssała łapczywie, przymykając oczy z rozkoszy, i Ludmiła poczuła czułość brakowało jej tego w domu. Kiedy dziecko zasnęło, wybrała numer syna. Był nieosiągalny.

Nie chciała go narazić. Miała nadzieję, że dziewczyna wróci nie wyglądała na patologię, raczej na młodą, dobrze wychowaną studentkę. Z mamą dzielić się tym nie zamierzała oszczędzi sobie lamentów babci, tragedii i złych wróżb.

Zadzwoniła do wnuczka Kuby, by dowiedzieć się, że tata pojechał w delegację w okolice granicy, gdzie nie było zasięgu; wróci dopiero za dwa dni. Ale dzwoni do Ani wieczorami.

Kubusiu, mógłby mnie ktoś czasem informować o takich wyjazdach marudziła trochę Ludmiła, choć wiedziała, że syn nie ma głowy do codziennych meldunków.

Poprosiła synową, by wieczorem Michał zadzwonił do niej.

Coś się stało, mam przekazać?

Nic, tylko bardzo czekam na jego telefon wykręciła się Ludmiła.

Mamo, skręciłam dziś nogę, nie przyjdę skłamała potem matce przez telefon a w lodówce masz jeszcze wczorajszy barszcz…

Mama marudziła, groziła, że sama przyjdzie na piąte piętro, po czym zadzwoniła jeszcze kilka razy przez dzień. Po tej rozmowie Ludmiła przebrała się w domową sukienkę i wreszcie mogła się zastanowić spokojniej.

Może jej rozum był przyćmiony, gdy wzięła dziewczynkę Ale może każdy mógłby zostawić dziecko pod cudzymi drzwiami? Co ją powstrzymywało przed zgłoszeniem sprawy na policję? Strach, że to jednak dziecko Michała? Nie chciała go narażać, ani zderzać się z policyjną procedurą rozmowy, tłumaczenia, opisy. I coś ją gryzło, gdy przypominała sobie spojrzenie dziewczyny spojrzenie matki na krawędzi rozpaczy, gniewu i desperacji.

Wiedziała, że musi z kimś pogadać. Zatelefonowała do starej przyjaciółki:

Wanda, nie uwierzysz podrzucono mi dziecko!

Wanda przyjęła to spokojnie, zaczęła dopytywać, analizować, obiecała przyjść popołudniu.

Spokojnie, Ludka, rozgryziemy to. Najważniejsze nie rób głupstw.

Czyli nie zgłaszać od razu na policję?

Zaczekaj chwilę. Najpierw poszukamy tego Krzysztofa.

Jaki Krzysztof, proszę cię?

Ojciec dziecka. Nie macie w bloku jakiegoś Krzysztofa?

Blok mam duży, dziewięciopiętrowy, ponad pięćdziesiąt mieszkań Może się pomyliła co do piętra?

Może. Ale Michał mógł coś nabroić Zadzwoń do niego, koniecznie.

Dzień upłynął jej przy dziewczynce. W internecie czytała o pielęgnacji, masowała, przebierała, nawet śpiewała kołysanki.

Wieczorem Wanda zjawiła się z odsieczą, przeglądała ubrania dziewczynki, potem zaczęła krążyć po sąsiadach. Nie zdradziła sprawy dziecka wymyśliła bajeczkę o liście dla Krzysztofa. Po godzinie wróciła triumfalna:

Mieszka tu Krzysztof, na szóstym! Idziemy.

Gdzie? Tak po prostu?

Oczywiście! Trzeba wyjaśnić sprawę.

Nie korzystały z windy, podeszły cicho, zapukały. Otworzyła starsza, zgarbiona kobieta.

Do Krzysztofa byśmy.

Ta odwróciła się i zawołała do wnętrza: Krzysiek! Znowu do ciebie!

Z pokoju wyszedł młody mężczyzna średniego wzrostu, z brodą.

Dzień dobry, chodzi o tablet?

Nie o tablet, o coś innego. Przyszłyśmy, bo u Ludmiły znalazło się Pańskie dziecko.

Chłopak wytrzeszczył oczy, zupełnie zbaraniał.

Proszę? Ale ja nie mam dzieci

Jest pan jedynym Krzysztofem w bloku.

Nie miałem dzieci, nie mam kobiety… chyba że przez internet zażartował, ale nie był bardziej pewien siebie.

