Od sześciu lat jestem żoną Jacka. Razem wychowujemy naszego pięcioletniego syna. Po ślubie przenieśliśmy się do stolicy, pozostawiając naszych rodziców w małej miejscowości oddalonej o sto kilometrów.
Z powodów, o których nie chcę dziś pisać, od siedmiu lat nie jem mięsa. Nie znoszę nawet jego widoku ani zapachu. Jacek zdaje sobie z tego sprawę. W dodatku nie przepadam za gotowaniem, zwłaszcza dań mięsnych dla męża. Kiedy mąż ma ochotę na mięso, kupuje gotowe produkty. Jego diety często trzyma się także nasz syn.
Ja sama wolę jednak gotować lżejsze potrawy, które nie wymagają wiele czasu, bo uwielbiam czytać i medytować, a czas spędzony w kuchni nie jest dla mnie satysfakcjonujący. Rodzice Jacka są tego świadomi, niemniej jednak ich wizyty zawsze są wyzwaniem.
Kiedy przyjeżdżają, przynoszą ze sobą całą reklamówkę produktów mięsnych, które przygotowują dla Jacka i naszego syna. Zapach tych mięsiw przyprawia mnie o mdłości. Ostatnio musiałam nawet opuścić wspólny obiad.
Niedawno, podczas ich wizyty, słyszałam jak teściowa narzekała Jackowi na moje nawyki kulinarne. Twierdziła, że nawet jeśli ja nie jem mięsa, powinnam gotować mięsne dania dla mojego męża i syna.
Następnego dnia usłyszałam, jak teść rozmawia z moim mężem w kuchni.
– Nie chciałbym takiej kobiety jak twoja. To nie powinno tak być. Niech nie je, bo taka jest jej wola, ale musi gotować dla męża i dziecka. Co z niej za żona i matka?! Dawno bym znalazł sobie lepszą na twoim miejscu. Nie trzymałbym jej w domu ani dnia!
Takie wizyty sprawiają, że jestem zestresowana. Po ich wyjeździe mąż przez jakiś czas nadal je te wszystkie mięsiwa – kiełbasy, tłuste salcesony, pasztety, nawet ma zamarynowane mięso na parę dni.
A jakby tego było mało, to ostatnim razem, po tradycyjnym świniobiciu, teściowie przywieźli ogromną ilość kiełbasy i kaszanek. Wyglądało na to, że nie zastanawiali się nad tym, gdzie te wszystkie produkty będziemy przechowywać. Nasza lodówka była przepełniona, a cała reszta została ustawiona tu i ówdzie po szafkach. Nie dość, że cały dom był przesiąknięty intensywnym, mięsnym zapachem, to jeszcze lodówka śmierdziała nim przez cały kolejny miesiąc.
Jestem im wdzięczna za ich hojność, ale uważam, że to już naprawdę duża przesada. Dla mnie sytuacja była nieznośna. Zapachy te były nie tylko brzydkie, ale robiło mi się wręcz niedobrze i nie mogłam niczego przełknąć przez parę dni. Czułam się przytłoczona i skrępowana w moim własnym domu.
Chciałabym poznać Waszą opinię. Czy naprawdę powinnam zmuszać się do gotowania dań mięsnych dla mojej rodziny? Każda wizyta teściów sprawia, że jestem coraz bardziej napięta i niepewna. Jak powinnam reagować na ich ciągłe narzekania i uwagi odnośnie mojego stylu życia i gotowania?





