Poznałam mojego męża przez internet. Był przystojny i bardzo miły. Myślę, że podobał się niejednej dziewczynie. Rzucał wszystko, aby mi pomagać. Mój narzeczony zachowywał się, jak prawdziwy mężczyzna. Wtedy był wspaniały.
Kiedy przyszedł czas na spotkanie z jego matką, trochę się denerwowałam. Wyglądała jak zwykła gospodyni domowa, emerytka, która mieszkała z synem. Wszystko byłoby dobrze, ale pewnego dnia Mirek zostawił mnie na ulicy i sam poszedł do swojego domu. Myślałam nawet o tym, żeby się obrazić, bo czułam się zlekceważona. Okazało się jednak, że jego matka podobno źle się czuła i nie chciała mnie widzieć.
Z moją przyszłą teściową prawie nie krzyżowałam ścieżek. Do ślubu przygotowywałam się spokojnie i niczym się nie przejmowałam. Wybraliśmy restauracje, zamówiliśmy bufet i czekaliśmy na wielki dzień.
Na wesele przybyło wielu gości. Wszyscy dopisali, gratulowali nam i dobrze się bawili. Tylko matka męża siedziała w kącie z kwaśnym wyrazem twarzy. Potem za dużo wypiła alkoholu i postanowiła wznieść toast. Wygłaszała takie herezje, że aż mi uszy puchły.
Jakby jej syn wyciągnął mnie z błota, więc powinnam całować jego stopy. Byłam oszołomiona, podobnie jak wszyscy goście. Swoją drogą, pochodziłam z zamożnej rodziny, dobrze zarabiałam i zupełnie sama się utrzymywałam.
Moi znajomi myśleli, że na weselu zabiję teściową. Jednak najbardziej frustrujące było to, że mój mąż nawet nie pomyślał, żeby mnie bronić. Kogo ja wybrałam dla siebie na całe życie?