Może ktoś się pomylił z piętrem, wycofała się Ludmiła.

Szkoda Krzysztof tylko wzruszył ramionami, ale jak trzeba, mogę pomóc, bo jestem informatykiem, bloguję Możemy puścić ogłoszenie poszukać matki…

Nie, nie trzeba Ludmiła jednak bała się narażać syna, a i prawo wymagało kontaktu z odpowiednimi służbami.

Zszedły z Wandą z powrotem, a Ludmiła powiedziała:

Nie, nie kłamie. Widać, typ komputerowy domator Na Casanovę nie wygląda.

Telefon od syna nie nadszedł, zadzwoniła więc do synowej.

Ojej, mamo! Zapomniałam! Dzień taki zakręcony Ola miała basen, Kuba potrzebował coś do szkoły

Tylko Ludmiła wiedziała, jak bardzo chciałaby zamienić się z synową na ten zakręcony dzień!

Jutro zadzwonię na policję! postanowiła w końcu. Ale położyła się, obraz dziewczyny wracał przed oczami. Co by się stało z tą maleńką, gdyby oddała ją do domu dziecka?

Noc zleciała bardzo niespokojnie. Budziła się przy każdym skrzypnięciu, chodziła z dzieckiem po pokoju, uspokajała ją piersią, przewijała Nad ranem usnęły obie wyczerpane.

Obudził ją telefon mamy Przyjdziesz?

Ludmiła spojrzała przez okno na śpiącą dziewczynkę.

Przyjdę.

I kup jeszcze gruszki, i

Dzieci trzeba wyprowadzać na spacer, pomyślała. Zrobiła maleńkiej nosidełko z chusty i poczuła dziwną dumę, jakby była babcią na nowo. W sklepie nawet poczuła się szczęśliwa, że nie jest już całkiem sama choć znów czekały ją schody na piąte piętro.

Co to za dziecko? zdziwiła się mama.

Ach, to nic, Nadja Dziedzic poprosiła, żebym popilnowała wnuczki wpadła do fryzjera, a ja mam ją tylko przez godzinkę.

A noga?

Już lepiej skłamała i dała mamie torbę z zakupami.

Obie, babcia i prababcia, patrzyły na dziewczynkę z czułością. O bolączkach i narzekaniach zapomniały.

A jak się w ogóle nazywa?

Zapomniałam spytać, tylko na chwilę ją zabrałam

Ech ty! Bez imienia dziecka nie powinno się brać!

A Ludmiła wracając do domu, naprawdę myślała, jak by mogła nazwać dziewczynkę. Tak bardzo pragnęła zgadnąć, jak nazwała ją matka.

W domu SMS: Michał znów w zasięgu! Zadzwoniła drżącą ręką:

Coś ty, mamo, ja przecież żonaty jestem przeraził się syn po jej chaotycznej opowieści.

Ale to przyszli właśnie do mnie, a ja pomyślałam

Mamo, masz zadzwonić na policję, zrozumiałaś? Chcesz, to sam zadzwonię!

Nie, nie zaraz zadzwonię. Tylko ona głodna, a ja się z nią przechadzałam po dworze Jeszcze muszę zmienić pieluszkę.

Mamo! Zadzwoń natychmiast! Bo się o ciebie martwię.

Tak, wszystko załatwię. Wanda też mi pomaga.

Ale Ludmiła nie zadzwoniła od razu. Dziewczynka była głodna, goniły ją obowiązki, a ona chciała się nacieszyć bliskością tej kruszyny. Gdzie ją odeślą? Do domu małego dziecka? A Ludmiła znała warszawskie szpitale przecież nigdzie tak dobrze jej nie będzie, jak u niej. Ale… jutro miała dyżur, a to sprawa karna trzymać nie swoje dziecko i nie zgłosić.

Zmęczona, przebierała dziewczynkę, karmiła, a potem obie zasnęły: dziewczynka na poduszce przy jej ramieniu, Ludmiła z dziwnie lekkim sercem.

Obudziło ją pukanie. U progu stała ta sama dziewczyna, wystraszona, rozczochrana, ubrana tylko w T-shirt i spodenki.

Gdzie ona? trzęsącym się głosem spytała Gdzie ją Pani oddała? Czemu nie powiedziała Pani od razu, że to nie Pani dziecko?

Chyba dlatego, że jednak moje Ludmiła uniosła brwi. A Pani bardzo się spieszyła.

Ale przecież wie Pani, gdzie ona jest? Proszę, niech Pani powie

Chodź Pani Ludmiła poprowadziła ją do sypialni. Tam spała dziewczynka. Młoda matka podeszła, spojrzała, padła na kolana i wybuchnęła płaczem.

Trzeba było ją ochłodzić, napoić herbatą z cukrem, dać kawałek czekolady, jak umie tylko doświadczona pielęgniarka.

Potem wszystko się wyjaśniło. Dziewczyna miała na imię Malwina, a córeczka Pola.

Historia była banalna jak życie: człowiek zakochuje się nie wtedy i nie w tym, w kim trzeba. Malwina przyjechała spod Radomia na studia medyczne zresztą w tej samej szkole, co kiedyś Ludmiła. Zakochała się w chłopaku z Warszawy, Krzysztofie. Obiecał się ożenić, pomóc, a potem przepadł. Przez chwilę jeszcze kontaktował się w sieci, ale w końcu całkiem zniknął. Malwina została z maleństwem w akademiku, bez wsparcia rodziny, bez pieniędzy, tylko ciotka czasem przysyłała parę złotych.

Uczyła się zawzięcie, na studiach była pilna. Chciała jeszcze podejść do sesji, by móc przejść na kolejny rok. Wtedy zawaliło się wszystko: koleżanka poprosiła ją o wyprowadzkę, pieniądze się skończyły, a do tego internet zalały zdjęcia Krzysztofa z nową dziewczyną.

Malwina w głowie miała już strzępki obietnic Krzysztofa, że jego mama jej pomoże. Półprzytomna, zapłakana, poszła pod wskazany adres, myśląc, że odda dziecko teściowej na chwilę. Włożyła Polę w ramiona Ludmiły a potem uciekła do przystanku i przez wieczór wkuwała materiał do egzaminu, próbując nie myśleć o córeczce. Rano napisała do Krzysztofa, że dziecko zabierze po sesji. Wtedy wyszło na jaw, że jego matka nic o dziecku nie wie a adres też Malwina pomyliła, bo Krzysztof mieszkał w sąsiednim bloku, w identycznym mieszkaniu trzeciego piętra.

Jego mama wygląda jak Pani I ta fryzura, i O Boże, co ja narobiłam! kryła twarz w dłoniach.

Mówi się, że największa głupota to stworzyć arcydzieło i się go wyrzec. Patrzyłam na Polę i nie wierzyłam, że matka mogłaby się jej wyrzec. Dobrze, że wróciłaś. Co dalej?

Zabrakło mi siły. Wrócę do akademika, może przenocuję, potem zobaczymy Wiem, narobiłam Pani kłopotu.

Wiesz Może zostań u mnie do końca sesji. Przynajmniej ten miesiąc. Pomogę ci, a wynajmować przecież i tak chcą mieszkanie. Kiedy masz egzamin?

Pojutrze.

Ludmiła wyjęła pościel, ustawiła łóżko w pokoju.

Dziś po rzeczy pójdziesz, naucz się w spokoju. Ja popracuję, a ty się zajmij Polą i ucz się. Będziesz spać tu, jesteście miłe i ciche. Masz mleko dla dziecka, a sama spokojnie sobie poleżysz

Malwina usnęła prawie od razu, wtulona w córeczkę. Ludmiła zadzwoniła do Wandy:

Tak, już wszystko jasne. Nie Michała dziecko, nie sąsiada Zostawię ją, nie oddam do domu dziecka Ach, jak dobrze, że nie zadzwoniłam na policję!

Z czasem mleka nie zabrakło, Malwina zdała wszystkie egzaminy na piątki i czwórki. Do matki Ludmiły chodziła po schodach coraz częściej, doradzając jej w zdrowotnych sprawach a babcia słuchała młodej opiekunki bez cienia sprzeciwu.

Po sesji Ludmiła, korzystając z kontaktów, załatwiła Malwinie dyżury na pogotowiu. Dziewczyna często radziła się starszej koleżanki, bo medycyna faktycznie była jej pasją.

A Krzysztof z szóstego piętra w końcu odkrył, że jego babcia potrzebuje zastrzyków. Malwina chodziła z Polą wyżej i opiekowała się staruszką, a przy okazji powoli leczyła własne serce z żałosnego zakochania, układając na nowo swój życiorys.

Oceń artykuł
TwojaCena
To dziecko Igora…